Pomiędzy Grzeczną Dziewczynką a Niezależną Kobietą – Kasia Urbaniak uczy nas, jak nie dać się zdominować 

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

wyzwolona_baner

Wyobraźcie sobie, że po rozwodzie próbujecie wyegzekwować płacenie alimentów przez zapominalskiego, byłego męża, a ostatecznie udaje Wam się namówić go, by kupił dom Wam i dzieciom. Albo że niespokrewniony z Wami przyjaciel przepisuje Wam w testamencie całą spuściznę artystyczną i zabezpiecza Was finansowo do końca życia. Brzmi jak film? Takie efekty obiecuje autorka „Wyzwolonej. Przewodnika po kobiecej mocy”

Do książki Kasi Urbaniak na początku podeszłam sceptycznie. Z nadzieją, ale wciąż sceptycznie, bo nieraz odbijałam się od literatury poradnikowej skierowanej do kobiet, którym usiłowało się wcisnąć, jak prosto zdobyć świat. Wystarczy, że tylko o to poproszą. I oto dostaję kolejną książkę, w której czytam o magii odpowiednio sformułowanych próśb. Stopniowo jednak, kolejne przykłady i ćwiczenia napawały mnie coraz większą wiarą. Wiarą w siebie. I wydaje mi się, że dokładnie to Kasia chciała osiągnąć. 

Córka artystów, ex-domina, absolwentka taoizmu, wreszcie – założycielka szkoły dla kobiet „The Academy” i mieszkanka Nowego Jorku. Kasia Urbaniak na swojej osobistej i zawodowej drodze niejednokrotnie natykała się na silnych, wpływowych mężczyzn, którzy nie wahali się iść po swoje, często po trupach. W takim środowisku bycie Grzeczną Dziewczynką nie zdawało rezultatów. Co ciekawe, persona Kobiety Niezależnej też nie zawsze okazywała się skuteczna. W związku z tym Kasia wykształciła w sobie własne mechanizmy przetrwania (chociaż raczej – dostawania w życiu dokładnie tego, co się pragnie). I tym właśnie dzieli się w swojej akademii, a teraz także i książce „Wyzwolona (…)”.

 
Reklama

W jej pierwszej części, bardziej teoretycznej, autorka serwuje nam społeczny background tego, z czym mierzą się współczesne kobiety. Mamy więc omówioną confidence gap (której przejawem jest chociażby aplikowanie przez mężczyzn na stanowiska, na które nie spełniają wszystkich wymagań, a rezygnację w takiej samej sytuacji przez kobiety), uwarunkowania Grzecznej Dziewczynki czy porównanie wychowania dzieci w zależności od ich płci. Wszyscy dobrze wiemy, jak bardzo te wczesne lata i wzorce w postaci najbliższych osób, wpływają na to, jakimi dorosłymi się stajemy, ale takie konkretne przypomnienie zawsze się przyda. Ciekawiej jednak robi się dalej.

Fot. Adrien Broom

Druga część jest gniewna. Nie chodzi tylko o styl narracji i słownictwa zaczerpnięty z lochów dominy, ale przede wszystkim o przekaz. Kasia pisze: „Gdyby w ciągu kolejnych dwóch tysięcy lat kobiety jeździły sobie po mężczyznach, ich pragnieniach, ich prawach człowieka, nie nadrobiłybyśmy strat. Kobieta, która w mało wytworny sposób prosi o podwyżkę, większe wsparcie logistyczne albo o lepszy seks, nawet nie zaczyna przychylać tej szali na naszą korzyść”. W punkt. Autorka nie bierze jeńców (chyba, że tak potraktujemy wolontariuszy z zajęć w jej akademii). I co najważniejsze, pokazuje kobietom, jak to osiąga.

Na kolejnych stronach przerabiamy więc umiejętność nazywania swoich pragnień, przekopujemy się przez tłumienie wściekłości czy ukrywanie niewidzialnej pracy. I wraz z autorką odczuwamy coraz większą frustrację, bo ile razy wolałyśmy zagryźć zęby i zrobić coś za faceta, zamiast asertywnie go o to poprosić? Ile razy wpadałyśmy jak śliwka w kompot w stan Zamrożenia, gdy kolega z pracy rzucił niestosowny żart? I w końcu – ile razy byłyśmy złe, bo nie dostałyśmy tego, czego chcemy, ale… nawet o to nie poprosiłyśmy? Świat nie uczy nas, jak to zrobić. Za to Kasia już tak.

To właśnie moc „Wyzwolonej (…)” – jest zaskakująco konkretnym poradnikiem, dającym nam gotowe narzędzia do spełniania swoich pragnień – w pracy, w łóżku, w relacjach. I nawet jeśli wyrazista nomenklatura nie przypadnie Wam do gustu (ja też jej używałam – tam, kiedy zaczynałam rzeczowniki wielką literą), dajcie Kasi, a tym samym i sobie, szansę. 

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE