Arkadiusz Jakubik: Jestem dobrze nastawionym do życia pesymistą

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jakub Wejkszner: Dzień dobry państwu. Z nami Arkadiusz Jakubik. Nadchodzi nowa płyta Doktora Misio.

Arkadiusz Jakubik: Płyta nosi tytuł „Chory na Polskę”. Pamiętam – jesień 2021 roku, byłem wtedy świeżo po Covidzie. Bardzo ciężko go przeszedłem, moja żona Agnieszka tak samo. Poszliśmy na marsz kobiet i wtedy przelała się we mnie czara goryczy. To było po premierze „Strach XXI wieku” i zastanawiałem się, o czym chciałbym opowiedzieć na następnej płycie. Szukałem pomysłów, nowych tematów. Na marszu postanowiłem, że następna płyta będzie o Polsce, ponieważ chce się z tą Polską – której nigdy nie zostawię, którą kocham – porozmawiać, a nawet pokłócić. Po paru miesiącach dotarło do mnie, że to jednak nie jest dobry pomysł, żeby całą płytę w konceptualny sposób poświęcić tylko i wyłącznie wadzeniu się z Polską.  Primo, nie mam nic ciekawego do powiedzenia oprócz komunałów, ale tym niech nas karmią media. Dwa, taka płyta byłaby chyba zbyt monotematyczna, nudna. Stanęło na tym, że na płycie będą cztery piosenki, w których jest wadzenie się z Polską. Będą też piosenki o uciekającym czasie, samotności, ale przede wszystkim o miłości. 

To nie jest pierwszy raz, kiedy próbujesz się rozgraniczyć z Polską.

Tak, tylko mnie nie interesuje publicystyka. Nie interesują mnie aktualia, bo one się bardzo szybko dezaktualizują. Znalezienie jakiejś sensownej i pojemnej metafory czyli tekstu, który oprze się czasowi i będzie równie aktualny za kilka czy kilkanaście lat jest bardzo trudne. Paradoksalne jest to, że dzisiaj najbardziej aktualne są te stare, punkowe numery z czasów komuny. Nie można nie wspomnieć o tekście Tomka Lipińskiego „Nie wierzę politykom”, który zawsze będzie ważny i aktualny. À propos naszego pierwszego singla, do którego wziąłem tekst Wojtka Wojdy z Farben Lehre i powstała piosenka „Chory na Polskę”. Nagle okazało się, że tekst który ma dwadzieścia parę lat, dzisiaj jest niebywale aktualny. Boje się, że jesienią będzie jeszcze bardziej aktualny, ale obym się mylił.

 
Reklama

W kawałku „Znikam” jest Twój tekst. Czy na płycie będzie więcej kawałków od Arkadiusza?

Na płycie są dwa teksty Marcina Świetlickiego, trzy teksty Krzyśka Vargi, moich tekstów jest pięć i jeszcze trzy naszej autorskiej spółki – mojej i Krzyśka. Uważam, że to jest płyta, na której najwięcej wyrzuciłem z siebie. Cieszę się, że jest gotowa i zaczęliśmy koncertować. Niedawno wróciliśmy z festiwalu w Norwegii, byliśmy też w Łebie, w Sopocie. Dużo się dzieje. Jesteśmy podekscytowani tym, że pojawiają się kolejne single, a my możemy koncertować. Wspomniałeś o piosence „Znikam” – to jest jeden z moich najbardziej intymnych kawałków pod względem lirycznym, ale też dlatego, że powstał podczas pandemii. Napisałem go razem z młodszym synem. Straszy syn zrobił natomiast teledysk. Doktor Misio – gramy ze sobą piętnaście lat, więc jesteśmy po prostu jak rodzina. Będziemy teraz kręcić kolejny klip na plaży i chce, żeby wystąpił w nim mój najmłodszy „syn” Bazylii.  

Coś, co mnie zawsze zastanawiało jeśli chodzi o zespół Doktor Misio to jest to, że w pewnym momencie część intelektualistów w Polsce miała ogromne nadzieje w tym zespole. Pamiętam, że jeden z teledysków reżyserował Wojciech Smarzowski. Myślisz, że spełniliście te oczekiwania? 

Myślę, że momentem kluczowym dla Doktora Misio było spotkanie z nowym producentem muzycznym – chciałem, żeby za każdym razem przy okazji premiery mojej płyty czymś słuchaczy zaskoczyć. Dlatego spotkaliśmy się kiedyś z Kubą Galińskim, który jest niebywale zdolnym aranżerem, kompozytorem, muzykiem i multiinstrumentalistą. Momentem w którym postanowiliśmy zaryzykować była płyta „Zmartwychwstaniemy”. Tam właśnie znalazł się teledysk w reżyserii Wojtka Smarzowskiego, gdzie wystąpiliśmy w sutannach. To było jeszcze przed wybuchem afer związanych z pedofilią w kościele. Przez to podobno wylecieliśmy z Opola. Jednak dzięki temu, że poszliśmy o krok dalej i zaryzykowaliśmy, otrzymaliśmy nominacje do Fryderyków za najlepszy album rockowy. To nas utwierdziło w tym, że warto szukać, a nie tylko odcinać kupony i nagrywać ciągle takie same płyty. Tak było właśnie z następną płytą, „Strach XXI wieku”, którą również produkował Kuba Galiński. Natomiast teraz przy okazji „Chorego na Polskę”, postanowiłem wyruszyć w jakąś taką dziwną podróż, bo pomyślałem sobie: „A co by było, gdyby każda piosenka Doktora Misio na tej płycie była z zupełnie innej planety?” I tak też się stało. Najpierw poszedłem do Janka Benedka, Kuby Galińskiego, Olafa Deriglasoffa, Tomka Organka, Maćka Wasio –  do pięciu różnych producentów, żeby odbić się od ich wrażliwości, a resztę materiału zrobiliśmy już sami. Mam wrażenie, że się udało. Mnie najbardziej zależało na tym, żeby na tej płycie był punk rock, nowa fala, Joy Division, dance, techno, smutne ballady, fajne i wpadające w ucho piosenki, takie jak „Znikam”. Żeby za każdym razem słuchacz łapał się za głowę ze zdziwienia. Chciałbym, żeby ta płyta była dla naszych fanów totalnym zaskoczeniem. 

A jeżeli chodzi o warstwę treściową – słuchając poprzednich płyt oraz nowych singli przypomniała mi się piosenka Kaczmarskiego i Łapińskiego, „Rozmowa”. Nasuwa mi się przez to pytanie, które bardzo chciałbym ci zadać: czy człowiek dąży ku zgubie? I w związku z tym: czy nie ma pozytywnych elementów życia, które chciałbyś eksplorować? Czy może ten brud i smród, który widzisz, który chciałbyś zmienić, nie jest częścią Twojego życia? Jakiego rodzaju jest ono częścią?

Teksty Doktora Misio – czy te, które ja napisałem, czy te napisane z Krzyśkiem… to jest mój świat, to jest moja wrażliwość. Pamiętam pierwszą rozmowę przy okazji płyty „Młodzi”, dla której szukaliśmy wydawcy. Nikt nam nie chciał wydać tej płyty, ale trafiłem do właściciela bardzo znanej, alternatywnej wytwórni. Przesłuchał płytę, zaprosił mnie na spotkanie i powiedział: „Posłuchaj, musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, dla kogo ty tę płytę robisz? Po co ci ten zespół? Chcesz szpanować między kolegami, że jesteś rockandrollowcem, czy chcesz z tą muzyką dotrzeć do ludzi? Bo jeśli chcesz dotrzeć do ludzi, to musisz zmienić te teksty. Macie piosenkę »Śmierć w Tesco«. O czym jest ta piosenka? Gdyby był w niej chociaż rym »Hej Teresko, spotkajmy się w Tesco«, to przynajmniej jest zabawnie, jest rym, więc jest to piosenka do ludzi”. Pomyślałem sobie, że spotkałem się z poważnym człowiekiem, który wydaje największe alternatywne zespoły w tym kraju i może mieć racje. Zacząłem się zastanawiać, czy naprawdę muszę napisać tę płytę od nowa. Poszedłem w miasto z kolegą Olafem, który na rock and rollu zjadł zęby i usłyszałem od niego słowa, które mam do dzisiaj w pamięci: „Piosenek nie robi się dla ludzi, bo robisz je wtedy dla nikogo. Piosenki robisz dla siebie i dla swoich przyjaciół, a publiczność zapraszasz do swojego świata, pokazując im jaką masz energię. Nic nie zmieniaj. Walcz o tę płytę. Walcz o prawdziwego, szczerego do bólu Doktora Misio.” A te strachy, o których mówisz, to część mojego życia. Dlatego są w tych piosenkach.  

To w takim razie gdzie upatrujesz nadzieję na przyszłość?

Oczywiście w miłości. Dlatego jest też na najnowszej płycie. W tych trudnych czasach, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, tylko miłość może nas uratować. 

Dużo ludzi do tego dochodzi w różnych momentach swojego życia, na przykład Bukowski. 

Ja, w odróżnieniu od Bukowskiego, ze swoją miłością jestem już trzydzieści jeden lat i wszystko działa. 

Czyli jesteś dobrze funkcjonującym pesymistą.

Jestem dobrze nastawionym do życia pesymistą. 

A kiedy możemy się spodziewać całej płyty?

Premierę planujemy zaraz po tym, jak ucichnie wyborczy zgiełk, czyli na przełomie października i listopada. 

Będziesz też występował w serialu „Informacja zwrotna”. Możesz coś o tym opowiedzieć?

Premiera tej ekranizacji chyba w listopadzie. Byłem teraz na festiwalu Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Widziałem na dużym, kinowym ekranie pierwszy odcinek i po raz pierwszy w życiu… wiesz, z aktorami jest tak, że jak oglądają po raz pierwszy coś w czym zagrali, to nie oglądają filmu. Oglądają siebie samych – czy dobrze zagrali, dlaczego bezczelny reżyser wybrał najgorszy dubel, dlaczego wyciął ich najważniejszy wątek. Po raz pierwszy w ogóle się nie zastanawiałem nad tym jak zagrałem i który to jest dubel, bo tak się wkręciłem w tę historię. Czekam bardzo na następne odcinki. To jest moim zdaniem najwybitniejsza powieść Jakuba Żulczyka. Dostał przecież nagrodę O!Lśnienie od Onetu, w kategorii literatura. Naszym zadaniem było nie zepsuć tego, co napisał Kuba. Dodajmy do tego jeszcze Kacpra Wysockiego, Leszka Dawida czy Dominikę Bednarczyk. Naprawdę mam nadzieję, że nie zepsuliśmy tej wybitnej powieści.

Też czytałem tę powieść i również byłem pod wrażeniem. Myślę, że wielką trudnością w tego typu produkcjach jest to, żeby nie romantyzować alkoholizmu. Jest część takich polskich produkcji. Dzieciaki włączają sobie scenę z „Żółtego Szalika” na YouTubie i nabijają się, ze “zmrożonej substancji”.

Marcin Kania przechodzi tak graniczne stany emocjonalne więc myślę, że to będzie konkretna przestroga dla młodych ludzi, do czego ta straszna choroba może doprowadzić. Jest ona przyczyną i skutkiem tego, co się tam dzieje, ale nie będę państwu spoilerował, zapraszam do oglądania „Informacji zwrotnej”. 

Dokładnie, zapraszamy.

Fot. Michał Buddabar

Reklama