Gran Canaria, czyli konsekwencje klimatu idealnego

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Wyspa ta nazywana bywa w turystycznych przewodnikach kontynentem w skali mikro. Naukowcy stwierdzili z kolei, że jej stolica – Las Palmas – to miasto z najlepszym klimatem na całej kuli ziemskiej. Udając się na Gran Canarię, mamy prawo oczekiwać czegoś niezwykłego. I nie zawiedziemy się.

Analizując turystyczną ofertę „wyspy wiecznej wiosny”, trudno doszukać się słabych punktów. Są tu słynne na cały świat złociste plaże sąsiadujące z niepowtarzalnymi formacjami skalnymi, są też majestatyczne góry z niespotykaną nigdzie indziej na świecie fauną i florą, są i równinne pustkowia, które mogłyby służyć za plan spaghetti westernu. Znajdziemy tu także, rzecz jasna, turystyczne zagłębia, które kojarzymy z innych wakacyjnych krain, oferujące dokładnie te same chińskie dobra i podobnie niewyrafinowane uciechy. Nawet one smakują tu jednak trochę inaczej. Wszystko przez jedyny w swoim rodzaju, specyficzny kanaryjski klimat, działający pozytywnie na 99,9 procent gości i nie zmieniający się praktycznie przez cały rok.

gran_canaria_2-min

Zacznijmy więc od Maspalomas, rozległej miejscowości wypoczynkowej położonej na gorącym południowym krańcu wyspy. Od strony północno-wschodniej wjeżdżamy do Playa del Ingles (hiszp. Plaża Anglika), turystycznego tygla z niezliczonymi hotelami w rozmiarze XXL, centrami handlowymi, dyskotekami i knajpkami, do których naganiają nas kanaryjscy kelnerzy, nad wyraz chętnie skracający dystans do przechodniów i władający wszystkimi językami świata. Liberalne serca i umysły, którym nie wadzi zalewająca ulice komercyjna tandeta, poczują się tu wyśmienicie, w okolicy panuje bowiem niezrównany klimat totalnej wolności, zarówno gospodarczej (to mój szyld i moje menu muszą być najbardziej widoczne!), jak i obyczajowej. Mamy wszak do czynienia z największym na całym świecie ośrodkiem turystyki LGBT. Swoją wielką plażę u Anglika mają też, co oczywiste, naturyści. Często, zresztą, nie wahają się oni obnażać do rosołu na sąsiedniej plaży dla „normalsów”. I nikomu to specjalnie nie przeszkadza.

gran_canaria_4-min

Chcąc dotrzeć pieszo do elegantszej i zdecydowanie mniej krzykliwej osady Meloneras z zabytkową latarnią morską, warto pokusić się o przejście przez wydmy, będące liczącą sobie nieco ponad 400 hektarów „małą Saharą”. W żadnym wypadku nie wyruszajmy jednak w taką wyprawę przy pełnym kanaryjskim słońcu, gdyż może się to przynieść opłakane skutki. Piaskowe wzgórza zdają ciągnąć się w nieskończoność, a przez większość dnia złocista powierzchnia pod stopami dosłownie parzy. Optymalną porą będzie raczej późne popołudnie lub wieczór, nie zapomnijmy tylko zapasu wody mineralnej i aparatu fotograficznego. Widoki są doprawdy nieziemskie, nawet mimo pustych butelek i niedopałków, porozrzucanych tu i ówdzie przez turystów myślących inaczej. Gdy naszym oczom ukaże się urokliwa laguna La Charca, będzie to znak, że cel jest już blisko, a razem z nim – nieco inny świat. Przestrzeń po drugiej stronie wydm zagospodarowana jest ze smakiem i umiarem, hotele nie są już tak liczne, wyglądają za to ekskluzywnie, wokoło spotkać można zresztą osoby wyglądające na jeszcze bardziej ekskluzywnych gości. Mówią głównie po rosyjsku i arabsku, czasem po niemiecku. Meloneras to ich królestwo.

W centralnej i zachodniej części wyspy, czekają na nas przede wszystkim malownicze krajobrazy i pomniki przyrody, warto jednak zaplanować sobie także kilka przystanków przy pozostałościach po rdzennych mieszkańcach wyspy, czyli Guanczach (o nich jeszcze za chwilę). Perłą zachodniego wybrzeża Gran Canarii jest malutkie, położone wewnątrz granitowego wąwozu miasteczko Puerto de Mogan, czarujące kolorowymi willami, przystanią jachtową i kanalikami imitującymi Wenecję. Odrobina cukierkowości nikomu przecież nie zaszkodzi.

gran_canaria_3-min

Spragnionych wielkomiejskich akcentów zaprasza do siebie Las Palmas. Tu drobna wskazówka. Do wszystkich ważniejszych miejsc na wyspie, w tym również do stolicy, dotrzemy szybko i sprawnie komfortowym – bo klimatyzowanym – i relatywnie tanim autokarem (guagua) prężnie działającej lokalnej sieci.

Po dotarciu tym środkiem komunikacji na stołeczny dworzec zdziwią się ci, którzy spodziewali się typowego wyspiarskiego miasteczka, składającego się wyłącznie z kamiennej twierdzy, tętniących życiem deptaków, mariny i piętrzących się turystycznych atrakcji. Las Palmas to blisko 400-tysięczny ośrodek o znaczeniu międzynarodowym, który już za czasów Kolumba był dla żeglarzy ważnym przystankiem na trasie wypraw do Nowego Świata. Dziś to jeden z najważniejszych portów przeładunkowych w skali globalnej. Życie mieszkańców nie skupia się więc wyłącznie wokół turystów. Klimat i architektura miasta łączą w sobie elementy europejskiej metropolii z kanaryjskim luzem i radością życia, co jest mieszanką dość osobliwą. Odzwierciedleniem tego stanu rzeczy jest miejscowa duma, czyli drużyna piłkarska UD Las Palmas, grająca w hiszpańskiej ekstraklasie i składająca się głównie z lokalnych zawodników, uzupełnianych tylko zagranicznymi gwiazdeczkami. Wyniki są w sumie sprawą drugorzędną, dla fanatycznych kibiców liczy się bowiem „naszość”.

gran_canaria_5-min

Spacerując uliczkami historycznej dzielnicy Vegueta raczej nie napotykamy wielkich tłumów, dzięki czemu wszystkie dostępne atrakcje zwiedzamy spokojnie, nie irytując się ściskiem czy hałasem. Nietrudno też o stolik w dowolnej restauracji. Po Krzysztofie Kolumbie zachował się dostępny dla zwiedzających zabytkowy dom (Casa de Colon), w którym odkrywca Ameryki nocował podobno w 1492 roku przed wypłynięciem w dalszą drogę przez Atlantyk. Dziś znajdziemy tu ciekawe eksponaty z okresu wielkich odkryć geograficznych. Nieopodal umiejscowiona jest Katedra Kanaryjska z XVI wieku, architektoniczny symbol Las Palmas i doskonały punkt widokowy na panoramę miasta. Będąc w okolicy warto zwiedzić też niewielkie i ciekawe, choć zupełnie niedoceniane przez turystów Muzeum Kanaryjskie, zawierające zdobycze archeologów, doskonale dokumentujące historię Wysp Kanaryjskich i zamieszkujących kiedyś ten archipelag Guanczów. Najbardziej działającymi na wyobraźnię eksponatami są zresztą… sami Guanczowie, a ściślej – ich licznie zebrane szczątki w postaci mumii, szkieletów i czaszek.

gran_canaria_6-min

Nawet tak mocnymi wrażeniami warto nasycić się przed powrotem do domu. Nieważne, czy opuszczamy Gran Canarię po jednym dniu, tygodniu, czy miesiącu – zawsze towarzyszyć nam będzie poczucie niedosytu i szybko napływającej do serca tęsknoty za kanaryjskim słońcem, bezwarunkowym optymizmem i otwartością miejscowych. Choć nie wszystko się tu wszystkim spodoba, każdy znajdzie coś dla siebie – oto najprostszy możliwy opis fenomenu tego miejsca.

Reklama