Ostatni Komers – recenzja

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Debiut Dawida Nickela odbił się głośnym echem w polskiej kinematografii. Ostatni Komers (dys. Galapagos Films) łamie filmowe tabu, które dotychczas często uciekało od przedstawiania polskiej młodzieży w centrum uwagi. Film spełnia marzenia reżysera (współpracującego wcześniej z Małgorzatą Szumowską przy Twarzy) o ukazaniu młodego pokolenia i przy okazji wypełnienia luki w polskiej kinematografii. Co wyjdzie z połączenia fabuły i dokumentu? Barwny teledysk.

Nadeszło lato, dookoła ciepłe barwy, a gimnazjaliści zaczęli już częściowo osiadać na laurach. Czas spędzają na imprezach, w garażu lub na szkolnym basenie (który jest również okazją do nadrobienia zaległości o życiu innych). Bohaterowie de facto dopiero wkraczają w dorosłość, chcą więc zamanifestować odejście od dzieciństwa. Seks, kłótnie, narkotyki (no, tylko zioło) i imprezy. To jednak tylko baza do opowiedzenia historii każdej z postaci. To również okazja do przeżywania pierwszych razy i doświadczenia życia, znajdującego się dotychczas poza ich zasięgiem. W rolach głównych wystąpiły młode, acz pojawiające się już w świecie filmowym twarze. Sandra Drzymalska (Sole, Sexify), Dobromir Dymecki (Nic nie ginie, Cząstki Kobiety), Mikołaj Matczak (Mowa Ptaków), Nel Kaczmarek (Rojst) i Jakub Wróblewski (Kler), Zofia Świątkiewicz, Michał Sitnicki (fenomenalny debiut) i znana wszystkim Agnieszka Żulewska (wcielająca się w postać zmysłowej uwodzicielki) tworzą bardzo dobrze dobrany zespół.

Aktorzy są nagrywani również w momentach swobodnych rozmów, przez co wiele kwestii nie znajduje się w scenariuszu. Dzięki takiemu zabiegowi oraz zastosowaniu w niektórych momentach tzw. shaky cam, efekt finalny wychodzi nader realistycznie.

Na ekranie słychać mieszankę wybuchową, czyli m.in. Kalwi&Remi (których utwór Kylie pewnie każdy z nas może przywołać sobie w pamięci natychmiastowo), Hanię Rani, Terror Corps oraz Bellę Ćwir. Korowód różnorodnych postaci i muzyki z pogranicza disco, rapu i klasycznej sprawia, że widz może odczuć, jakby oglądał barwny teledysk.

Za zdecydowanie należy pogratulować Nickelowi, to rozwinięcie wątku każdej postaci, bo kto nie wiedział jak to w dzisiejszych czasach wygląda młodzież z blokowiska, może się dowiedzieć. Chyba, że woli zaoszczędzić sobie realizmu, ale cóż to za życie. Chyba jak z teledysku.  

Reklama