O poszukiwaniu swojego miejsca w „Granicy”

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W życiu każdego człowieka nadchodzi moment, w którym stara się umiejscowić w świecie swoje „ja”. Problematykę „kim jestem w społeczeństwie” i „czy muszę wpisywać się w określone z góry normy” porusza w thrillerze o zabarwieniu fantastycznym irański reżyser, Ali Abbasi.

„Granica” miała premierę w Polsce podczas wrocławskiego festiwalu Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej, jednak już w momencie premiery światowej (2018) została nagrodzona w Przeglądzie Un Certain Regard w Cannes za najlepszy film. Abbasi opowiada historię Tiny, zdeformowanej jak na standardy ludzkie kobiety, pracującej jako celniczka. W wolnym czasie, obcuje z naturą, chodząc boso po lesie, łąkach i pobliskich okolicach i czytając kryminały. Co wyróżnia ją spośród innych jednostek, to niezwykły zmysł powonienia, który pomaga jej wykryć przemycane na lotnisku używki oraz…złe zamiary pasażerów. Pewnego razu, na lotnisku pojawia się tajemniczy pasażer, którego Tina nie jest w stanie rozszyfrować, a z wyglądu przypomina ją samą. Zafascynowana włóczęgą, daje się uwikłać w jego plany.

Tina jest bohaterką niemal od urodzenia czuje się wyobcowana. Jej bezkształtny i … wygląd sprawia, że osoby często reagują na nią z odrazą. Postać nie przykłada większej wagi do swojego wyglądu, nie maluje się na co dzień, nie układa włosów, a za jej paznokciami znajduje się czarna ziemia. Jest natomiast osobą niezwykle wrażliwą na piękno natury i emocje drugiego człowieka. Żyjąc na uboczu, z ojcem, chorującym na amnezję, pragnie bliskości drugiej osoby.

Nagle na drodze bohaterki pojawia się włóczęga, w którego wzroku i wyglądzie widzi więcej zrozumienia niż u dotychczas spotkanych ludzi. Tina zostaje pozostawiona przed wyborem – zaufać nieznajomemu i być może spełnić swoje pragnienia czy podchodzić do niego z rezerwą, jak do innych osób. Pojawia się tu klasyczna problematyka braku zaufania, podyktowania indywidualnymi doświadczeniami jednostki. Kształtuje się w niej dysonans, który może być rozwiązany w dwojaki sposób, czyli klasycznym starciem „serce kontra rozum”.

Produkcja od pierwszego kadru owiana jest tajemnicą, którą widz próbuje rozwikłać wraz z główną bohaterką. „Granicę” można określić jako klasyczną baśń, przełożoną na czasy współczesne. A morał, jaki jej przyświeca pozostaje do wyłuskania przez odbiorcę, bowiem produkcja ma ich z pewnością więcej niż jeden.

Reklama