Po co latamy? – Po szpan

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Chyba już się tego słowa nie używa więc dla przypomnienia – szpan – ekstrawagancki sposób bycia lub ubierania się wynikający z chęci zaimponowania komuś. I od razu widać, że faktycznie jest coś na rzeczy. Na pewno są osoby, które chcą komuś zaimponować. Ba, wszystkim dookoła. Zawsze tak było, jest i będzie. Nowe ubranie, nowy samochód, nowe dziecko. Dokładnie. Szpanować można wszystkim. Dlatego też latanie jest znakomitym sposobem do kłucia w oczy znajomym. Nie jest to niestety wcale takie łatwe. No bo jaka jest grupa docelowa? To oni wyznaczają kategorię zazdrości. Dla jednych ważna będzie cena, dla drugich atrakcje, a dla jeszcze innych towarzystwo czy ilość pamiątek albo zdjęć. Jeżeli chcemy nauczyć się szpanować to chyba najłatwiej zacząć od mało uczęszczanych kierunków. Możemy dzięki temu zaoszczędzić trochę pieniędzy. Bo jeżeli wybierzemy szpan Paryżem czy Londynem, że o Nowym Jorku nie wspomnę, to bez restauracji z gwiazdkami Michelina czy bez apartamentu prezydenckiego nawet nie warto startować w konkury. Te znane i uczęszczane destynacje rzadko nadają się do szpanowania bez wujka milionera. Jak jest kasa to nawet Chorwacją można zaszpanować. Co prawda nie wiem czyj był ten jacht, ale widziałem w Zadarze przycumowane cudeńko z helikopterem na dachu, a wszystko w matowym kolorze grafitu. To jest dopiero szpan. Niestety anonimowy. To niby po co to komu? Wracając do stolic, możemy sobie wybrać kategorię np. odwiedzanie słynnych restauracji albo po prostu odhaczać kolejne miasta. Chwalimy się wtedy w iluż to już miejscach byliśmy. Takie imponowanie ilością też jest całkiem przyjemne. Co prawda niewiele da się zobaczyć przez weekend, ale ważne jest, że się było. Licytacja kto więcej, kto dłużej, kto dalej to całkiem częsty sport wielu ludzi. Dlatego Ci nieobeznani lub dopiero zaczynający przygodę ze szpanem wybierają coś innowacyjnego, coś zaskakującego, coś co może, choć na chwilę, przykuć uwagę starych wyjadaczy. Nie oszukujmy się. Każdy choć trochę lubi sobie pomyśleć, że jego wypad, jego wakacje były fajne, a może nawet i lepsze niż przeciętnego Kowalskiego. Bo przecież nam się udało to, tamto czy siamto. My właśnie wróciliśmy z Włoch i chwalimy się, że rano plaża w Grado, a za dwie godziny Alpy Julijskie i chodzenie w krótkich spodenkach po śniegu na wysokości 1863 m n.p.m. a wszystko w lipcu. I kto nas w tym roku przebije?

Reklama