Seks, zgorszenie i rodzice w roli sądu najwyższego – recenzja „Niefortunnego numerka lub szalonego porno”

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Radu Jude już na początku filmu strzela z bicza, pokazując widzom amatorskie porno. Nie szczędzi przy tym zbliżeń na miejsca intymne oraz włożenia w usta bohaterom „Niefortunny numerek lub szalone porno” fraz, często wypowiadanych podczas stosunku. Jednak seks w tym przypadku jest tylko punktem wyjściowym do zwrócenia uwagi na problemy społeczne z przymrużeniem oka.

Historia rumuńskiego reżysera opowiada o kobiecie, nauczającej historii w jednej z prestiżowych szkół. Pewnego dnia, postanawia wraz z mężem spełnić jedną z fantazji i nagrać własny stosunek. Na nieszczęście, wideo ogląda znacznie szersze grono niż z początkowego założenia, bowiem filmik trafia do Internetu, a stamtąd na smartfony uczniów, a później rodziców. Szykuje się więc walne zgromadzenie rodziców oraz pedagogów placówki szkolnej, aby orzec o winie Emi i zadecydować o dalszym losie jej kariery.

Film jest podzielony na trzy części, z czego pierwsza z nich jest wycieczką nauczycielki, w oczekiwaniu na wielkie spotkanie. Jude w pełni świadomie powoli podążał za bohaterką kamerą, jednocześnie, wprowadzając widza w aktualny stan społeczeństwa. Przedłużane kadry często ukazywały nazwy danych marek, co było zbyt oczywiste. Fragmenty te dłużyły się bowiem niesamowicie, doprowadzając do stanu niepewności czy taki rodzaj prowadzenia historii kiedyś się zakończy. Warto w tym przypadku jednak trochę przecierpieć – druga część ucieka daleko nie tylko za sprawą podjętej stylistyki, lecz także podejmowanych tematów. To hybryda wydarzeń przeszłych, które wpłynęły częściowo na stan społeczeństwa oraz ów stan społeczeństwa i absurdy, które nadal nim kierują. Reżyser bombarduje nas opowieściami i obrazami, jak ludzie wykłócający się o swoje (niezależnie od tego, czy mają rację) na ulicy. To swoisty manifest Jude’a, ukazujący poważne tematy w sposób lżejszy niż zwykło się mówić na lekcjach historii.

„Niefortunny numerek lub szalone porno” zdobyło tegoroczną nagrodę Berlinale, a także pojawiło się na pokazach galowych Nowych Horyzontów. Podchodzi z każdej możliwej strony do problemu postrzegania aktów seksualnych przez społeczeństwo konserwatywne, dając mu władzę nad ludzką karierą. Na zebraniu ostatecznym, twórca ukazuje różnego rodzaju postawy wobec stosunków, a także samą ich ewolucję w trakcie debat, ale przede wszystkim stawia pytanie „czy seks jest czymś zakazanym?”.

Warto przemierzyć się przez akt pierwszy, bo to, co reżyser przygotował w środku oraz na grand finale zdecydowanie “przechodzi ludzkie pojęcie”, idąc tropem zdań, wypowiadanych przez niektórych rodziców. To farsa nad farsami, ale czymże jest społeczeństwo jeżeli nie właśnie tym?

Reklama