Kwiaciarnia Botticellego

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Nawet największy ignorant w dziedzinie plastyki zna wizerunek Afrodyty płynącej na morskiej fali w muszli. Jej długie blond loki i uwodzicielski wyraz twarzy przyciągają każdego. Jednocześnie to jeden z najseksowniejszych obrazów w historii sztuki. Ten, który go namalował sam nie wiedział kim zostanie bo nudziło go dosłownie wszystko. Mowa o Sandro Botticellim, który naprawdę nazywał się Filipepi. I był jednym z czterech synów zamożnego florenckiego obywatela o imieniu Mariano.
Trzej synowie otrzymali porządne wykształcenie i spełnili oczekiwania ojca wybierając starannie zawody na całe życie. Jednak najmłodszy z nich, Alessandro, na co dzień zwany Sandro, nie wiedział kim chce zostać. Jak czegoś spróbował i osiągał dobre efekty to nagle z tego rezygnował. Można powiedzieć, że skakał z kwiatka na kwiatek. Uczył się dobrze i szybko, lecz interesowało go niewiele rzeczy. Kochał muzykę i znał śpiew każdego ptaka, a najbardziej cieszyło go wszystko, co było związane z kwiatami. Nikt nie znał lepiej od niego różnych gatunków róż i lilii, ani nie wiedział, jak są zbudowane poszczególne kwiaty. Pożytku z tego jednak nie było.
Ojciec oddał go na terminowanie do sąsiada, który był złotnikiem i nazywał się Botticelli (po włosku beczułka). Sąsiad przyjął młodego Sandro na nauki i od tej pory nowy uczeń zyskał przydomek Botticelli. Normą wtedy było, że ze złotnikami ściśle współpracowali malarze. Zdolny Sandro szybko nauczył się malarstwa i rysunku, podpatrując mistrzów. Tak mu się to spodobało, że już wiedział kim będzie. Kilkaset lat później będą pisać, że to Vasily Kandinsky pierwszy malował muzykę, ale to właśnie Botticelli postanowił, gdy słuchał muzyki i śpiewu ptaków – uchwycić to w swoich obrazach. Ojciec przerażony kolejną zachcianką syna załatwił w końcu praktyki u najsłynniejszego malarza Florencji, karmelity, Fra Filippo Lippi. Wesoły ojczulek nie był wzorem mnicha, najoględniej mówiąc i idealnie wpisywał się w czasy rządów Wawrzyńca Medyceusza zwanego Wspaniałym. wkrótce Sandro stał się pupilem swego nauczyciela. Mistrz spostrzegł ten niezwykły ruch i muzykę w obrazach ucznia i nauczył go wszystkich znanych sobie tajemnic malarskich. Wkrótce Sandro był na ustach wszystkich Florentczyków, a ojciec mógł wreszcie spać spokojnie, będąc dumnym ze wszystkich synów.
We Florencji żyło się bogato i wygodnie za Wawrzyńca, który jak jego poprzednicy kochał malarzy, ale dworzanie nie chcieli widzieć obrazów świętych, którzy przypominają im o grzechu. Sandro zaczął więc malować weselej. Barwne dworskie stroje i kosztowne suknie wielkich dam pomagały młodemu malarzowi ćwiczyć ułożenie draperii i pięknych welonów z cienkiej, przezroczystej gazy. Sandro najbardziej lubił malować jedną z tych dam – piękną Simonettę, jak ją nazywano. Najpierw namalował ją jako Wenus zrodzoną z morskiej piany. Życie na dworze Wawrzyńca pozbawiło Sandro umiaru. Opilstwo, obżarstwo i diabli wiedzą jakież to jeszcze uciechy stały się chlebem powszednim Botticellego. Ale wszystko co dobre szybko się kończy.
Był we Florencji człowiek, który gromił rozwiązłość Wawrzyńca i groził mękami piekielnymi wszystkim, którzy składają hołd Szatanowi. Tym kimś był Savonarola, surowy mnich, który miał gadane i charyzmę. Obudził więc Savonarola poczucie wstydu wśród ludzi, którzy chętnie słuchali mnicha podczas mszy w wielkiej katedrze. Sandro Botticelli być może uległ lub po prostu dla spokoju porzucił Sztukę na rzecz słuchania samozwańczego proroka. Tak zapłodniony słowem, zaczął dawać owoce w postaci nawiedzonych madonn. a kwiatki i tło śpiewały oratoria, msze i hymny ku czci cnoty i ascezy. Ponieważ młodzi chłopcy bawili się w podpalanie drzew i ogólną demolkę znaną i dziś, mieszkańcy bali się wychodzić nocami by nie dostać się w ręce młodzieniaszków. Ukrócił to Savonarola, namawiając ich na podpalanie stosów z bezecnych przedmiotów. Do ognia trafiały peruki, maski i suknie karnawałowe, głupie piosenki, złe książki i złe obrazy.
Niektórzy sądzą, że Sandro wrzucił do „stosów próżności” część swoich obrazów, ale nie wiemy tego na pewno. Potem nadszedł smutny czas, kiedy ludzie, którzy wcześniej uczynili Savonarolę swoim królem, zwrócili się przeciw niemu, jak to zawsze czyni zmienny w swych nastrojach tłum. I wielki kaznodzieja, który przez całe życie starał się pomagać ludziom, nauczać ich i kierować ku dobru, spłonął na stosie na wielkim placu miasta, które tak bardzo ukochał. Ostatni obraz, jaki Sandro namalował, przedstawia triumf dobra nad złem. Nie zwycięża ono mieczem czy potęgą władzy, lecz małą rączką Dzieciątka Jezus, które zdobywa ludzi miłością i przyciąga do siebie. „Adoracja Dzieciątka” znajduje się dziś w Nationall Gallery w Londynie i jest jedynym obrazem, który Botticelli podpisał.

Reklama