Marina Shavlovska: Dziewczyna zza żelaznej kurtyny

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Marina, zwiedziłem cały świat i poznałem wielu artystów z całego globu, ale z Białorusi jeszcze nie. Kiedy znalazłaś się w Polsce?

To było w 2010 roku. To ciekawa historia, może zacznę od samego początku. Urodziłam się w małym miasteczku Wołożyn na Białorusi. Kiedy miałam 3 lata rodzice postanowili się przeprowadzić do Mińska i tam poszłam do szkoły. Miałam problemy ze zdrowiem, szczerze mówiąc, to bardzo osobisty temat, ale jednak podzielę się nim, bo uważam, że warto mówić także o trudnych sprawach. Miałam dysplazję stawu biodrowego, kilka operacji, nie mogłam chodzić, leżałam w łóżku i jedyną z moich małych rozrywek było malowanie. Leżałam w łóżku, robiłam szkice, malowałam obrazki, szczególnie kwiaty i tak to poszło. Rodzice zauważyli, że warto mnie posłać do szkoły plastycznej i słusznie. Poszłam tam i tak się zaczęła moja przygoda. Potem było liceum plastyczne. Jak miałam 15 lat to wierzyłam, że mogę zmienić świat, że potrafię, że trzeba walczyć o swoje. Wiadomo, że na Białorusi siedzi ten tyran Łukaszenko tyle lat, ile ja żyję. Nie znam innego, nie wiem jak może być inaczej. Wierzyłam, że mogę to zmienić, chodziłam na manifestacje i nawet byłam w takiej organizacji opozycyjnej Młody Front, mieliśmy różne spotkania, rozmawialiśmy o sztuce, o historii. Nie robiliśmy nic złego, marzyliśmy tylko o jednym, żeby zmienić tę sytuację. W szkole wpajano nam, żeby takich rzeczy nie robić. Mówiono nam: „nie zrobisz kariery”, ale ja wierzyłam w jedno, mam prawo mówić co myślę. W 2010 roku były wybory, było dziesięciu kandydatów na prezydenta, a 9 po wyborach siedziało w więzieniu. Czy to możliwe w normalnym kraju? Raczej nie. Poszłam wtedy na manifestację i zostałam zatrzymana. Na szczęście nie byłam pełnoletnia i tylko dlatego nie poszłam siedzieć, ale w szkole miałam dużo kłopotów z tego powodu. Straszne czasy, dobrze, że po tym jak skończyłam szkołę pomogła mi Polska, która wspiera Białorusinów, młodych ludzi, którzy chcą dalej kontynuować studia i mieć wiedzę. Tak się dostałam na program stypendialny im. Kalinowskiego. Miałam stypendium i uczyłam się na Akademii Sztuk Pięknych. Przyjechałam do Polski i mogłam się uczyć, trafiłam do pracowni profesora Marka Modela i on uwierzył we mnie, wspierał mnie i bardzo mi pomagał.

I skończyłaś ASP w Gdańsku? 

Tak. Uwielbiam Gdańsk, przepiękne miasto. I Sopot, Gdynia, blisko do morza.

A to przypadek, że wylądowałaś w Trójmieście czy taki był plan, że chcesz tu zdawać egzaminy, tu skończyć szkołę i tu mieszkać?

Dostałam skierowanie do Zielonej Góry. Miałam tam się uczyć, ale jak przyjechałam to nie do końca czułam się dobrze. Nie mówię, że to miasto jest złe, po prostu nie poczułam, że to miejsce dla mnie. W Gdańsku mieszkała moja koleżanka i zaprosiła mnie do siebie, przyjechałam i spodobało mi się. Wzięłam ze sobą teczkę z pracami i poszłam do Akademii Sztuk Pięknych mówiąc, że chcę tutaj studiować, uczyć się i Marek Model we mnie uwierzył.

Fragment z imprezy malarskiej Art bar 3m https://art-bar-3m.business.site/ – imprezy prowadzone przez Marinę Shavlovską i Yuliyę Zhuk.

Pomimo tego, że żyjemy po sąsiedzku, Białoruś jest przecież naszym bliskim sąsiadem, to niewiele wiemy na temat kultury białoruskiej, a po twoich obrazach widać, że wyrastasz korzeniami z tej bogatej kultury ludowej. Ja się przyznam, że jak byłem mały to czytałem bajki białoruskie, które były przepiękne. Trochę liznąłem tej kultury, widzę dużo symboliki ludowej w Twoich pracach

Tak, jak najbardziej. 

Twoje prace są trochę street-artowe, nowoczesne, jednak nawiązują do kultury ludowej. Widzę, że używasz także szablonów. 

Kiedy uczyłam się na Białorusi zawsze rozkazywano nam co mamy robić. Czysty akademizm, malowanie martwych natur aż do znudzenia. Głównie ćwiczyliśmy szlifowanie warsztatu, zero wolności twórczej.

Dlatego tylu wspaniałych fałszerzy mają Rosjanie, Białorusini i Ukraińcy. Mają porządny warsztat. 

Kiedy przyjechałam do Gdańska, profesor w mojej pracowni powiedział mi: Rób co chcesz, masz wolność.

To była nowość dla ciebie?

Tak, ja po prostu byłam w szoku, nie wiedziałam co i jak. Przyznam się szczerze, że przestałam chodzić na zajęcia, bo miałam wolność, ale potem stwierdziłam, że trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, za swoją sztukę i robić swoje. I tak powolutku się zaczęło.

I zaistniałaś na tym rynku, na swój sposób 

To prawda, ale to była niełatwa droga, naprawdę. Kiedy dostaje się wolność to na początku nie wiadomo co z nią zrobić. 

Wypracowałaś chyba już swój styl, choć widzę, że cały czas się rozwijasz i szukasz wyzwań.

Nadal szukam.

Jeszcze poszukujesz?

Tak, jeszcze poszukuję, bo człowiek całe życie się rozwija. Najważniejsze to chęć i pasja, a w poszukiwaniu formy pomaga mi Internet. Uwielbiam kolor, linię, dobry rysunek, to może być zachód słońca, rozmowa z przyjemnym człowiekiem. Fascynują mnie kwiaty, może to jest banalne, ale jest w nich coś seksownego, eleganckiego. Uważam, że to ciekawy temat, przynajmniej dla mnie.

Na tyle nie znam tych symboli białoruskich, ale jak tak sobie myślę, to na pewno one mają swoje znaczenie głębokie w kulturze.

Jak najbardziej, te których używam najczęściej oznaczają szczęście, radość. 

Czyli Twoje prace są afirmacją życia.

Tak, ludzie wierzyli, że jak się ma te wzory na ubraniach np. to one chronią i wspierają.

Jak talizman. Czy Trójmiasto to już jest ostatnia stacja twojej emigracji? Czy chcesz dalej płynąć w świat? 

Dobre pytanie! Nie wiem, naprawdę, życie podpowie.

Jesteś otwarta na zmiany?

Tak, jak najbardziej, lubię podróżować, zwiedzać, poznawać nowe miejsca i ludzi, jestem ciekawska, dlatego nie mogę powiedzieć, że to już wszystko i zostaję.

A powiedz mi, czy w ogóle istnieje rynek sztuki na Białorusi? 

Niestety nie.

Pewnie są tylko państwowe galerie, które pokazują tylko jedyną słuszną sztukę, tak myślę.

Niestety tak jest. Chociaż na Białorusi tak jest, to Białorusini tworzą sztukę, nie tylko na Białorusi, dlatego nie powiem, że białoruska sztuka jest martwa, nigdy w życiu, ale tam nie jest łatwo.

Ile kosztują twoje prace? 

Różnie, naprawdę. 

Jak nie chcesz mówić o pieniądzach to powiedz chociaż, gdzie je można kupić?

Można się skontaktować ze mną przez Instagram, przez Facebook i przez Galerię, tutaj w Sopocie, w Krzywym Domku. 

To jeszcze na koniec powiedz mi proszę czy tęsknisz za ojczyzną i jeździsz tam czasami? 

Tak, bardzo, ale tęsknię za przyrodą, za jeziorem, lasami. Żeby tam teraz mieszkać i żyć to jest za ciężko. Mam też polskie korzenie, moja babcia nawet mówiła po polsku, babcia Leokadia. 

W końcu kiedyś tam był kawałek Polski. 

Od morza do morza.

To se ne wrati…

Foto by https://www.vinniejinn.com

https://www.instagram.com/shavlovskayaart/

 

Marina Shavlovska 
Jestem współczesną artystką!
Urodziłam się na Białorusi, w małym miasteczku Wołożyn. Obroniłam dyplom magistra na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku w pracowni profesora dr. hab. Macieja Gorczyńskiego. 
Moja sztuka przedstawia świat estetyki i piękna. Uważam, że malarstwo jest formą wypowiedzi o nieograniczonych możliwościach. Maluje ekspresyjne, kolorowo, skupiam się na powtarzalności barwnych plam, nawet wychodząc poza granice swojej wyobraźni. Pokazuję grację, elegancję i doskonałość ciała, plastykę linii, rozmaitość i bogactwo kolorów. 
Drugi sposób, jaki wybrałam na wyrażenie siebie, to wykonywanie prac metodą graficzną, jaką jest linoryt. Czarno-białe i czerwono-białe odbitki przedstawiają bajeczny świat, który jest częścią mojej twórczości. Dla mnie sztuka jest fantastyczną przygodą, której oddaje się w całości, żeby podzielić się tą energią z Odbiorcami.

Reklama