Lubię odkrywać w ludziach indywidualny “pierwiastek inności” – rozmowa z Maciejem Lasotą.

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Niedawno miała premierę nieszablonowa, znakomita książka, która zbiera bardzo obiecujące recenzje. Mowa o „Bezczłowieczu” Macieja Lasoty, autora bestsellera „Przypadki, czyli awarie międzyludzkie”. Książka, nazwijmy ją, „szczupła” dodaje wagi. To jedna z tych pozycji, jakich na rynku wydawniczym wciąż brakuje. Czyli jaka? Taka, która zamiast landrynkowej rozrywki ściska za gardło. Czy dusi, to już zależy od czytelnika. Ostro? No cóż, czasami tak trzeba. Przede wszystkim zaś „Bezczłowiecze” to piękna opowieść o życiu. Zapraszam do rozmowy z autorem.

Czy bezczłowiecze jest wtedy, gdy gubimy kogoś innego, czy samego siebie? Czy są to może dwa zupełnie inne stany bezczłowiecza?

Widzę, że od początku nie ułatwiasz. No, dobra. Przyznam, że nie myślałem dotąd o bezczłowieczu, jako o stanie, w którym może być jednostka. Łączyłem to raczej ze stanem świata, rzeczywistości dookoła nas. Ale faktycznie, jest to rzeczywistość, w której gubimy zarówno siebie, jak i kogoś innego.

Przyznaj się, że to ty odpowiadasz za awarię facebooka! Żartuję oczywiście, ale pojawienie się twojej książki w przedsprzedaży zbiegło się w czasie z tym wydarzeniem. Wiem, że wiele osób poczuło się zagrożonych. 

Jesteś bardzo skromna. Powiedzmy to głośno i wyraźnie: pomysł z połączeniem awarii FB z nadchodzącą premierą “Bezczłowiecza” był Twój. Co do uczucia zagrożenia wynikającego z braku dostępu do mediów społecznościowych, powiem Ci szczerze, że sądziłem, że “globalna panika” będzie większa. Też znam osoby, które przeżyły to gorzej, aniżeli lepiej, ale cieszy mnie, iż (chyba) o wiele więcej osób twierdziło, że dzięki awarii, mogło odetchnąć. To budujące, bo może będzie to bodziec, żebyśmy zobaczyli wreszcie, że media społecznościowe, po cichu, ale nas zamęczają.

Dlaczego w swojej książce poruszasz akurat taki temat? Czemu ludzkie zagubienie tak pospolitą czynnością jak zaglądanie do smartfona jest istotne?

Bardzo celna uwaga! Dziękuję Ci! Zagubiliśmy się w czynności POSPOLITEJ. Czyli miałkiej, nieważnej i bezsensownej. A jednak ona nas zgubiła. I to jest alarmujące i niepokojące; że potrafimy poświęcić wiele, dla czegoś tak banalnego. Trochę tak, jak w “Weselu” Wyspiańskiego, do którego nawiązuję zresztą w “Bezczłowieczu”. Mamy coś bardzo ważnego – złoty róg – ale z własnej głupoty tracimy to, bo bardziej interesuje Nas zwykła czapka z piór.

Czy jesteśmy w stanie na “trzy cztery” odinstalować aplikacje i rozejrzeć się dookoła? Co by się musiało stać? (Właśnie się rozglądam, widzę dookoła pięknych ludzi).

Podejrzewam, że wiele osób tak. Niestety, to moja diagnoza, znaczna większość – nie. Co by się musiało stać? Wybacz, że na chwilę sięgnę do najnowszej historii Polski, ale tylko to przychodzi mi do głowy. Taka tragedia, jak Smoleńsk nie nauczyła nas nic. Wręcz przeciwnie – zwiększyła polaryzację w społeczeństwie. Wybacz, ale jeśli takie rzeczy nas nie budzą, to sądzę, że jedynie koniec świata mógłby coś  zmienić. Niestety, wtedy będzie za późno. A może się mylę? Właśnie dlatego napisałem “Bezczłowiecze”. Żeby sobie i innym dać, choć ułamek nadziei na to, że może być lepiej.

Czy nie jest tak, że chowamy się za własnymi awatarami, zmienionymi zdjęciami? Z drugiej strony licząc, że nas zauważy więcej obserwujących. Czy to nie paradoks? Może próbujemy uciec w ten sposób od samych siebie? Dokąd?

Tak, masz rację. Chowamy prawdziwych siebie po to, by zauważono lepszych nas. Wydaje mi się, że ma to swoje korzenie w tym, że nie ma (podejrzewam) dziś osoby, albo ja takiej nie znam, która w stu procentach akceptowałaby samą siebie. Czas przyznać, że koronnym przykładem jestem ja sam. Boże, Marika! Jak ja siebie nie lubię! (śmiech). I pewnie, gdybym mógł, poprawiłbym w sobie niemal wszystko, ale na szczęście nie mogę. Dlaczego na szczęście? Bo dzięki moim słabościom i niedociągnięciom, potrzebuję w życiu, także tym codziennym, innych ludzi. A ludzie są największym błogosławieństwem, jakie mamy na tym “łez padole”. To od drugiego człowieka dowiadujemy się nowych rzeczy o świecie, to druga osoba często zmusza nas do poszerzenia horyzontów albo popycha nieśmiałego gościa do wydania książki, prawda? W skrócie: inni ludzie czynią nasze życie bardziej znośnym. Czekaj, bo odpłynąłem (śmiech). Już wiem… Tak, uciekamy przed własnymi słabościami. Dokąd? Niestety, często do internetu, gdzie nie ma zmiłuj. Jesteś wrażliwa lub – mówiąc brzydko – miękka? Sieć na pewno prędzej czy później cię zgnoi, powiększając tym samym twoje kompleksy.

Co cię najbardziej fascynuje w człowieku? Bo jednak o człowieczeństwie piszesz.

On sam. Człowiek. Jego emocje, motywacje, poglądy, sposób widzenia świata. Ludzkie niepoukładanie, zagmatwanie. To, że wszyscy jesteśmy mniej więcej fizycznie tak samo zbudowani, lecz psychicznie, emocjonalnie, każdy z nas jest inny. I to mnie fascynuje w człowieku. Lubię odkrywać w ludziach indywidualny “pierwiastek inności”.

„Bezczłowiecze, Maciej Lasota, Wydawnictwo Papierowy Motyl

Kupisz TUTAJ 

Reklama