KARS: Nissan Qashqai 2021 – czy ojciec założyciel crossoverów odnajdzie się w nowej erze?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nissą Kaszką, słynny numero uno, protoplasta, wizjoner, ale również znienawidzony przez fanów motoryzacji prawilnej, twórca hatchbacków na podwyższeniu, przez co nie produkuje się już innych samochodów. Czy chop se poradził w świecie, gdzie wszyscy na jego wzór i podobieństwo dzielą się i raczą, mówiąc – oto jest cało moje na podwyższeniu, żeby po mieście transportować się elegancko i wygodnie, a nawet przewieźć meble od Stasia?

Odpowiedź prosta brzmi – tak. Odpowiedź bardziej skomplikowana brzmi – również tak. Odpowiedź jeszcze bardziej skomplikowana brzmi – zależy.

Przechodzą do konkretów. W ręce naszej redakcji wpadł ostatnimi czasy nissą w kolorze bordo, z czarnym, panoramicznym dachem, wielkimi felami i silnikiem 1.3 z bezstopniową skrzynią Xtronic CVT.

Zacznijmy może od tego ostatniego. Nissan Qashqai rozpędza się do setki w zawrotnie 9 sekund z hakiem, co nie jest może jakimś powalającym wynikiem, ale nie jest to ścigałka żadnego rodzaju co można sobie powiedzieć wprost. Inne crossovery są od niego nieco szybsze, choć czy jest to konieczne w dzisiejszych czasach, żeby trochę szybciej stać w korku? – trudno orzec. Tak czy inaczej, żadnym z nich nie będziemy odpieprzać szybkich i wściekłych, a także nieco wygodnickich, ale o tym niedługo. Samochód jest trochę dziki, ma w sobie japoński charakter, zawieszenie jest mięciutkie, bujamy się po tych pasach nieco, więc fun z jazdy jest jak najbardziej. Przy większych prędkościach nic nie stuka, puka, właściwie go nie słychać, przez fakt bycia miękką hybrydą i ten silnik cośtam robi, że jest ciszej, ale nie zrozumiałem do końca dlaczego, niemniej – skoro działa to działa, po co drążyć temat. Na wszelki mamy zawsze pilnowanie pasa i inne tego typu zabawki, choć trzeba zaznaczyć, że dużo mniej inwazyjne niż u konkurencji. Jak zawsze w nowym Nissanie, pobawić możemy się jedną z 30 000 kamer (przesada), które są wokół naszego auta i tworzą swego rodzaju plan miasta wokół Ciebie, co jest bardzo fajne ALE jest też ekstremalnie irytujące, jeśli człowiek nie jest przyzwyczajony do tego, bo robi się samoświadomy i popełnia głupie błędy. Zamiast bowiem skręcić tak, jak wynikałoby to z lusterka to kombinujemy sobie – a, to se wjadę na raz, tu mi kamerka pokazuje, że w sumie mam miejsce, że gdybym tylko dokręcił potem – i jeb, cała koncepcja się wali, sznur samochodów za Tobą, a Ty się zastanawiasz jakim cudem zapomniałeś jak się parkuje tyłem. Do przyzwyczajenia się w każdym razie. Wszelkiego rodzaju wyboje brał mi wyboiście, czyli dobrze, czułem się w nim wysoko, przyjemnie i bezpiecznie, jak miś żelka wśród innych misiów żelek. Prowadzenie – zdecydowanie na plus. W mieście pali w okolicach 10 i właściwie ogólnie pali w okolicach 10l/100, więc nie ma co się podniecać. Nie zaoszczędzicie na nim, nie stracicie. 

Wizualnie prezentuje się jak dziki zwierz, tygrys jaki albo borsuk może. Ma skośne światła, która nadają mu dzikiego charakteru, co w porównaniu z lekko „zaczesaną” karoserią daje efekt eleganckiego zdziczenia. Panoramiczny dach prezentuje się świetnie, choć nie można go uchylić, co mnie nieco zdziwiło. 20-calowe felgi robią wrażenie i jest bardzo blisko do awansu klasowego w kwestii zewnętrza. Zdecydowanie nie jest to jeden z tych podniesionych hatchbacków, widać tu zarys czegoś ciekawszego w perspektywie. Czy dziewczyny się oglądały? Nie, ale one się nie znają zupełnie. Jakiś Pan starszy natomiast zapytał czy fajne auto i czy ma koło zapasowe. Nie wiem co o tym myśleć.

Bagażnik jest przestronny, nie największy na świecie, ale do wszelkiego rodzaju potrzeb. Fajną rzeczą jest stworzenie dwóch „pudełek” w bagażniku, oddzielonych pokrywą. Wygląda to mianowicie tak, że prostokąt podłogi bagażnika ma takie dwa „włazy”, które można zdjąć, przez co robią się takie dwa „pudełka” właśnie o kilku-kilkunastu centymetrach wysokości. Można tam wsadzić wszystkie walające się zawsze po bokach pierdoły i mieć pewność, że się nie rozwalą nigdzie niepotrzebnie. Spoczko rzecz.

W środku natomiast jest…zaskakująco dobrze. Naprawdę, nie mówię tego z przekąsem, ale wersja, którą dostałem (czyli, umówmy się, trochę fajniejsza) miała naprawdę super skórzane wykończenie, drewniane elementy i elegancką wajhę do zmiany trybu skrzyni automatycznej, że aż naprawdę. Szok. Do tego naprawdę spory wyświetlacz, przydatny HUD przed nosem, na którym można zobaczyć najważniejsze informacje (ograniczenie prędkości, nawigację i jaki turbo track teraz leci) i wygląda to naprawdę zacnie. Czułem się bardzo przestrzennie w tym aucie, szczególnie jak sobie otworzyłem dach i potem nigdy go nie zamknąłem. Oczywiście, znajdziemy tam standardy, takie jak ładowarka indukcyjna, miejsce na kubki itd., tego to nie ma co nawet opisywać, wszystko jest na fotkach. Z rzeczy, które natomiast się, w mojej ocenie, nie udały. Deska rozdzielcza jest naprawdę bardzo prosto zanimowana i myślę, że można by te zegary i resztą trochę estetyczniej zaprojektować, bo przywodzi to na myśl nie – najnowsze technologie, ale te trochę starsze windowsy. Nie do końca rozumiem wybór tego rodzaju, ale nie jest to jakieś mega męczące. Byłoby też super, gdyby udało się stworzyć jakieś animacje do zmian trybów jazdy, czy może innego rodzaju podświetlenia? Zmiany kolorystyki auta/zegarów? Drobne rzeczy, a dałyby tak wiele. Podobnie z kwestią usb, które, w mojej ocenie, najlepiej byłoby wsadzić obok ładowarki indukcyjnej, a nie w schowku w podłokietniku po prawej stronie kierowcy. Można sobie wysunąć kabelek, ale to rozwiązanie z lat dawnych i raczej nie na czasy obecne, gdzie wygoda i dostępność jest najważniejsza. Szczególnie, że auto nie ma Androidów i iOS na blutacz. Można się podłączyć właśnie przez kabel i dodatkowo jakoś ogarnąć sobie Nissan Connect przez aplikację, ale już w to nie wchodziłem tak głęboko. Z rzeczy na plus – jest masaż przednich siedzeń, więc jesteśmy naprawdę blisko awansu o klasę.

Podsumowując zatem – jest to naprawdę dobry atak Nissana na podwyższenie jakości swej. Nie czuć w tym taniochy, a to ostatecznie Nissan, więc tanio to będzie naprawić, a to ostatecznie Nissan, więc przyjemnie się tym będzie jeździło, a to ostatecznie Nissan, więc nie zrujnuje kieszeni, bo to ok. 130 000 za taką normalniejszą już wersję, a to ostatecznie Nissan, więc wytrzyma całkiem sporo. Trzeba chwalić. W imię ojca crossoverów! – polecamy.

Reklama