Weekend z filmami grozy

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Na zewnątrz ciemno zaczyna się robić już o 18, co znaczy, że nie musimy spędzać wieczoru w oczekiwaniu na idealny moment, aby rozpocząć seans (filmowy, nie spirytystyczny). Przybywam więc z propozycjami filmów grozy, które nie opierają się na „jump scare’ach”, a przede wszystkim – klimacie grozy, który intensyfikuje się z każdą kolejną minutą horroru.

Suspiria, 1977

Tak, mam na myśli dzieło Daria Argenta, a nie remake z 2018 z Tildą Swinton i Dakotą Johnson. Włoski reżyser postanowił wykorzystać muzykę, zrobioną na potrzeby filmu na planie, aby wprowadzić aktorów w odpowiedni nastrój. Osobiście – nie dziwię się – przesłuchajcie sobie głównego motywu ze ścieżki dźwiękowej poniżej. Główną bohaterką produkcji jest Susan, która przyjeżdża do najsławniejszej szkoły baletowej, do Wiednia. Wszelkie marzenia z każdą nocą zostają zastępowane coraz większą dawką strachu. Co naprawdę dzieje się w starych murach szkoły i czy każdy jest wciągnięty w intrygę? Polecamy dla Argento i dla muzyki od Goblina, i niesamowitych świateł (mnóstwo intensywnych czerwieni, zieleni, fioletów). Pamiętajcie tylko, że to film z ’77, także nie ma co spodziewać się niesamowitych efektów.

Egzorcysta, 1973

Nie wiem, jak Wy, ale „Egzorcystę” obejrzałam dopiero kilka tygodni temu. I było warto. Choć uważam, że wyobrażenie dziewczynki w pełni opętanej przez demona, było według mnie lekko przesadzone, tak już od początku filmu, przy scenach w Iraku, widz zaczyna być w przeświadczeniu, że to, co wydarzy się już wkrótce stoi wyżej niż ktokolwiek na Ziemi. Nawet na moment nie pozwala widzowi odetchnąć, a główna bohaterka przechodzi przemianę od niewinnej dziewczynki w pozbawionego dobra demona. Z ciekawostek – do roli matki została ostatecznie wytypowana Ellen Burstyn, która jednak postawiła warunek – kwestia jej bohaterki „Wierzę w szatana!” musi zniknąć. Tak też się stało.

Uciekaj, 2017

Jedna z nowszych produkcji, która przywróciła mi wiarę we współczesne horrory. Po obejrzeniu samego trailera, czułam ten sam niepokój, kiedy to widziałam kubrickowski “Lśnienie”. Fabuła początkowo wydaje się być trywialna – mamy parę. Ona jest białoskóra, on czarnoskóry. Zostają zaproszeni na weekend do domku rodziców dziewczyny i choć na początku mężczyzna wyjawia obawę o pojawieniu się uprzedzeń rasowych, tak Rose od razu uspokaja swojego partnera. Dziwnie zaczyna już się robić podczas trasy docelowej (która oczywiście jest daleko od cywilizacji) i wcale nie przestaje po przyjeździe do rodziny, pomimo dużej gościnności ojca i matki głównej bohaterki. To produkcja, która zaskoczyła mnie niejednokrotnie (a to nie zdarza się zbyt często).

Palacz zwłok, 1968

Jeżeli znacie określenie “czeski film”, a nie oglądaliście czeskiego (well, czechosłowackiego) filmu grozy, warto to zmienić. “Palacz zwłok” opowiada o Karlu Kopfrkinglu, który powili popada w szaleństwo w swoim krematorium. Juraj Herz pokazuje nam rozwijającą się obsesję do czystości i cóż…kremacji. Główny bohater jest idealnie odstręczający, jego profil psychologiczny został genialnie przemyślany, a specjalny sposób kadrowania sprawia, że odbiorca czuje się uwięziony w filmie razem z innymi ofiarami.

Reklama