Czy wystarczy tylko przeżyć? – recenzja duńskiej animacji „Flee”

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Problem związany z uchodźcami dynamicznie powraca i za każdym razem równie dynamicznie napędzana jest fala krytyki ludzi lub rządu. Powstają nowe felietony, nowe zdjęcia i wpisy na social mediach, a w każdych wiadomościach znajdą chwilę, aby pokazać swoją perspektywę, której zazwyczaj daleko do bezstronności. Jak jest naprawdę, wiedzą jedynie przymusowi podróżnicy i o jednym z nich jest dokument „Flee”.

Amin postanowił po raz pierwszy opowiedzieć swoją historię. Mężczyzna przychodzi do swojego wieloletniego przyjaciela i niczym u psychiatry otwiera każde drzwi, które przez lata zdążył pozamykać. Nikt, nawet jego partner nie zna prawdy. Kładzie się na podłożu, bierze głęboki wdech i rozpoczyna.

Amin jest Afgańczykiem, mieszkającym z Danii, realizującym karierę naukową, ale jeszcze kilkanaście lat wcześniej doświadczył wielu traum, które z obawy przed konsekwencjami, pozostawił jedynie w swoim wnętrzu. Już w dzieciństwie był niezwykłym chłopcem. Uwielbiał słuchać „Take on me” A-ha!, nie dbał o to, czy wybiegnie w sukience siostry, uwielbiał być w centrum uwagi. Wkrótce cała ich (i nie tylko ich) rodzina zyskała uwagę, o której nie mogli zapomnieć przez kolejne lata.

Ludzie postanawiają opuścić swój dom z różnych powodów – wojen politycznych, religijnych, społecznych. Komfort życia w jednym miejscu jest często brany za pewnik. Rodzinie Amina zabrakło komfortu bezpieczeństwa. W ostatnim możliwym momencie, zdecydowała się opuścić kraj. Jeszcze chwila i nie byłoby rodziny Amina. Można byłoby stwierdzić, że najgorsze już za nimi, ale to był dopiero początek dramatu, trwającego przez kilka najbliższych lat.

Podstawowym prawem człowieka jest prawo do wolności. Kiedy jednak dokumentów brak, a po moskiewskich ulicach po upadku komunizmu prowadzi się nie stroniąca od alkoholu policja, łatwo wpaść w kłopoty lub stracić pieniądze. Największym rozbojem były, jednakże nielegalne przemyty ludzi, za które trzeba było słono zapłacić. Jeszcze więcej, żeby podróż przeżyć godnie, jeżeli jednak płaci się za osobę, a osób jest w rodzinie 5, nie sposób zabrać wszystkich jednocześnie.

Najważniejszy był cel, aby dostać się w konkretne miejsce, niezależnie od środków jego realizacji. Człowiek przestaje, wszakże być traktowany jako istota ludzka, której należy się szacunek i staje się towarem. Jak beczka ustawiona pomiędzy innymi beczkami w bagażniku pick-upa. Osoba jest jedną z wielu osób, które zapłaciły, aby mieć jedną pewność – dostać się do upragnionego kraju.

Za animację odpowiedzialny jest Jonas Poher Rasmussen, będący jednocześnie bliskim przyjacielem Amina, osobą, której był w stanie zaufać. Kreskę, użytą w filmie podzielono na dwie części. W jednej z nich, jest ona bardzo prosta, jak zaanimowany szkic, często pojawiający się w momencie powrotu do wspomnień lub wspomnień traumatycznych (w których znajduje się jedna wspólna część – ucieczka). Druga jest również prosta, ale przede wszystkim kolorowa i bardziej szczegółowa. W film wpleciono rzeczywiste ujęcia, dzięki którym produkcja nabrała większej realności.

Co zasługuje na pochwałę, to wspaniałe przekazane emocje osoby, zmuszonej do ucieczki oraz procesy psychologiczne zachodzące w jej głowie przez resztę życia. Nie zawsze bowiem natrafia się na ludzi zasługujących na Twoje zaufanie.

„Flee” jest emocjonalną podróżą w niepoznane wszystkim rejony. Wykręca widza z każdej możliwej strony przez 90 minut i trzyma za gardło długo później.  Osobiście, już dawno nie widziałam filmu, który zapewniłby mi tyle silnych odczuć oraz miał tak ściśle określoną celowość i poruszał tak szeroki wachlarz tematów.  „Flee” to opowieść o życiu, w którym najsilniejszą potrzebą pozostaje potrzeba przeżycia. Czy życie ograniczone do przeżycia nadal można nazywać życiem?

Reklama