Marika Krajniewska o swojej książce „Prezydentka”

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

 

Mało kogo obchodzą feministki. Mało kogo obchodzą prawa kobiet. Nazwanie ronda w Warszawie rondem Praw Kobiet wywołuje oburzenie, a nazwa urzędu „prezydentka” śmiech na sali. Histeryczny.  – rozmowa z Mariką Krajniewską o jej książce „Prezydentka”.

 

“Prezydentka” promowana jest z naciskiem na feministyczne hasła “siła kobiet”, “siostrzeństwo”… Czy to książka tylko o feminizmie?

 

To książka przede wszystkim o normalności, o którą trzeba się spierać. Książka pojawiła się w sprzedaży i opinii publicznej prawie dwa miesiące temu i po małym zamieszaniu wszystko wróciło do normy. Do normy, czyli do stanu sprzed. Mało kogo obchodzą feministki. Mało kogo obchodzą prawa kobiet. Nazwanie ronda w Warszawie rondem Praw Kobiet wywołuje oburzenie, a nazwa urzędu „prezydentka” śmiech na sali. Histeryczny.

 

Dlaczego powieść ujrzała światło dzienne właśnie teraz? Jest ku temu jakiś szczególny powód?

 

Najwyraźniej nie umiem siedzieć cicho, gdy mnie coś uwiera. Chodzenie na protesty w tłumie nie wystarczy. Czy one coś dają? Na pierwszy rzut oka nie. Wierzę jednak, że gdy się skumulują pewne działania, kropla wydrąży skałę. „Prezydentka” jest moim wsparciem dla tych osób, które w temacie praw kobiet i sytuacji kobiet w Polsce tego wsparcia potrzebują. To siła, jaką mogę dać Marcie Lempart i innym dziewczynom na pierwszej linii frontu.

 

W “Prezydentce” bierzesz się za bary z wieloma problemami, dość wymienić tu mobbing, seksizm, zaburzone poczucie wartości własnej, dyskryminację z uwagi na płeć, czy choćby wstyd hamujący przed odkrywaniem własnej seksualności. Powiedz tak serio, nie lepiej było napisać banalną obyczajówkę? Prowokuję Cię, ale odpowiedz.

 

Ha! Pewnie, że lepiej. Lepiej się czytają i w związku z tym sprzedają. „Prezydentkę” albo się bardzo lubi albo totalnie nie, brzydzi się nią, nie rozumie, ma się ją gdzieś. Serio. To jedna z tych książek, które bardzo lubię: niewygodna. Ani to literatura wysokich lotów, bo przecież tyle tu przekleństw, ani lekka i przyjemna banalna rzecz o miłości na gwiazdkę (taką też napisałam i też ją lubię). To literatura środka, której w Polsce w zasadzie nie ma.

 

Najbardziej wstrząsnął mną moment, w którym tytułowa prezydentka zdecydowała się kandydować. Dlaczego decyzja zapadła akurat w tej sytuacji? Mogłaś przecież wybrać każdą inną.

 

To będzie krótka odpowiedź: #anijednejwiecej.

 

Zostańmy jeszcze na chwilę przy sytuacjach przełomowych dla postaci w książce. Każda z głównych bohaterek nosi w sobie jakąś traumę, piętno, spod którego trudno jest im się na wyzwolić. Uważasz, że każdy z nas ma coś takiego?

 

Pewnie, że tak. Niektórzy się w tych traumach zanurzają inni z wdzięcznością wychodzą, pielęgnując nie ból, a wyzwolenie, wartości, jakie z nich płyną. Można to zobaczyć, choć nie jest to oczywiście proste. Pomocne może być pytanie „co dobrego w tym jest, czego jeszcze nie widzę?” I otwartość na dobro, za wszelką cenę. To bardzo trudna droga, mocno jednak rozwojowa.

 

Co ważne, Laurze, Biance, Polce i Kai udaję się w jakiś sposób swe lęki i ograniczenia narzucone przez chore normy społeczne przezwyciężyć. Czy jest to tylko zabieg, którym chciałaś po prostu bohaterki ubarwić, czy stoi za tym konkretny przekaz: DA SIĘ!

 

Wszystko w życiu można zrobić, a to dlatego, że siła i sterowność znajduje się w naszym umyśle. Jest on jednak poddany właśnie wspomnianym normom, przekonaniom, systemowi, w którym się rozwijał latami. Uświadomienie sobie, że możesz wybrać inaczej jest skokiem do zmiany.

 

 

Główne bohaterki są bardzo wyraziste i nie można im odmówić tego, że od pierwszych stron wywołują emocje, nawet skrajne. Jaki był klucz przy tworzeniu tych postaci?

 

Każda z nich ma trochę moich historii w sobie. To klucz numer jeden. Dla pisarki, mieszkającej w Polsce i doświadczającej bycia kobietą w Polsce to chyba klucz najważniejszy. I jedyny. Więcej kluczy nie było. Były obserwacje.

 

Czy pisząc “Prezydentkę” miałaś świadomość, że możesz – mówiąc kolokwialnie – dostać po głowie?

 

Oczywiście. Mam wrażenie, że do pewnych kręgów książka jeszcze nie dotarła. Nie została spalona, a przecież to jedna z tych. Kilka razy zastanawiałam się również nad umieszczeniem bez cenzury blurba Izy Szolc na okładce, choć wiedziałam dokładnie co zrobię. Jeśli komuś jest „Prezydentka” nie w smak, to warto jest zadać sobie pytanie „dlaczego?”. Odpowiedzi mogą być kopalnią złota.

 

 

Na na koniec, coś z zupełnie innej beczki, jak mawiali komicy z Monty Pythona. W powieści pięknie opisujesz pogodę, wieczór, noc, wiatr. Jedna z bohaterek uwielbia wiatr. Pejzaż wnosi do fabuły swoisty oddech. A czym dla ciebie jest przyroda?

 

Oddechem i wolnością, bez których byśmy nie istnieli w pełni. Jesteśmy jej częścią. Jesteśmy przez nią umiłowani i obdarowywani każdego dnia. Jest naszym domem, światłem, mocą.

 

Rozmawiał pisarz Maciej Lasota.

 

Reklama