Gustaw Gwozdecki. Przyjaciel młodych twórców

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Dobrze rozumie artystów. Potrafi godzinami słuchać ich utyskiwań na wystawach, na których sam prezentuje swoje dzieła. Może dlatego w końcu traci cierpliwość i staje się prezesem kilku stowarzyszeń. Chociaż Gustaw Gwozdecki jest w Polsce malarzem nieznanym, wielu miłośników sztuki współczesnej za granicą o nim pamięta.

Miłośnik teatru

Urodził się 23 maja 1880 roku w Warszawie, mieście, które go fascynuje. Zamiast biegać z kolegami po dworze, woli spędzać czas w teatrze. Przyczyna jest prozaiczna, ojciec Gustawa jest w nim wicedyrektorem. Już wkrótce chłopak zna wszystkie korytarze Warszawskich Teatrów Rządowych. Chadza na przedstawienia i próby, zdarza mu się podpowiadać zza kulis aktorom ich kwestie. Jednak coraz bardziej chłopca pociąga go inny rodzaj sztuki – malarstwo. W przerwach między spektaklami tworzy pierwsze portrety. Gwozdecki nie zdaje sobie sprawy z faktu, że niebawem staną się jego źródłem utrzymania. Póki co wyjeżdża do Monachium

Między Krakowem a Warszawą

Przez rok kształci się u boku Stanisława Grocholewskiego, polskiego malarza, a także Antona Ažbego. Tęskni jednak za krajem, m.in. dlatego decyduje się na powrót. Przez chwilę waha się między Warszawą a Krakowem. W końcu jedzie do tego ostatniego miasta, gdzie pod okiem Jana Stanisławskiego, uznanego pejzażysty, kształci się dalej. Nie wytrzymuje długo i rusza do Warszawy. Tęsknota za rodziną to nie jedyny powód, dla którego Gwiazdowski ucieka do stolicy. Od znajomych w krakowskiej ASP wiele dobrego słyszał o Konradzie Krzyżanowskim.

Postanawia przekonać się, czy przyjaciele mają rację. Szybko okazuje się, że Gustaw jest zdolnym, pojętnym i jednym z najlepszych studentów na roku. Nikogo nie dziwi fakt, gdy pewnego dnia otrzymuje stypendium Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych; tego typu nagroda otwiera młodym artystom wiele drzwi. Początkowo chłopak wykonuje na zamówienie pejzaże, akty, martwe natury, akty. Cecha wspólna? Prosty rysunek, nasycone barwy i mocny rys psychologiczny modela. Chłopak ma jednak pewien problem; w Warszawie takie dzieła wykonuje co drugi absolwent artystycznej uczelni. Może dlatego Gwozdecki decyduje się na odważny krok. Postanawia uczyć się rzeźby.

Paryż i inne podróże

Jedzie do Paryża. W École des Beuax – Arts, jednej z najlepszych na świecie uczelni, doskonale się czuje. Poznaje tajniki rzeźby, w przerwach nieprzerwanie tworzy rysunki i obrazy. Zawiera też przyjaźnie z pisarzem Guillame’m Apollinarem i André Salomonem, cenionym krytykiem sztuki i marszandem. Ma do dyspozycji pracownie, gdzie spędza godziny. Wkrótce o ambitnym, młodym malarzu słyszy niemal cała Francja. Wszystko za sprawą dwóch wystaw: Salonu Jesiennego i Salonu Niezależnego. Miejsca, w których wystawiali impresjoniści, dziś przyciągają tłumy. Dla artysty to prawdziwe wyróżnienie, tym bardziej, że jego sztuka spotyka się z dobrym przyjęciem. Jeden z krytyków: „Gustawa Gwozdeckiego interesuje przede wszystkim człowiek. (…) Można dopatrzeć się w niej [jego sztuce – przyp. red.] nawet negacji życia”. To prawda. Artysta niechętnie rozstaje się z aktami i portretami. Tworzy realistyczne rysunki, które podobają się publiczności. Dodaje: „Cała ta mnogość odcieni ujemnych stanów psychicznych wyrasta z jednego prostego pierwotnego uczucia strachu przed niebezpieczeństwem, które dla zwierząt i ludzi pierwotnych kryło się zawsze w mrokach nocy”.

Jakiś czas później Gwozdecki wyrusza do Warszawy, Poznania i Wiednia. Ma jeden cel: pragnie promować swoją sztukę. Nie przypuszcza, że wkrótce założy jedno z prężnie działających stowarzyszeń na rzecz młodych, utalentowanych i kompletnie nieznanych twórców.

Przyjaciel malarzy

W Polskiej Akademii Malarstwa, którą tworzy, może wystawiać każdy. Warunki są dwa. Po pierwsze artysta musi pochodzić z Polski, dobrze było by, gdyby wystawiał już jakieś prace. Gwiazdkowski godzinami przysłuchuje się rozmowom malarzy, rzeźbiarzy, ilustratorów i grafików. Organizuje wystawy, dyskutuje i przekonuje do tworzenia nowych dzieł. Sam szuka inspiracji w fowizmie i kulturach prymitywnych. Ciemne, tajemnicze prace pokazuje na tych samych wystawach co młodzi malarze. Szybko staje się ich powiernikiem, a  nawet kimś w rodzaju przyjaciela.

Gustaw nie ogranicza się tylko do stworzonej przez siebie Akademii. Równie często pojawia się na spotkaniach Salonów Dobroczynnych, których zostaje prezesem. Mieszka wtedy w Nowym Jorku. Początkowo miasto przytłacza go, ale dzięki przyjaciołom z Towarzystw Artystów Polskich „Sztuka” i „Rytm” praktycznie nigdy nie ma wolnych wieczorów. Po jakiś czasie wyjeżdża do ukochanego przez siebie Paryża. Nadal często chwyta za pędzel, równie chętnie co obrazy wykonuje setki szkiców, rysunków. Wyjawia, że najlepiej czuje się w swoim studio, gdzie w wieku 54 lat umiera. Śmierć Gwiazdowskiego zaskakuje przyjaciół, niektórzy długo nie mogą pogodzić się z jego odejściem. Mimo kilku znaczących sukcesów artysta nadal pozostaje nieznany. Przyjaciel młodych twórców sam potrzebuje dobrej promocji. Warto, bo wykonywane przez niego dzieła są wyjątkowe.

 

 

 

Reklama