William Morris. Król XIX – wiecznego designu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Uwielbia dobre wzornictwo. Może dlatego, że wychował się w domu, w którym ceniono dobrą sztukę, teraz umie rozróżnić intrygujący projekt od brzydkiego przedmiotu. Godzinami przegląda albumy ze zdjęciami fauny i flory, a także średniowiecznych manuskryptów. William Morris ma wiele źródeł inspiracji, ale bez wątpienia najważniejszą z nich jest wyobraźnia.

Chłopak z dobrego domu

Urodził się 24 marca 1834 roku w niewielkiej miejscowości Wathamstow pod Londynem. W dużym domu ma do dyspozycji ogród, w którym chętnie zaszywa się i kontempluje przyrodę, a także rysuje. Jest miłośnikiem sztuki, choć swoją przyszłość bardziej wiąże z architekturą niż malarstwem czy rzeźbą. W wolnym czasie chadza z matką na wystawy. Na jednej z nich zauważa brzydkie, niepasujące do niczego rzeczy. Wizyta w galerii zapada chłopu w pamięci. Nie przepada za przemysłowymi, masowo wykonywanymi naczyniami, tkaninami i ceramiką.

Postanawia to zmienić. Ma pieniądze, jedyną przeszkodę stanowi dla niego wykształcenie. Dlatego Morris zapisuje się na studia z zakresu architektury. Rodzice są wniebowzięci, zwłaszcza ojciec, który od dawna wpajał synowi, że architekt to pewny i intratny zawód. William myśli o czymś innym. Pod wpływem prac przyjaciela Edwarda Burne – Johnsa porzuca studia i zaczyna zgłębiać tajniki malarstwa.

Zupełnie nowa sztuka

W Red House, rezydencji z czerwonej cegły w centrum Londynu, w której teraz mieszka Morris, artysta często zastanawia się nad dalszą przyszłością. Na architekturę nie zamierza wracać, o tworzeniu obrazów nie ma mowy. Morris woli rzemiosło artystyczne. Wraz z przyjaciółmi postrzega produkcję przemysłową jako nieszczęście. Aby się jej przeciwstawić zakładają firmę tworzącą  przedmioty, tj. ręcznie tkane dywany, tapety, naczynia i meble. Słowem wszystko co służy do wystroju wnętrz. Każdy przedmiot Morris z przyjaciółmi tworzy ręcznie. Dba o środowisko, nawołuje pracodawców do zmniejszenia czasu pracy robotników. W końcu się udaje. William nie kryje zadowolenia, dzięki zarobionym pieniądzom tworzy Art and Craft Movement. Tak powstaje rewolucyjne stowarzyszenie, tworzące zupełnie nową sztukę.

Rewolucjonista

Takie określenie Morris często słyszy, gdy pochylony nad kolejnymi projektami, wymyśla nowe wzory. Określa co się sprzeda a co nie. To trudne zadanie, jednak artysta się nie poddaje. Do powszechnego użytku wprowadza tapety w pastelowe pasy i tkaniny zdobione małymi kwiatkami. Ten ostatni motyw od razu staje się hitem. Morris oddycha z ulgą, ale już realizuje kolejne pomysły.

Tych ma wiele. Wymyśla zupełnie nową czcionkę. Golden Type inspirowana średniowiecznymi manuskryptami nie wszystkim miłośnikom sztuki przypada do gustu. Ale jedni i drudzy zgodnie przyznają, że przyciąga wzrok. William zdobi marginesy arabeskami, liniami i innymi ornamentami, nie pozostawia wolnej przestrzeni. Nowy krój liter to jednak nic przy zupełnie nowatorskim pomyśle Morrisa. Artysta proponuje wydawnictwom dwa rodzaje stron. Na zadrukowanych na czarno kartkach oferuje białe elementy, z czasem dodaje do nich czerwony barwnik. William chce się wyróżnić, a to według niego jeden ze sposobów. Tym bardziej, że na świecie powstaje coraz więcej ruchów podobnych do Arts and Crafts. Morris tworzy kultowe „Sztuki dekoracyjne, ich związki z życiem społecznym”, w których zawiera swoje credo. Pisze: „Nie miej w domu niczego co jest nieużyteczne, albo uwierz w to, że jest piękne”.

Z dnia na dzień staje się modnym artystą; każdy bogaty mieszkaniec Londynu marzy o zaprojektowanej na zamówienie tapecie. William robi pożytek ze sławy, na łamach prasy publikuje „Raj ziemski”, monumentalną pracę, która w przeciwieństwie do ręcznie wykonywanych przedmiotów jest mniej poszukiwana. Morris nie ma czasu zastanawiać się czemu nie stworzył kolejnego bestsellera, ma ręce pełne roboty. Mimo natłoku zajęć wraz z kilkoma przyjaciółmi wykonuje użyteczne i funkcjonalne przedmioty, przeciwstawia się mechanicznej produkcji. Wtedy wpada na szalony pomysł.

Niezmordowany wizjoner

Morris jako pierwszy zauważa, że tworzone przez niego tapety, tkaniny i inne rzeczy są coraz bardziej rozchwytywane. Liczba zamówień stale rośnie, ale artysta nie może pracować jak kiedyś; zwyczajnie brakuje mu czasu. W trakcie pracy nad jednym z nich przypomina sobie podziwiane w dzieciństwie albumy. Przed oczami staje mu kilka ziarnistych fotografii Bauhausu, pierwszej artystycznej szkoły w Austrii. Walter Gropius, jej twórca, jako pierwszy dostrzega chęć architektów, malarzy i grafików do tworzenia nieszablonowych przedmiotów.

Morris postanawia pójść w jego ślady. Pyta przyjaciół o zdanie, a gdy ci potakują, tworzy Guild School and Handcraft. Na zajęciach adepci rzemiosła artystycznego godzinami zestawiają ze sobą pastelowe kolory, uczą się technik malarskich, wykonują pierwsze samodzielne prace. Morris jest zachwycony, może liczyć na pomoc studentów przy wykonywaniu nowych dzieł. Marzy, by wymyślone stowarzyszenie przetrwało. W 1896 roku, w wieku 62 lat umiera. Kilkanaście lat później marzenie Morrisa staje się faktem. Podobne stowarzyszenia promujące ręcznie tworzone wyrobu powstają, m.in. w Wiedniu czy Krakowie. Co ciekawe, wymyślony przez Morrisa motyw drobnych kwiatków do dzisiaj cieszy się niesłabnącą popularnością. Jedno wiadomo na pewno. William Morris był wizjonerem. Człowiekiem, który wyprzedzał swoją epokę.

Reklama