Joel Arthur Rosenthal. Twórca wyśnionej biżuterii

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W jego sklepie drzwi rzadko się zamykają. Gwar rozmów i pytania o nowe klejnoty sprawiają, że Joel Arthur Rosenthal nie może spokojnie usiąść. Każdy wymyślony przez niego wzór jest unikatowy, dlatego klienci nazywają je małymi arcydziełami, a jubilera porównują do Moneta. W życiu projektanta nie wszystkie decyzje są jednak proste.

Wieczny student

Joel Arthur Rosenthal urodził się w 1943 roku w Bronksie. Fascynuje go sztuka, często rysuje. Nie marzy o byciu malarzem, rodzice wbijają mu do głowy, że zostanie artystą to nie najlepsza profesja. Chłopak początkowo ustępuje, tym bardziej, że intrygują go kamienie, biżuteria i ręczne prace.

Ma większe ambicje od ojca, który jest listonoszem. Chce poznawać świat, a takie możliwości dają studia. Wyjeżdża do Nowego Jorku, gdzie przez semestr uczy się francuskiego, włoskiego, a nawet jidisz. Ta wiedza później zaprocentuje; Joel stanie się jednym z najoryginalniejszych jubilerów na świecie. Wreszcie, pod wpływem impulsu, zmienia kierunek studiów. Idzie na historię sztuki, potem filozofię. Wyjeżdża z Ameryki, tym razem na dłużej.

Kim mam być?

To pytanie zadaje sobie wielokrotnie. W Paryżu pracuje jako scenarzysta, potem szewc. Jest na tyle dobry, że wkrótce otwiera mały sklep. Zdobywa coraz więcej klientów, są nimi także projektanci Valentino i Hermésa. Pewnego dnia dostaje od nich nietypowe zlecenie, ma wykonać na zamówienie koszyczek na kamienie. Ten dzień zmienia wszystko. Joel zatrudnia się w firmie Bulgari, jednak praca we włoskim salonie jubilerskim nie jest tym, czego pragnie. Wraca do Paryża, swojego miejsca na ziemi. Nie rezygnuje jednak z tworzenia intrygującej biżuterii.

Zamyka się w studio, w którym częstym gościem jest Pierre Jeanette. Razem realizują najbardziej zaskakujące pomysły, dbają, by każdy najdrobniejszy detal miał gigantyczne znaczenie. Rosenthal dąży do perfekcji, uważa, że każdy klejnot ma być unikatowy, dzięki czemu zyskuje klientów. Zaraz potem otwiera pierwszy butik.

Droga do sławy

Sklep na placu Vendôme stanowi najważniejszy projekt jubilera. Tu zamyka się na długie godziny w pracowni, tworzy setki szkiców i rysunków, tutaj także obsługuje najważniejszych klientów. Są wśród nich gwiazdy, m.in. Elizabeth Taylor. Skromny szyld informuje wchodzących o nazwie marki, a ponieważ nazwisko jubilera jednoznacznie kojarzy się z manufakturą porcelany, Rosenthal zmienia ją na JAR. To kolejna dobra decyzja. Klienci coraz chętniej zamawiają u niego luksusową biżuterię.

Joel ma mnóstwo pracy, bo oprócz obsługiwania klientów tworzy rocznie około 70 precjozów, w nocy przegląda albumy z reprodukcjami obrazów. Monet, Renoir, ale też współczesna sztuka. Kocha kwiaty, zna ich dziesiątki; ogrodnictwo to obok jubilerstwa jego największa pasja. Ma na nią niewiele czasu, ale znajduje go na rysowanie. To jaką biżuterię stworzy w dużej mierze zależy od wyobraźni. Rosenthal nie stawia sobie żadnych granic, dzięki temu każdy tworzony przez niego naszyjnik, pierścionek, brosza i kolczyki powstają w zaledwie kilku egzemplarzach.

Ulotna jak motyl

Jest rok 2013. Przed głównym wejściem do Metropolitan Museum of Art kłębią się tłumy. Każdy chce zobaczyć wyjątkowe klejnoty JAR-a. Joel ma powody do zadowolenia; jest jedynym żyjącym do tej pory jubilerem, którego oryginalne projekty zostają zaprezentowane na indywidualnej wystawie.

Potem są kolejne wernisaże, m.in. w rzymskim Żydowskim Muzeum. Dla Rosenthala pokazanie kilku klejnotów stanowi doskonałą reklamę. Z miejsca zostaje obwołany artystą. Twórcą nieprzeciętnej, magicznej biżuterii. Jubilerem, który od razu zrozumiał, że tylko nieprzeciętne klejnoty pokochają gwiazdy. I właśnie w tym tkwi tajemnica sukcesu Joela Arthura Rosenthala.

Reklama