Madaleine Vionnet. Architektka wśród krawcowych

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Pracuje w pełnym skupieniu. Na małe lalki płełniące rolę miniaturowych modeli nakłada warstwy tkaniny, dopiero później umieszcza ją na manekinach naturalnych rozmiarów. Robi to, by suknie  ładnie się układały. Madeleine Vionnet kocha wymyślać małe dzieła sztuki. Nic dziwnego, w końcu w tym fachu nie miała sobie równych.

Szwaczka

Wiele zawdzięcza szyciu. Przychodzi na świat 22 czerwca 1876 roku w małej francuskiej miejscowości Chilleurs – aux – Bois w biednej rodzinie. Podczas posiłków w rodzinie Vionnet nie dyskutuje się o sztuce, częściej niż o malarstwie, rzeźbie czy grafice mówi się o rosnących długach i podatkach. Ojciec dziewczyny zna się na tym jak mało kto; jest poborcą podatkowym, matka zajmuje się domem.

Kiedy rodzice się rozstają, zrozpaczona Madeleine wyjeżdża z ojcem do Aubervillers. Aby przeżyć, dziewczynka musi zacząć zarabiać. Wykonuje proste, nie wymagające kwalifikacji i kursów zajęcia, ale i tak najlepiej idą jej poprawki krawieckie. Kiedy po jakimś czasie wyrusza do Londynu, marzy, że zajmie się bardziej pasjonującymi rzeczami. Nic z tego! Posada szwaczki w szpitalu jest mało płatna i nie należy do najambtniejszych zajęć. Wymaga powtarzania tych samych czynności. Madeleine nie wytrzymuje długo, zaraz potem wraca do Francji.

Awans

Ponieważ nie posiada wyższego wykształcenia, dlatego pracodawcy nadal zlecają jej proste zadania. Vionnet wytwarza m.in. przybory toaletowe. Praca jest ciężka, bolą od niej stopy. Długa, pozbawiona przerw i zmian praca jest monotonna, przypomina kobiecie inne zajęcia, których do tej pory się podejmowała. Mówi pracodawcom, że się zwalnia, jednak planów nie realizuje. W zamian dostaje awans. Odtąd można ją spotkać w dziale mody, gdzie na modelkach układa sztywne, pełne koronek i falbanek stroje. Vionnet nie podobają się kobiece ubrania. Utrudniają ruchy, są pozbawione lekkości i delikatności. Postanawia to zmienić.

Świątynia mody

O tym miejscu mówi, że jest to jej drugi dom. Faktycznie, w stworzonym przez siebie imperium spędza coraz więcej czasu. Osobiście obsługuje klientów, dba by zadowoleni wychodzili ze sklepu. Eleganckie jedwabne i satynowe suknie, peleryny i narzuty zdobi koralikami, subtelnym haftem. Proponuje kobietom ubrania nie krępujące ruchów, co już samo w sobie jest sporą rewolucją. Mawia, że „kiedy kobieta się uśmiecha, jej suknia musi się uśmiechać razem z nią”.

W 1914 roku Madeleine po raz ostatni zamyka drzwi pracowni na klucz, uważa, że wojna, która właśnie wybuchła, nie jest dobrym czasem na kupowanie i projektowanie strojów. Jak zwykle ma rację. Nieco później, gdy pojawia się na zapleczu sklepu nie może uwierzyć w to, co widzi: klientki szukają dopasowanych do kształtu ciała sukienek. Projektantka zakasuje rękawy i niedługo później może pochwalić się aż dwoma filiami domów mody. Lokal przy Piątej Alei szybko staje się legendarnym miejscem, przez niektórych bywa nazywany świątynią mody. O jej ubrania zabiegają największe gwiazdy kina: Greta Garbo, Marlena Dietrich i Katharine Hepburn. Unikalne i uniwersalne pomysły zapewnią Vionnet poważanie w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Piękno w najczystszej postaci

Takie opinie o sukniach Vionnet słychać coraz częściej. O wyrobach projektantki mawia się, że są niespotykane, szlachetne i bardzo kolorowe. Jak ognia unika gorsetów, poduszek i nieprzewiewnych poszewek.

Zamiast nich proponuje cięty ukośnie materiał, który zapewnia klientkom komfort i wygodę. Jeden z krytyków o kreacjach Vionnet: „Wrażenie było podobne do zdumienia, jakie odczuwa się na widok kobiety wychodzącej z kąpieli, ubranej tylko w jeden kawałek pięknego materiału”. Takie opinie sprawiają, że ma coraz więcej pracy.

Pracownik na wagę złota

Delikatnie drapowane przypominające greckie suknie kreacje to nie jedyna rzecz, która zajmuje Madeleine. Kobieta myśli też o pracownikach, proponuje im płatne urlopy, urlopy macierzyńskie, w siedzibie firmy znajduje się dobrze zaopatrzona kuchnia, jadalnia, a nawet lekarz pierwszego kontaktu i dentysta. Jest jedną z pierwszych osób, które skracają dzień pracy. Wiele osób z niedowierzaniem patrzy na to co robi, w końcu z niechęcią przyznają jej rację. Pracownicy bardziej przykładają się do powierzonych zadań, co w rezultacie przekłada się na lepszą sprzedaż. Dobry czas kończy się równie szybko co się zaczął.

Propozycje Vionnet są często kopiowane, projektanci proponują kobietom tańsze stroje. W końcu  Madeleine zamyka pracownię i już nigdy do niej nie wraca. Odchodzi na emeryturę, a gdy 2 marca 1975 roku umiera w Paryżu, świat w ogóle o niej mnie pamięta. Jej pomysły bez wątpinia wyprzedzały epokę, w której żyła.

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,