Diane Arbus. Mistrzyni ulicznej fotografii

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Lubi dziwne, rzucające się w oczy postacie. Są charakterystyczne, ekscentryczne i co dla niej najważniejsze pozbawione fałszu. Wystarczy chwila, by stworzyć jedno przejnujące ujęcie. Diane Arbus, mistrzyni ulicznej fotografii, doskonale wie, że nie warto zwracać na siebie uwagi.

Panna…

Jej zdjęcia są takie jak ona: osobne. Robienie nowych odbitek sprawia jej o wiele większą przyjemność niż rysunek, na który zapisuje się pod presją rodziny. Przychodzi na świat 14 marca 1923 roku w majętnej, żydowskiej familii. Jej rodzice dorabiają się na sprzedaży futer i domu handlowym Russeks. To, że pieniądze szczęścia nie dają, Arbus odczuwa na własnej skórze. Jest samotna, w wielkim kilkunastopokojowym domu przypominającym pałac może bawić się wyłącznie z rodzeństwem, ale i na to rzadko kiedy ma ochotę. Już wtedy miewa depresyjne epizody, zamyka się w sobie.

Rodzina jest zaniepokojona, zachęca Diane do zajęcia się sztuką. Na kursie poznaje wiele osób, które  wprzeciwieństwie do niej pragną zostać zawodowymi artystami. Arbus szuka własnego miejsca, wkrótce poznaje swojego męża. Pod koniec lat 40. razem z Allanem  otwiera studio fotograficzne i znowu jest nieszczęśliwa.

… z aparatem w ręku

Robienie zdjęć i wywoływanie ich to świetny biznes. Ojciec Diane wydaje się usatysfakcjonowany, dzięki rozległym kontaktom dziewczyna zdobywa pierwsze zlecenia. Praca dla dużych wpływowych magazynów, tj. „Vogue”, „Glamour”, „New York Times”, „The Sunday Times”, „Esquire” czy „Harper’s Bazaar” jest wymagająca, a Arbus źle znosi stres. Nie przepada za życiem na świeczniku, ocenianiem i jeszcze większą presją otoczenia. Bywa, że sama pozuje do zdjęć mężowi. To wtedy powoli zwraca się w stronę reportażu.

Nowy styl zupełnie nie podoba się rodzicom, którzy z coraz większym niezadowoleniem zwraca uwagę na wybory kobiety. Diane szybko wyciaga z kieszeni aparat i wykonuje fotografie nieświadomym niczego przechodniom. Najswoodniej czuje się w Central Parku, gdzie do woli może obserwować ludzi. Interesuje ją wszystko co jest prawdziwe, pozbawione masek. Tak powstaje kilka kultowych ujęć, m.in. „Chłopiec z granatem” czy „Bliźniaczki”. Ta ostatnia praca jest intrygująca i bardzo oryginalna. Nic dziwnego, że kilkanadziesiąt lat później staje się główną inspiracją dla Stanleya Kurbika. Wkrótce Diane może pochwalić się też innymi sukcesami.

Złota dekada

Bernice Abbott to mało znana dokumentalistka, ale jej zdjęcia mają duszę. Arbus uczy się od niej warsztatu, w takim samym stopniu pochłaniają ją dzieła Lisette Model. Kiedy na początku lat 50. Diane pojawia się na „New Documents”, wystawie zorganizowanej w nowojorskiej MoMie, nie przypuszcza, że dla sztuki, jaką tworzy, nastaje dobry czas. Zdjęcia przypadkowo spotkanych ludzi są mocno komentowane, a sam wernisaż okazuje się sporym sukcesem. Arbus nie zwraca uwagi na komentarze, woli skupić się na „odkrywaniu prywatnej obsesji”. Kocha przełamywać tematy tabu, a taką możliwość daje jej robienie coraz ciekawszych zdjęć.

„Rodzina człowiecza”, kolejna eskspozycja z udziałem Arbus to kolejny milowy sukces kobiety.Chyba tylko większe wrażenie robii na niej list, z którego dowiaduje się o otrzymaniu prestiżowego stypendium Guggenheima. O tę nagrodę starała się kilka lat. Już wtedy jest gwiazdą.

Mój przyjaciel strach

Arbus znowu wydaje się być nieusatysfakcjonowana. Wywoływanie fotografii miało być protestem przeciw rodzinie, nigdy nie chciała osiągnąć komercyjnego sukcesu. Teraz musi mierzyć się z opiniami i rosnącą poprzeczką. Styl pracy, jaki wypracowała, nikogo nie dziwi. Ona sama nie musi przejmować się zamówieniami, robi to na co ma ochotę. Wszystko zmienia się, kiedy dostaje telefon z jednej z amerykańskich uczelni. Zadanie jest proste: ma wygłosić cykl kilkunastu wykładów. Diane przyjmuje zlecenie. Odtąd przez kilka sezonów można wysłuchać jej w Rhode Island School of Design. W ramach zajęć przekonuje, że dzięki pracy poznała zupełnie inny świat. Dodaje: „Faktycznie sądzę, że istnieją rzeczy, których nikt by nie zobaczył, gdybym ich nie sfotografowała”. Presja otoczenia jest coraz większa. Ludzie oczekuja od Arbus, że pojawi się na rozdaniu nagród, wygłosi kolejne przemówienie i zaprezentuje szerokiemu gronu osób kolejne dzieła. Diane nie ma na to ochoty.

Delikatna, niepewna siebie outsiderka z niepokojem patrzy w przyszłość. Chwilami czuje się jakby zamknięto ją w domu bez klamek. Lęki i powracające stany depresyjne szybko dają o sobie znać. To jednak nic z wiadomością, jaką 28 lipca 1971 roku otrzymują najbliżsi. Diane popełnia samobójstwo. Miłośnicy jej niewyszukanych, nieidealnych i bardzo ciekawych dzieł nie potrafią tego zrozumieć. Tym bardziej, że rok po jej śmierci kilka najwybitniejszych kompozycji zostaje docenionych na weneckim Biennale.

Diane Arbus należała do niesamowitych artystek, dla których ważniejsi od gwiazd byli zwykli ludzie. I choć fotografia miała pomóc zmienić jej życie, kobieta nigdy nie przypuszczała, że stanie się przepustką do jeszcze większej sławy i rozpoznawalności. Jej reportaże do dziś chwytają za serce i porażają aktualnością.

Reklama

Menel Kultury

Czasem wypada zastanowić się nad początkiem. Nad tą pierwszą chwilą,