Życie na freelansie – nazwijmy to wstępem do serii o tym, jak żyć panie, jak żyć… bez etatu?

Dagmara Małgorzata

zycie-na-freelansie

Oto twoim oczom ukazuje się istne kombo tego, co było, co jest i co być może, a nie musi. Osobiście, szczerze bez udawania, że jak się zaczynało więcej niż 10 lat temu, to spadały kokosy z nieba, a teraz wszystko trzeba na umowę. Owszem czasem jakiś kokos spadł i to całkiem pokaźnej wartości, ale jak człowiek młody to szybko skonsumował i w sumie nie ma co się o tych kokosach rozpisywać, lepiej pisać o tych głazach nie do wtoczenia.

Dawno, dawno temu


Reklama

Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam swoje działania jako freelancerka, nawet do końca nie wiedziałam, że tak się to nazywa. Myślałam sobie, że zarobię parę groszy na pisaniu w przerwie między licencjatem a magisterką. Działo się to grubo ponad 10 lat temu i chyba mogę powiedzieć, że coś niecoś liznęłam tematu. Także jeśli marzysz o życiu bez etatu, bo to takie piękne i w ogóle och ach ech, zwłaszcza w czasach pandemii, to napiszę szczerze – nie skacz od razu z dziesiątego piętra!

Tym dziesiątym piętrem dla jednych będzie zrezygnowanie z pracy w korpo, złożenie wymówienia w supermarkecie (czy ktoś jeszcze używa słowa supermarket?), czy stwierdzenie „jestem mamą/tatą, dziecko jedno już w szkole, drugie do przedszkola zaprowadzę i zaczynam działać i zarabiać na freelansie”, od razu z kopyta. I niby wszystko okej, ale zanim dasz z siebie 100% jako freelancer, przemyśl sprawę.

W pierwszej kolejności zwróć uwagę na to, co chcesz robić i w czym faktycznie czujesz się dobrze. Owszem, możesz obskoczyć dwa lub trzy kursy, które sprawią, że będziesz znać podstawy kodowania, ale w rzeczywistości, jeśli nie jesteś człowiekiem, który lubi kodowanie, to nie będzie to odpowiednia praca dla Ciebie. Musisz faktycznie znać swoje mocne strony i wiedzieć, co lubisz robić.

I teraz bardzo ważna adnotacja — w środku tekstu — TYLKO W SERIALACH ŻYCIE FREELANCERA WYGLĄDA… JAK W SERIALACH.

Najpopularniejsza od lat i niezmiennie królująca na szczytach bohaterek serialowych bez etatu jest Carrie Bradhshaw, która m.in. pisała dla Vogue jeden tekst na miesiąc i mogła się z tego utrzymać na Manhattanie, a do tego było ją stać na niebotycznie drogie buty. Demontaż atrakcji pracy osoby piszącej nawet dla największego magazynu modowego na świecie nastąpił już dawno. Nie będę więc tutaj pisała, że trzeba stworzyć więcej niż jeden tekst na miesiąc, żeby móc przeżyć.

Żyjemy w Polsce i choć jesteśmy podłączeni do trybu globalna wioska, to pisząc po polsku najpierw trafiamy do polskich czytelników, więc warto mieć to na uwadze. Po drugie, jeśli biegle operujesz nie tylko językiem polskim to świetnie, plus dla Ciebie, wiele firm potrzebuje osób, które potrafią sprawdzać zagraniczne źródła. Obycie z językiem na co dzień to idealne rozwiązanie również dla samego siebie.

Za darmo umarło… Plus bierz tylko takie zlecenia, które wydają się łatwe… Czyżby?

Wiem, kwestia pracy za darmo jest tematem kontrowersyjnym, ale jeśli faktycznie chcesz trafić do jakiegoś pisma, ale twoje nazwisko jest zwykłym nazwiskiem, czyli takim samym jak miliardów innych ludzi, możesz spodziewać się groszy za swój tekst. Pamiętaj, że możliwość dotarcia do wielu osób jest dziś istotnym dodatkiem, coś jak owocowe czwartki. Pamiętaj, żeby zawsze zostawić swoje namiary na media społecznościowe.


Warto robić rzeczy, które rozwijają.

Sama wzięłam kilka zleceń, które wydawały mi się nie do ogarnięcia i tylko przy jednym poniosłam fiasko totalne. Nie wynikało to jednak z niemocy twórczej, a z czasu i miejsca, w którym się znajdowałam. Zaczęłam działać, pogubiłam się, pomyliłam wszystko co mogłam pomylić, wysłałam pliki, w których miałam notatki, ktoś tego nie sprawdził, to poszło dalej i… wyszedł jeden wielki klops. Dałam radę to odkręcić. Zresztą, przejmowałam się tym jakiś tydzień i w tydzień udało się wszystko elegancko poukładać. Poprawiłam teksty, dostałam połowę kasy – powiedzmy, że wszyscy byli zadowoleni. Tak, mam na swoim koncie spektakularny błąd. Bo czasem trzeba odpuścić. Życie na freelansie nie polega na tym, że faktycznie możesz pracować, kiedy chcesz, a raczej na tym, by to kiedy chcesz, było jasno i klarownie określone.

Nie tylko finanse są ważne, przekonasz się o tym prędzej niż później

Mamona potrafi wszystko przesłonić, ale uwierzcie, będą takie miesiące, kiedy pieniędzy nie będzie. Jasne, że wszyscy mówią o tym, żeby najpierw odłożyć, by można było ze spokojną głową działać jako wolny strzelec, tylko… ja nigdy nie działałam jako ktoś na etacie, dlatego nie miałam z czego odłożyć. Dobra, trochę mijam się z prawdą, ale tylko odrobinę – przez trzy miesiące pracowałam w call center, przez dwa miesiące pracowałam w biurze, potem pomyślałam, że mogę sobie na spokojnie pójść na osiem godzin do fabryki, a później będę miała siłę i czas na pisanie. Wiecie, takie pół etatu i potem mam wolność swą, czyli komputer i pisanie.

Wszystko nie dla mnie, wszystko

W call center dowiedziałam się, że nie mogę mówić prawdy. Gdy zapytałam, czy mam kłamać, usłyszałam: „Masz racjonalnie gospodarować zasobami wiedzy, którą posiadasz”. Byłam młoda (młodsza niż teraz) i wydawało mi się to nie do pomyślenia. Musiałam zrezygnować, bo nie wyobrażałam sobie wciskać czegokolwiek ludziom. W biurze nie było źle. Ba!, nawet dostałam premię, gdyż zauważyłam, że można sensowniej posegregować dokumenty i zwiększyłam ludziom komfort pracy, przestawiając biurka by już nikt nikomu w ekran nie zaglądał.  Dodatkowo zauważyłam, ile czasu traci się na to, że coś stoi nie tam, gdzie powinno. Niestety to było zastępstwo, więc musiałam się stamtąd zwinąć, ale powiem Wam, że po zrobieniu tego wszystkiego, nie miałabym co tam robić. Taka jest prawda. Lubię działać, sprawdzać, zmieniać, ułatwiać, lubię też improwizować, znajdować, poszukiwać i zazwyczaj daję radę. W fabryce, gdzie miałam jedynie bezmyślnie coś przez coś przekładać, cóż nie będę wam ściemniać, wytrzymałam na dniach próbnych trzech i w podskokach oddaliłam się od stanowiska pracy. Dlaczego? Bo jest we mnie poczucie, że muszę robić więcej i bardziej. Według pana, który nadzorował moją pracę, wszystko było w jak najlepszym porządku, a ja zawsze mam pewnego rodzaju sposób na zwiększenie wydajności, co jest deprymujące w wielu momentach, ale jest też bardzo przydatne w pracy freelancera.

Narzekanie na etacie… nie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy przejdziesz na freelance

To, że narzekasz, że wstajesz rano i musisz siedzieć osiem godzin przed kompem – cóż, przechodząc na bycie wolnym strzelcem, może będziesz mógł wstać o 10, zacząć pracę o 11, ale uwierz na początku osiem godzin pracy przy zleceniach na freelansie to standard. Przeglądanie ofert, tworzenie CV i listów motywacyjnych też zajmie sporo czasu. Później, około 18:00 okaże się, że poza grzebaniem w Internecie niewiele danego dnia zrobiłaś. Będzie zmęczenie, znużenie i niechęć, bo co to niby dało, albo totalna radość i poczucie, że dobrze się zaczęło, bo ktoś odpowiedział na maila. Wszystko zależy od nastawienia. Na początku łatwo przełknąć każdą odmowę czy jakieś niedostatki, ale z czasem będzie trudniej. Nastawienie w perspektywie czasu jest cholernie ważne, zwłaszcza, że pierwsze zlecenia wcale nie muszą być ekstra płatne, wręcz przeciwnie. Ba! Musisz znaleźć w sobie zacięcie do tworzenia próbnych tekstów/grafik/czegokolwiek i być przygotowanym na maile z ofertami, które nie wydają się nazbyt ciekawe.

Rozwój jest ważny

Będąc copywriterem z czasem zajęłam się podstawowymi graficznymi kwestiami. Okazało się też, że patrzę i widzę tzw. dziurę w całym, brak spójności/niewymienione najistotniejsze cele firmy/ opisywanie swojego produktu poprzez to, czego nie ma, a nie przez język korzyści. Z czasem pomagałam przy: ogarnianiu profili na IG, tworzeniu ofert sprzedażowych, kampaniach reklamowych itd. A zaczynałam od precli po całego zeta za 1000 znaków ze spacjami. Sama zobaczysz, że rozwiniesz się w niespodziewanym kierunku, ale na początek musisz albo pisać, albo tworzyć setki grafik, albo cokolwiek sobie wykombinowałaś i wierzyć, że to, co robisz, robisz dobrze. Pamiętaj, że nie zawsze za pierwszym razem zrozumiesz się z klientem. Bywali klienci, z którymi miałam takie flow, że hej ho, zlecenie robiło się samo, poprawek niemalże nie było, tylko delikatna kosmetyka, a zdarzało się i tak, że poprawka za poprawką była grana. I to nie to, że z briefem coś było nie do końca okej, to raczej ja nie umiałam zadawać odpowiednich pytań. Choć bywało i tak, że klient nie potrafił się wysłowić, ale to w mojej gestii było dotarcie do tego, czego on oczekuje.

Ogarnęłam bałagan kilku osobom w sieci. Nie wiedziały gdzie, co i jak. Wydawało im się, że dadzą radę w pojedynkę, ale nie dawały. Musiały przemyśleć, w którą stronę chcą iść. A to jest jak najbardziej istotna sprawa. Wtedy wchodziłam ja, cała na biało i cyk pyk, wszystko układałam im w tabelach: to masz na IG, na FB, to masz na blogu, tego brakuje na Twojej stronie, a tamtego na Instastories. Te tematy w Twojej dziedzinie są na topie, tu masz marki w różnych mediach społecznościowych z Twojej branży, które robią to i tamto. I tak sobie działam i choć bywało i bywa, że w niektórych miesiącach spływają dobre słowa, a pieniądze się nie pojawiają, bo zlecenie jest rozłożone na dwa miesiące (ktoś ma obsuwę z wypłatą/ ktoś zupełnie zapomniał/ ja zapomniałam się przypomnieć), to dalej w to idę. Idę, bo nie potrafię sobie wyobrazić działania inaczej.

A o tym, jak to bywa, gdy jesteś na freelansie, przychodzi zlecenie i w głowie jest tylko pustka… napiszę w kolejnym tekście.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE