
„Mandalorian”, serial z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, okazał się hitową produkcją. Mimo tego, że jego premiera miała miejsce już jakiś czas temu, to ciągle się o nim mówi, głównie za sprawą memów z Baby Yodą.
Przez większość odcinków „Mandalorian” nie był zbytnio zainteresowany dopełnianiem wątków sagi „Gwiezdnych Wojen”. To opowieść z postaciami, które nie mają większego wpływu na losy świata, i które muszą mierzyć się z post Skywalkerowym uniwersum.
Odbiorcy i widownia „Gwiezdnych Wojen” bardzo się zmienili, w końcu to młodsze pokolenia są bardziej zainteresowane sagą, niż te, które oglądało pierwsze części w latach 70-tych. Jon Favreau, odpowiedzialny za produkcję Mandaloriana wydaje się to rozumieć doskonale. Nikogo nie interesuje istota działania midichlorianów w organizmie i wszelkie związane z tym reakcje chemiczne. Favreau doskonale wie, że dzisiejszy odbiorca jest zainteresowany historią i pochodzeniem postaci wywołujących emocje, takich, jak na przykład Baby Yoda.
Stąd też Jon Favreau umieścił w „Mandalorianie” kilka wątków i sytuacji, które mogą świadczyć o tym, że drugi sezon zobaczymy prędzej czy później, ja obstawiam jesień przyszłego roku. Sam reżyser poinformował o tym, że trwają prace na planie drugiego sezonu, lecz ilość znaków zapytania w ostatnim odcinku (spokojnie, nie będzie spojlerów) jest jednoznaczną wskazówką odnośnie tego, czego będzie dotyczyć kontynuacja „Mandaloriana”. Baby Yoda może i jest maszynką do zarabiania pieniędzy, lecz jestem przekonany, że scenariusz w rękach Favreau zaowocuje po raz kolejny hitową produkcją.








