ZMAŁPYCHWSTANIE odc. 13487

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Myśl o pisaniu dziennika kwarantanny krzywi mi umysł. Wszyscy to teraz robią, a wartość z tego taka, jak ze zdjęć żarcia, które się za moment wtranżoli, robionych przez cyberciżbę w zamierzchłych czasach przedpandemijnych. Żeby mnie nie kusiło wychodzenie z domu w czas zarazy – a przede wszystkim: żeby mnie nie kusiło epatowanie ludzkości filmami, na których tłumaczę sens świata w czas chaosu lub/i czytam fragmenty mojej wielkiej prozy! – zgoliłem brodę. W dawnych czasach wczoraj, kiedy jeszcze miałem brodę, wyglądałem jak nie ja z młodości. Po zgoleniu okazało się, że wyglądam jak nie ja z młodości, tylko bez brody. Być może jestem do kogoś podobny (bo każdy jest, mimo iluzji o własnej niepowtarzalności), ale ja tego kogoś akurat nie znam. Więc czuję się ze swoją twarzą jak Robinson Cruzoe z całym ciałem w wiadomych okolicznościach. Barberski samogwałt, jaki popełniłem na sobie, uczynił ze mnie popiątnego kwarantannika, bo teraz izoluję się nawet od samego siebie. Przestałem odbijać się w lustrach, mówię do siebie “proszę pana” i przez całą dobę zasłaniam twarz książkami. Zasypiam później niż dotychczas, dopiero wtedy, kiedy już nie potrafię utrzymać w dłoniach kolejnego grubego woluminu o Czarnej Śmierci. Czytanie o zarazach większych niż nasza, uspokaja mnie. Przynajmniej na czas, w którym pamiętam, co przeczytałem. No i budzę się teraz późno, co mnie cieszy, bo pokazuje, że w każdym wieku człowieka stać na zmiany. Dziś obudziłem w samo południe, bez uwzględnienia zmiany czasu. Konieczność korekty do jedenastej – która uświadomiła mi żona – sprawiła mi przykrość. Z żoną w czas pandemii mamy jednak dobre relacje. Przemoc domowa dotyczy wyłącznie dystrybucji gorzkiej czekolady, którą osładzamy sobie życie, i zazwyczaj nie trwa długo. Wracając jednak do tajemnic alkowy: ostatnim razem tak późno budziłem się w wakacje 1977. Miałem wówczas dwanaście lat przeżytych i jakiś miliard lub półtora przed sobą. Odjęcie godziny w tę czy we w tę nie miało znaczenia. Jak się dobrze zastanowić, to teraz też nie ma. Wszelako jest już inaczej, prawdopodobnie dlatego, że nie umiem wyłączyć zegara, który nalicza mój dług. Chyba się znowu położę i posłucham, jak odrasta mi broda. I wy również zajmijcie się czymś sensownym

 

fot.: Dorota Czoch

Reklama