
Niby mamy XXI wiek, a rasizm wciąż potrafi być bardzo żywy. Do bardzo, jakby to określić, ciekawego incydentu doszło w nowojorskim Central Parku.
Amy Cooper wezwała policję po tym, jak Christian Cooper poprosił ją o to, by prowadziła psa na smyczy po parku, co jest wymagane przez prawo, by dodatkowo chronić ptaki, które można obserwować. Amy odmówiła i postanowiła zadzwonić na policję twierdząc, że Afroamerykanin grozi jej i jej psu. Poprosiła o to, by patrol przyjechał tak szybko, jak się da.
Niczym niezdziwiony 57-latek zaczął ją nagrywać telefonem. Po tym, jak filmik stał się hitem, życie Amy Cooper zmieniło się w prawdziwe piekło. Jej pracodawca postanowił ją zwolnić, ponieważ nie toleruje rasizmu. Oczywiście Christian nic nie zrobił, więc jego policja mogła jedynie przeprosić go w imieniu Amy za zaistniałą sytuację.
Following our internal review of the incident in Central Park yesterday, we have made the decision to terminate the employee involved, effective immediately. We do not tolerate racism of any kind at Franklin Templeton.
— Franklin Templeton (@FTI_US) May 26, 2020
41-latka tłumaczy się, mówiąc, że po prostu się wystraszyła. Rzekomo chodzenie na spacery w tę konkretną część parku samemu potrafi być nieprzyjemne. Lecz czy spotkanie z obserwatorem ptaków, trzymającym w rękach lornetkę, jest aż tak straszne?
Źródło: https://www.thesun.co.uk/news/11712888/central-park-amy-cooper-black-man-cops-dog/








