PRACA, ROBOTA CZY SŁAWA?

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Myślę o tym, jak zmieniło się moje życie na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy. Dokładnie 20 stycznia oficjalnie wypuściłem w świat mój literacki debiut, wcześniej przez trzy miesiące głośno zapowiadając jego pojawienie się na rynku wydawniczym. I już wtedy napłynęło do mnie mnóstwo serdeczności ze strony rodziny, przyjaciół, znajomych, a także obcych osób, będących potencjalnymi czytelnikami stworzonych przeze mnie historii.

Zresztą pozytywny feedback otrzymuję do dzisiaj. Cieszę się z każdej wiadomości. Cieszę się z każdego obserwatora, który klika „lubię to” w moich mediach społecznościowych i chce przyglądać się literackim poczynaniom kogoś takiego jak ja.  To wszystko mocno napędza mnie do działania. Mam motywację, energię i siłę, aby nadal pozostawać w ścisłym związku z krzesłem, bo proces pisania polega na nawiązaniu takiej relacji. Często na długie godziny i bezsenne noce.


Reklama

Nie chciałbym zawieść moich czytelników, chociaż wiem, że nie jestem w stanie spełnić wszystkich oczekiwań. Każdy potrzebuje czegoś innego. Jeden czytelnik chce więcej, drugi mniej. Jeszcze inny pragnie wartkiej akcji, zaś kolejny wolałby, aby całość była prowadzona spokojnie. Jednak staram się pisać prosto z serca, bo uważam, że to najważniejsze. Czytelnicy łatwo potrafią wyczuć fałsz i kreację. W swoim pisaniu chciałbym być autentyczny. Albo czytelnik weźmie moją twórczość taką jaka jest, albo będzie pamiętać jakie nazwisko omijać na półkach w księgarniach. 

Oprócz serdeczności czytelników zdarzają się również negatywne komentarze. Jeśli mogę i da się, wyciągam z nich naukę. Jeśli są złośliwe, czytam, ale nie biorę do serca. Kiedyś przejmowałbym się, ale trochę lat już przeżyłem i wiem, że nie warto. Utrzymanie zdrowia psychicznego – tak to się profesjonalnie nazywa. 

Piszę historie komediowe. Przy takich pracuje mi się najlepiej, bo sam funduję sobie zabawę. Mam marzenia literackie. W przyszłości chciałbym stworzyć poważną historię. Teraz bawię i wywołuję płacz ze śmiechu, ale obiecuję, że wzruszenia też będą.  

Ostatnie pół roku to bardzo intensywny dla mnie czas. Premiera debiutu, a w międzyczasie finiszowanie kolejnej książkowej historii. Czas wywiadów, czas spotkań z czytelnikami, czas bycia z nimi w kontakcie. To okres, w którym ja, nieśmiały chłopak, pełen kompleksów i niezbyt pewny siebie, zacząłem się otwierać. Wywiad? Jeszcze rok temu byłby dla mnie nie do przejścia. Dzisiaj? Prasuję koszulę, ustawiam kamerkę i żywo opowiadam, często przerywając prowadzącym. Oj, mają ze mną ciężko. 

 Promocja książki to trudna, wyczerpująca, ale bardzo ważna praca. Piszę, aby moja twórczość dotarła do czytelników. Nie stworzyłem książki jedynie dla rodziców, aby byli ze mnie dumni. Moje historie są dla ludzi i chciałbym, aby o nich usłyszano. Ogromna w tym rola wszystkich działań promocyjnych, na które chętnie się godzę.

Czy jestem sławny? Kilka osób mówi tak o mnie, bo widzą, że dostaję zaproszenia na wywiady, goszczę w bibliotekach, zdobywam czytelników, jestem aktywny w mediach społecznościowych, ale czy to sława? Uważam, że to naturalne i normalne, jeśli jest się autorem. Śmieję się, że gdybym chciał być sławny, poszedłbym do reality show.

Jednak wybrałem pisanie, czyli pracę rzemieślniczą. Lans oczywiście jest w dniu premiery, kiedy można śmiało i dumnie chwalić się swoim dziełem. Wtedy jest czas na to, aby zamienić sprany t-shirt na koszulę z mankietami, dresy na spodnie w kant i kapcie na mokasyny. Byleby ten lans nie trwał za długo, bo kolejny deadline goni i potrafi być bezlitosny. 

PS Czy mokasyny są teraz modne? Jeju … żebym nie dał plamy podczas nadchodzącej premiery.

Reklama