
Zawsze chciałam się dowiedzieć, jak by to było mieć pod nosem wąs. Majestatyczny, gęsty, acz estetycznie okiełznany wąs, tak symetryczny, jak brwi od garnka, szklanki, kieliszka (które swoją drogą robi się prawdopodobnie po takich kieliszkach kilku). Zimą, włosie ociepla podnosie, a latem błyszczy w promieniach słonecznych. Nie poddaje się łatwo wiatrowi, a deszcz im nie straszny. Problem jest natomiast taki, że owy wąs nie chciał się ze mną zaprzyjaźnić.
Próbowałam przeszczepu w postaci naklejki. Nigdy się nie przyjął. Narysowane kreski również szybko bladły. Pozostało mi więc żyć z nagimi ustami. Dziwię się, że jeszcze nikt nie nałożył na takie zjawisko cenzury. Może wszystko w swoim czasie – kiedyś na wybrzeżach pojawią się plaże dedykowane Bezwąsaczom, a rodzice z dziećmi będą się trzymać jak najdalej nich. W autobusie, siąść będą mogli tylko z tyłu, a jak pokażą się takimi na balkonie – zaraz jakaś cegła pofrunie do góry. Bezwąsacz bowiem nigdy nie będzie mógł się w stu procentach utożsamiać z Wąsaczem.
Pośrodku znajdzie się również Półwąsacz, stroniący od debat na temat wąsowych (s)praw, bowiem jest akceptowalny z obu stron. A skoro akceptacja spływa na niego zewsząd, tak czasem nie zauważa narastających konfliktów. Spaceruje spokojnie centrum miasta czy za dnia, czy w nocy, zapuszcza się nawet w najciemniejsze zakamarki, ponieważ, kiedy zostanie ujrzany przez Wąsacza, ten kulturalnie skinie mu głową, smyrając się lekko po włochatym naduściu. Panowie tylko na ułamek sekundy złapią swój wzrok, po czym każdy z nich powróci do swojego świata.
Nad ranem wszyscy znow pojadą do pracy. Bezwąsacze oddychają z ulgą, bo obligatoryjne maseczki zasłaniają im twarz i tym sposobem ich prawdziwe „ja” może być skrzętnie ukryte przez całe 8 godzin. I nawet w kolejce na lunch nie muszą ustępować miejsc Wąsaczom. Życie stało się prostsze, przynajmniej na chwilę.
Po powrocie do domu, zdejmują okrycia ust i przeglądają się w lustrze. Przeglądam się w lustrze i ja. Nagle go zauważam. Włos dłuższy niż kompani usiani wokoło. Niestety jest zbyt jasny i nierzucający się w oczu, co można przetłumaczyć na „nie liczy się”. Gaszę więc światło i idę spać.


















