Analogowe życie – wróć!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
W latach 90 jak wychodziłem „na miasto”, rzucałem tylko w domu – będę o 23:00. W kieszeni na dupsku nie siedziała mi komórka, na którą rodzice mogli zadzwonić i zapytać, czy aktualnie nie przesadzam. Oczywiście, że przesadzałem, bo w Łazienkach Północnych w Sopocie odpalaliśmy bełty, które z winem łączyła tylko smukłość butli.Do dziś słyszę wesołe pobrzękiwanie butelek, które niósł plecak. Obecnie przy piątku, młodziki transportują trunki w foliowych siatkach z Żabki. Niby dźwięk ten sam, ale plastikowa siatka powoduje, że krok traci zamaszystość, wybuch adrenaliny przed wypitką hamuje troska o to czy siatka nie jebnie. Wtedy, jak to się mówiło „spokojna twoja rozczochrana” nasze otłuszczone sosem z Snackbarów plecaczki, były w stanie przemieścić nieskończoną ilość jaboli.Prrrrr, zwalniam nieco i wróćmy, do ówczesnego braku smyczy w postaci komórki. Jeb, drzwiami i podniecenie opuszczania klatki bloku z wielkiej płyty, było bliskie pierwszym uniesieniom spod znaku wyjazdu przyrodniczego z dziewczyną pod namiot. Chyba, że akurat zaciąłeś się w windzie, wtedy trzeba było walić w szybkę, aż jakiś zbawiciel zadzwoni do spółdzielni.Tak, czułem się wolny jak Profesor, czy jak wolicie Sergio w Netflixowym „Domu z papieru”. Byłem poza kontrolą, to była może  śmieszna, ale prawdziwa piątkowa wolność. Można było się upodlić bez stresu, rodzicielskiej kontroli, że chwilowo jestem OFF. Jak mi dziś żal młodzieży, która w każdej minucie może się spodziewać komendy rodzicieli, włącz kamerkę i pokaż, że równo stoisz. Po prostu „Friday, I”m In Love.
Bez komórki, nie mogłem dostać żadnej dewastującej wiadomości, np.: od Justyny, że Robert był przyjacielem, ale dziś wydał się jej taki zajebiście męski, że ja na pewno zasługuję za kogoś lepszego niż ona, że, że, że…Nie mogłem się wdać w dwugodzinną pisaninę SMS-ów, że jest zwykłą szmatą, że tak naprawdę pociłem się na myśl o tym, czy Gosia z klasy maturalnej, nosi już stringi kupione na Zaspie w straganie typu szczęka. Całkowite embargo informacyjne, chroniło może życie i zdrowie, ponieważ po takim SMS-ie, można właśnie przesadzić z rozmaitymi używkami.Dziś nasi naśladowcy, nawet jak siedzą na plaży, wciąż martwią się o swoje obsrane mewią kupą rurki. Damy rozpaczliwie, szukają w bałtyckiej wodzie wybawienia dla modnej zarzyganej bomberki z szadółkowego outletu. My mieliśmy wbite. Kurtki z demobilu US ARMY, które kosztowały wtedy żenująco mało, wysokie sznurowane glany, które były niezniszczalne. W miejscach gdzie się je kupowało, nie prosiło się o paragon. Alternatywą dla współczesnych wegańskich żelowych fryzur, były nasze lekko przetłuszczone długie hery.W gustach muzycznych panowało hasło niedawno pożegnanego socjalizmu – równość. Jeden słownie magnetofon na kasety BAFS czy TDK, które jeśli się nie wkręciły w rolki musiały być odsłuchane bezpiecznie do końca. Nie było dzisiejszego bezpłciowego skakania po piosenkach youtube’owej playlisty. Wszyscy siedzieliśmy przy jednym głośniczku GRUNDIGA, nikt nie separował się słuchawkami. Nawet jakby udało się takie zdobyć, mogłoby się to skończyć dla takiego paru kopami z glana. Co prawda wzdychałem wtedy do przenośnych walkmanów SONY, ale mogłem sobie o nich pomarzyć niczym o dziewczynach z Różowej Landrynki czy prężących się po 23:00 w SAT1 czy RTL, bawarskich cycatkach z blond warkoczami.W tych analogowych czasach, auto mogłeś prowadzić w wieku 17 lat. Dziś podobnie, ALE pod opieką dorosłego? Tylko jak pojechać z dziewczyną w leśne ostępy, zdobywać odznaki harcerskie, z jej tatą na tylnym siedzeniu, który skontroluje czy utrzymujesz prawidłową prędkość?Zakładając, że mamy 18 lat i pozbyliśmy się niechcianego towarzysza, to wyładowanego elektrycznego jeździdełka, nie ruszymy z gorącego wzgórza zakochanych. Cóż już sukcesem będzie znaleźć na nim miejsce. W dziewięćdziesiątych, mogłeś nawet wjechać na plażę, a na widokowych górzystych miejscówkach Trójmiasta – majteczki w kropeczki, hmmmmm. Maluszek, fiat 126p, zawsze odpalił choćby na kij do szczotki. Jeśli zabrakło paliwa, trzeba było dobrze ssać………wężyk akwarystyczny i pożyczyć etylinę od sąsiada.To, co? Niech żyje wolność i swoboda – analogowego życia!

Reklama