
“Boję się rano wstać, boję się dnia. Codziennie. Rano boję się otworzyć oczy. Ze strachu przed świtem. Zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem.
Tak, jak stwierdził François de la Rochefoucauld – więcej mamy lenistwa w umyśle niż w ciele. Umysł wszakże, choć bez pięści bez problemu może powalić ciało na łopatki i tak z godziny drzemki, rozciągamy ją na większość życia. Podobnie jak w pierwszej części, dedykowanej toksycznym ludziom musimy się nauczyć usuwać lenistwo ze swojego organizmu. Cóż zrobić, kiedy sił nie ma, bo po pracy jesteście zbyt zmęczeni, by sobie ugotować obiad, a po obiedzie napada nagle śpiączka węglowodanowa? Na pewno nie poddawać się złym mocom nicnierobienia.
Najważniejsze, aby w momencie chwilowej słabości napić się tego oto napoju:
– szklanka wody gazowanej;
– sok z połowy cytryny;
– szczypta pieprzu cayenne.
Bąbelki uderzą w Twoją głowę jak Struś Pędziwiatr w, cóż… wiatr. Cytryna Cię orzeźwi, a pieprz rozgrzeje do działania i poprawi poobiednie trawienie. Jeżeli nadal nie poczujesz znacznej poprawy, otwórz okno i sztachnij się smogowym powietrzem (powinno zadziałać natychmiastowo), w przypadku braku zauważalnego efektu, powtórz czynność jeszcze maksymalnie dwukrotnie (trzykrotnie nałogowi wąchacze).
Najważniejsze jest działanie natychmiastowe, więc cokolwiek robisz, nie kładź się ani nie siadaj, bo wszystko przepadnie. Chcesz koniecznie przeczytać 50 stron książki? Zrób to w marszu. Po takiej rozgrzewce nóżki będą dalej same chodziły, a jak nóżki chodzą, najlepiej podejść do analitycznych zadań. Bilans wydatków i dodatków, ludzi pozytywnych, negatywnych, postanowień noworocznych.
W przypadku czytania poradnika na siedząco, zastosuj powyższe sposoby kolejnego dnia. Teraz idź spać, już i tak ten dzień jest zmarnowany. Przynajmniej odpoczniesz od lenistwa.
* cytat z filmu “Dzień Świra”


















