
Dziś tak łatwo podpiąć słabe zachowanie pod hejt. A czymże w ogóle jest ten cały hejt? Czy słowo hejt przypadkiem nie stało się wytrychem do tego, by spuścić na coś zasłonę milczenia, by stwierdzić: hejt ma miejsce w Internecie i nie ma, co się przejmować ludami, którzy mają niefajne życie i hejtują. Hejtujesz nie jesteś fajny, jesteś nieciekawy i słaby, często ukrywasz swoją prawdziwą twarz, także nie do końca liczymy się z tym, co tam wystukałeś na swojej klawiaturze. Tyle, że hejt przeniósł się też na niwę życia prawdziwego i wiele zachowań podpinamy pod hejt właśnie i w sumie staramy się nie przejmować, bo przecież hejtem nie ma sensu zawracać sobie głowy.
A gdyby tak zamiast słowa hejt, zacząć mówić po polsku o dręczeniu, rzucaniu obelg, nękaniu, nagonce, krzywdzeniu, gnębieniu, gardzeniu, czy po prostu napaści słownej, to trudniej byłoby nad tymi określeniami i tym, co się pod nimi kryje, przejść do porządku dziennego. Pewnie znalazłoby się jeszcze sporo słów w polszczyźnie na określenie zjawisk, które miejsca mieć nie powinny, a które z taką łatwością wrzucamy do worka z napisem HEJT. A o ile jaśniejszy i zarazem mocniejszy będzie przekaz o tym, że ktoś kogoś gnębi albo dręczy, a nie rzucone w eter, to hejt.
Hejt spowszedniał, hejt został wyzuty z emocjonalnej mocy.
Zacznijmy, więc konkretnie określać zachowania ludzi czy to w sieci, czy to w prawdziwym życiu. Jasno i klarownie mówmy, że takie czy inne zachowanie to chamstwo, że to gnębienie, to dyskryminacja, a to przejaw nienawiści.
Nazywajmy sprawy po imieniu, po polsku, żeby faktycznie napiętnować, a nie jedynie dostrzec hejt i stwierdzić, takie mamy czasy.


















