Teraz możesz być kim chcesz. Fotografem też. Kup aparat, a nawet nie. Pobaw się opcjami w telefonie, nie kończ szkoły, praktykuj. Ochrzcij się. Wrzuć na Instagram. Chwal się. Twórz iluzję. Dzisiaj możesz być białkoholikiem, a jutro skończysz jako obrońca łosi. Innym razem zakryjesz się angielskimi słówkami stojącymi za płotkiem stworzonym z czterech przecinających się kresek. Bo przecież nie powiesz głośno, że byłeś molestowany.
Pendrive, jakieś chmury, social-media. Zdaje się, że ten zapomniany specyficzny zapach wywoływanych z kliszy zdjęć w codziennym pędzie chowa się już tylko w woni modowego magazynu wydanego na kredowym papierze. Śliska w dotyku płaska powierzchnia w kształcie prostokąta, na której rys nie zostawią mikroskopijne kolce u odnóży pająka, przechodzi do lamusa. Zapach zdjęć jest jak zapach książek. Sensualizm. Bukiet farb i barw, pierwsze dla nosa, drugie dla oka. Jedno i drugie to informacja. Dawniej była to garstka wspomnień.
Beztroska dziecinna kąpiel w kałuży za domem, zostaje brutalnie zastąpiona cherubinowymi pozami w jakimś spa.
Z plastikowych torebek trudno byłoby bez wstępnej obróbki uszyć spadochron, a w wyjałowionych kreaturach z internetu próżno szukać wsparcia, które wystrzeli w oczekiwanym momencie. Wizerunek to Wieża Babel, runie w momencie demaskacji.
Obserwacja. Zdjęcie. Moment. Chwila. Instagram, hashtag, kłamstwo.
Dzięki zdjęciu możesz być kim chcesz. Możesz zafałszować rzeczywistość. Schować się, dodać słodyczy. Kiedy twoje życie upiększa gra światła i cienia, co dzieje się w twoim wnętrzu? Z kim i kim jesteś?
Człowiek zamyka się w zdjęciach. Wspomnienia chowa w głowie i w tym, co widoczne i namacalne. Wizjer, obiektyw, klatka, trzask. Nalepka z fałszywym uśmiechem. Oto obrazek. Kiedyś zdobił wielostronicowe albumy rodzinne, dziś cieszy oczy tysięcy obcych osób, kreując nieistniejące postacie i zakrzywione wspomnienia.


















