
Czy gdybyśmy zamontowali wokół siebie ukryte kamery, to po obejrzeniu naszego własnego reality show, zmienilibyśmy nasze życie?
Osiedlając się w danym kraju, niezaprzeczalnie zgadzamy się na warunki, które w nim panują. Podobnie w przypadku miejsca rozpoczęcia swojego kilkudziesięcioletniego życia. Oczywistym pozostaje fakt, że jako społeczeństwo nie unikniemy zmian, związanych z aktualnie prowadzoną polityką państwa, ponieważ oprócz nowych regulacji, wkraczają co rusz nowi „opiekunowie kraju”, mający własną wizję nowego, lepszego świata.
Człowiek, postawiony w obliczu zasad, nie zawsze do niego przemawiających, staje przed wyborem – zostać i się podporządkować, zostać i protestować, wyjechać. Każda z opcji niesie ze sobą znaczące konsekwencje. W momencie akceptacji danej sytuacji, jedyne, co musi zrobić, to przemówić sobie do rozsądku, że c’est la vie, a człowiek jest jedynie kroplą w morzu niespójności, niezdolnym do wskoczenia w niepodległą kałużę.
W sytuacji b, musi w nim wrzeć chęć do działania, do zmiany i wiara, że jest ona możliwa. Rzuca się więc w tłum, krzycząc, blokując i nieco przyśpiewując. Próbuje raz. Kolejny raz i kolejny. Nadzieja rośnie coraz bardziej, do momentu, aż przemówi rozsądek, bowiem co jest w stanie robić społeczeństwo, jeżeli władza słucha jedynie wybranych. No więc wychodzi, że nadzieja jest matką głu…znaczy narodu.
Pozostaje ostatnia opcja, związana ściśle ze stosowanym przed wielu w codziennym życiu eskapizmem. Wtedy też, jak przy zakończeniu jakiejkolwiek znajomości, rozglądasz się w około i badasz wzrokiem piękne widoki, przypominasz sobie piękne chwile pełne uniesień i pozytywnych emocji. Myślisz o rodzinie, mieszkającej w pobliżu. I o znajomych, z którymi co sobotę widujesz się na brunch. O ogródku, przy lokalu, w którym uwielbiałe/aś pić cydr i o parku, w którym chodziłe/aś kilka razy w tygodniu na bieganie. W głowie pojawia się specjalnie wyselekcjonowana selekcja dobrych chwil i zastanawiasz się, czy musisz być zmuszony/a do emigracji?
Wiadomo, że w każdej jednostce jawią się obawy, również związane ze zmianą miejsca zamieszkania. Jednak tutaj pojawia się najważniejsze pytanie – czy zostać i walczyć o lepszy wieczór, czy szukać miejsca, które usatysfakcjonuje Cię pod względem klimatu, zasad i możliwości, nie mając jednocześnie gwarancji, że uda Ci się za pierwszym, drugim czy trzecim razem?
Staff powiedział kiedyś, że „szczytem twórczości, jest tworzenie samego siebie”, ale może od tego wypadałoby zacząć, a dopiero później można byłoby dokonać prawdziwej zmiany.


















