
Internet mamy od trzech dekad, prąd od wieku z okładem, druk od pięciu stuleci, pismo od pięciu tysiącleci, a odurzamy się od zawsze; zaczęliśmy, małpami będąc. Ba, są wręcz badacze, którzy utrzymują, że to rośliny halucynogenne – zwłaszcza grzyby! – uczyniły nas ludźmi. Że rozszerzyły hominidom świadomość, uchyliły im – jakby to określił psychodeliczny guru Aldous Huxley – drzwi percepcji, i że dopiero owo zdziwienie światem, sobą, istnieniem, zmusiło je do nazwania wewnętrznych stanów, a więc do wymyślenia języka. To bardzo ciekawy – i jakoś mi intuicyjnie bliski koncept – iż język rozwinął się początkowo nie jako sposób komunikacji z innymi jednostkami, ale narzędzie umożliwiające wdanie się w dialog z samym sobą.
Ben Sessa, brytyjski psychiatra badający psychodeliki i ich terapeutyczny potencjał w leczeniu beznadziejnych przypadków traum psychicznych, wie o środkach zmieniających świadomość wszystko. Dzięki temu jego „Renesans psychodeliczny” to nie tylko fachowa rozprawa, przedstawiająca najnowsze koncepcje naukowe (które po dekadach kłamstw odlepiają od LSD, MDMA, marihuany, meskaliny, psylocybiny czy ayahuaski etykiety substancji niebezpiecznych, wręcz zbrodniczych, a przez to zasługujących na wieczne potępienie), ale fascynująca podróż po dziejach człowieczego odurzania się, meandrująca między antropologią, religią, kulturą, polityką i psychologią, od kamienia łupanego po „Yellow Submarine” Beatlesów. Wszystko co chcecie wiedzieć o psychodelikach, ale boicie się zapytać – tak powinna brzmieć jednozdaniowa recenzja tej książki.
Sessa bardzo wyraźnie rozgranicza psychodeliki (lepszym określeniem jest: środki enteogenne, czyli tworzące boga wewnątrz) od takich narkotyków jak heroina, kokaina, amfetamina czy alkohol, które jedynie „domocniają” ego, powodując najczęściej zgubne skutki. Żeby było jasne: autor nie jest entuzjastą powszechnego dostępu do halucynogenów, a zwłaszcza brania ich dla pustej zabawy. Jako psychiatra jest jednak zdania, że są one doskonałym narzędziem badawczym, za pomocą którego można poszerzać rozumienie działania mózgu, a kiedy zachodzi taka potrzeba – naprawiać jego funkcjonowanie. Przyjmowane w sposób kontrolowany mogą bowiem obniżać zahamowania oraz poziom lęku, zwiększać zdolność koncentracji, kreatywność, elastyczność idei, motywacje oraz empatię do ludzi i zwierząt, a także zachodzących między nimi procesów.
Psychodeliki powodują, że – jak śpiewali muzycy zespołu Jefferson Airplane – robi się rzeczy, które są jeszcze nienazwane. Nie wiem, jak do Was, ale do mnie to przemawia.
Ben Sessa, „Renesans psychodeliczny”, wyd. Okultura, Warszawa 2019


















