
Widać wyraźnie, że tradycyjna scena polityczna – w której lewica koncentrowała się na kwestii powszechnej równości, a prawica na wolności – ustępuje dziś scenie nowej, definiowanej przez tożsamości. Lewica mówi wyłącznie w interesie tzw. grup marginalizowanych: kobiet, mniejszości seksualnych, imigrantów, uchodźców itp., prawica zaś krystalizuje się jako ruch neopatriotyczny, którego celem jest agresywne pielęgnowanie tożsamości narodowej, przynależności etnicznej i wyznania. Co więcej – obserwujemy globalny odwrót od tzw. demokracji przedstawicielskich, a kraje autorytarne stają się coraz bardziej asertywne. Dlaczego tak się dzieje, wyjaśnia sławny amerykański politolog Francis Fukuyama w najnowszej książce „Tożsamość”.
Zdefiniujmy dwa pojęcia, które są niezbędne dla zrozumienia jego wywodu. Pierwsze to izotymia, czyli potrzeba bycia uznawanym za równego innym, a drugie to megalotymia, czyli potrzeba bycia uznawanym za lepszego od innych. Oba pochodzą od greckiego słowa thymos, którym Sokrates określał część ludzkiej duszy, będącej siedliskiej gniewu i dumy oraz nieustannie zabiegającej o uznanie.
Dlaczego owe potrzeby – istniejące wszak w człowieku od zawsze – były w przestrzeni polityczno-społecznej dawnych wieków niejako stłumione, a dopiero teraz dały o sobie znać z wielką siłą? Fukuyama uważa, że trafiły współcześnie na właściwą falę, która nadała im prędkość i znaczenie. Jest nią powszechne przekonanie, że wewnętrzne „ja” poszczególnego człowieka jest ważniejsze od zewnętrznego świata. Tego świata, który w dawnych czasach kazał jednostce szukać własnej godności przede wszystkim w byciu istotą społeczną.
W chwili, w której powszechnie uwierzyliśmy, że jesteśmy moralnymi podmiotami oraz przyczynami bez przyczyn – przekonuje Fukuyama – narodził się świat, gdzie każdy zaczął się domagać równości w godności. Jak wiadomo, jest to w praktyce niemożliwe, albowiem demokracje, choć dają gwarancję indywidualnego poszanowania, nie są w stanie zapewnić każdemu identycznej godności. Z kolei ta niemożność rodzi kłopotliwe konsekwencje: z niezaspokojonego poczucia godności wyrasta bowiem obsesyjna potrzeba uznania, a gdy i ona nie może osiągnąć spełnienia, budzi się resentyment, czyli irracjonalny gniew i niepohamowana żądza odwetu.
Jak doskonale wiemy z historii XX wieku, resentyment ma siłę społecznej bomby atomowej. Wszelako jako potężny motor emocji ciągle bywa atrakcyjny dla polityków. Zarówno lewicowych (zwłaszcza gdy ekspresyjny indywidualizm wyborców nieustannie domaga się poszerzania autonomii, nawet jeśli jest to politycznie nie do osiągnięcia), jak i prawicowych, którzy wykorzystują lęk tzw. człowieka masowego przed oderwaniem od tożsamości kolektywnej postrzeganej jako bezpieczny fundament moralny, i popychają go w stronę behawioralnego nacjonalizmu oraz upolitycznionej religii.
Francis Fukuyama, „Tożsamość. Współczesna polityka tożsamościowa i walka o uznanie”, wyd. Rebis, Poznań 2019


















