Busem na ślub. Z radością. 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Marcin Ranuszkiewicz

To prawda. Historia dość ciekawa, która nie była reżyserowana.

O ślubie naszej koleżanki z pracy wiedziałem oczywiście wcześniej, tym bardziej że to pod Toruniem, więc konieczne do ustalenia były kwestie logistyczne tego dnia. Pociągiem z garniturem, prezentami i butami w pudełku – średnio. Na samochód testowy miałem zapisane daty, ale ponieważ lubię siebie zaskoczyć, nie wpisuję modeli aut. W czwartek przed sobotnim wyjazdem odebrałem samochód. Uśmiałem się na miejscu, bo jak busem, do tego trzyosobowym, z pustą przestrzenią ładunkową, jechać na ślub? Niemniej, jak spojrzycie na zdjęcia, to zrozumiecie, że to bardzo dobry pomysł, wręcz rewelacyjny! Poza tym, to nie jest zwykły bus. To Ford Transit Custom PHEV. Prawie 250 koni mechanicznych, 2,5 litra pojemności i genialne odejście na silniku elektrycznym. Tu trochę smutek, gdyż bateria zapewnia zasięg tylko około 50 km. Dosłownie – przetestowane. Zatem pozostaje zabawa z silnikiem benzynowym. Fabryczne ograniczenie do 160 km/h. „Na niemieckich autostradach nie polecisz 200, człowieku”. No ale też nie o to w tym wszystkim chodzi. Garnitur i pozostałe klamoty powiesiłem i ułożyłem na tzw. pace. Przyznajcie, że to całkiem zacna garderoba. Właściwie, mogłem zabrać materac i pościel i człowiek wyspałby się po ślubie. Niestety, musiałem wracać tego samego dnia, oczywiście po pierwszych tańcach, pierwszych toastach i siódmej wyśmienitej potrawie obiadowej, bo pełny brzuch i świetna atmosfera sprzyjają dyskusjom przy weselnych stołach, wsłuchując się w opowieści Wujka Zbyszka i Cioci Marioli. Ślub był bardzo udany i z tego miejsca jeszcze raz wielkie gratulacje! 


Reklama

Customa testowałem w mieście – cudnie mruczy na światłach, a po przełączeniu na tryb Sport niejeden miał zdziwioną minę, gdy taki kolos nagle ucieka. Parkowanie… polecam tylko równoległe. Łącznie zrobiłem ponad 900 km. Trasy różne – najdłuższa to autostrada, sporo lokalnych, nie zawsze równych dróg i sporo miasta. Zawieszenie idealne, silnik wyciszony, trakcja znakomita. Mimo że to blaszak, mógłbym mieć tę wersję. Ostatnio sporo się zastanawiam nad tego typu autem. Po mieście prawie nie jeżdżę, mój samochód stoi w garażu od kilku miesięcy, a takim autem wjedziesz wszędzie – do każdego miasta w Europie, czego kamperem już nie zrobisz. Poza tym, można tam spać i po prostu dobrze spędzać czas podczas wyjazdów za miasto, bez konieczności szukania drogich noclegów, np. nad polskim morzem. Co więcej, w przestrzeni bagażowej znajdziecie gniazdko 230 V, zatem lodóweczkę włączycie, kuchenkę, czajnik, no i telewizor, jeśli lecą meczyki. Albo można zrobić sobie netflixowe kino samochodowe! Nie będę się rozwodził nad tematami technicznymi jak świetne nagłośnienie czy kamery 360, choć muszę przyznać, że kamera wbudowana w tylną klapę, na wysokości ponad metra, jest rewelacyjna. Obraz z niej to lusterko wsteczne, ponieważ za fotelami znajduje się pełna przegroda. Różnicy właściwie nie ma, a podczas cofania kamera zmienia perspektywę i parkowanie tak długim i wysokim autem staje się banalnie proste.

Zapraszam Was do sprawdzenia tego auta. To może być dla wielu ogromne zaskoczenie, ale też pokazanie wielu możliwości realizacji własnych potrzeb związanych z podróżami – tymi krótkimi i tymi baaardzo długimi.

Moja ocena to 4/5.

Reklama