
Marcin Ranuszkiewicz
Chery Tiggo 8. Lubię!
To kolejny z tzw. „chińczyków”, który miałem przyjemność testować. Test, jak zawsze, odbył się na trasie Warszawa–Giżycko i z powrotem.
Komfortowa przestrzeń – to pierwsze wrażenie po otwarciu drzwi. Na twarzy nie pojawia się grymas typu „o matulu!”. Jest za to dużo tzw. bajerów: elektryczna regulacja foteli, mnóstwo elektroniki i wskaźników. Jest dobrze!
To auto określane jest jako hybryda. Dodam, że bardzo ekonomiczna, a silnik spalinowy został w końcu dobrze wygłuszony. Spalanie na całej trasie utrzymywało się na bardzo dobrym poziomie – od 7 do 8 litrów na 100 kilometrów. To niewiele, szczególnie jak na tak dużego SUV-a.
Auto jest ciche przy wyższych prędkościach, a system hybrydowy płynnie współpracuje z silnikiem spalinowym, co przekłada się na wysoki komfort jazdy. Zawieszenie jest dobrze zestrojone i płynnie wybiera nierówności. Samochód prowadzi się pewnie, świetnie trzyma się drogi, a systemy wspomagające, kamery i elektronika odpowiedzialna za bezpieczeństwo działają bardzo sprawnie.



W środku jest ogrom miejsca – zarówno dla kierowcy, jak i pasażerów. Nie zabraknie go również na bagaże. Do tego dochodzi bardzo wygodne wnętrze oraz panoramiczny dach, który tworzy świetny klimat podczas jazdy. Plus, jak zawsze, za nagłośnienie SONY, szczególnie z opcją dźwięku przestrzennego. Rewelacja.
Na plus zasługuje także bogate wyposażenie i liczba nowoczesnych systemów. Mnóstwo czujników, dobre kamery i systemy wspomagające sprawiają, że parkowanie jest bardzo łatwe i bezstresowe. Widać wyraźnie kierunek, w którym zmierza współczesna motoryzacja.






Technicznie Chery Tiggo 8 Pro Plug-in Hybrid oferuje układ hybrydowy o mocy około 320 KM, automatyczną skrzynię biegów oraz napęd zapewniający bardzo dobrą dynamikę przy zachowaniu niskiego spalania. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje około 7 sekund.
No i cena. W zależności od wersji wyposażenia i napędu zaczyna się od około 160 tys. zł, a bogatsze odmiany zamykają się kwotą około 210 tys. zł.
Polecam sprawdzić samemu. Dla mnie pięć dni testu było naprawdę miłym zaskoczeniem.











































