Czy aktorzy AI naprawdę zwiastują upadek kina? Case Tilly Norwood

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

6c37cc_5c1590d580a64d71bc0e0b6b3ad9abf5_mv2.png

Tilly jest ładną, piegowatą brunetką. Tilly stawia swoje pierwsze, aktorskie kroki. Tilly wystąpiła w reklamie, a teraz szuka agencji. Tylko że… Tilly nie istnieje.

Tilly Norwood to wytwór AI, a konkretnie start-upu Particle6, założonego przez Eline Van der Velden – (o ironio) aktorkę i komiczkę. I chociaż na Instagramie Tilly działa już od kilku miesięcy, to dopiero na Festiwalu Filmowym w Zurychu zyskała większy rozgłos. Wszystko za sprawą ogłoszenia Van der Velden, że jej dzieło już niedługo „podpisze” kontrakt z którąś z agencji aktorskich. Jak możecie się domyślić, nie spotkało się to z zachwytem Hollywood. Oburzenia nie kryły chociażby Natasha Lyonne czy Emily Blunt, co poskutkowało z kolei oświadczeniem twórczyni Tilly.


Reklama

Jak czytamy na Instagramie: „She is not replacement for a human being, but a creative work – a piece of art”. Dalej Tilly została też porównana do narzędzia, takiego jak na przykład animacje czy CGI. O co więc chodzi branży, która już nie pierwszy raz (warto przypomnieć strajki związane z klonowaniem przez sztuczną inteligencję stażystów tak, by móc wykorzystywać ich wizerunek ciągle i wciąż w kolejnych produkcjach) ostro reaguje na próby wprowadzenia rozwiązań AI?

Scarlett Johannson 2.0 

Tym, że AI odbierze nam pracę, jesteśmy straszeni już od dawna. I chociaż w wielu przypadkach to zwykłe sianie paniki, tak gdy widzimy aktorkę AI z profilem w social mediach i z potencjalną agencją aktorską, to lampka ostrzegawcza może zapalić się nieco mocniej. Oto wytwór maszyny promptowanej przez człowieka, staje się konkurencją dla aktorów z krwi i kości. Konkurencją przede wszystkim finansową – Tilly się nie zmęczy, nie doświadczy wypalenia zawodowego, nie musi iść spać po całym dniu na planie, nie ma kryzysów rodzinnych, a o jej prawa nie upomną się związki zawodowe.

To one jednak mogą nie dopuścić do tego, by kariera Tilly (i jej podobnych) się w ogóle rozwinęła. W reakcji na potencjalną współpracę Tilly z agencjami aktorskimi amerykański związek zawodowy aktorów SAG-AFTRA (Screen Actors Guild-American Federation of Television and Radio Artists) oświadczył stanowczo, że Tilly „nie jest aktorką, jest postacią wygenerowaną przez program komputerowy, który został przeszkolony na podstawie pracy niezliczonych profesjonalnych  wykonawców”.

Z tej wypowiedzi wyłania nam się kolejny, mocno wątpliwy etycznie aspekt takich tworów. Jak wyszkolić taką postać, by jej gra z powodzeniem imitowała tę prawdziwych aktorów? A no na ich dorobku artystycznym właśnie. Tak samo jak modele językowe uczą się pisania czy grafiki na podstawie materiałów dostępnych online. Ofiarą tego padła już zresztą Scarlett Johannson, kiedy w zeszłym roku OpenAI wypuściło demo z trybem głosowym przypominającym charakterystyczny głos Scarlett, co spotkało się z protestem aktorki i wszczęciem kroków prawnych. Van der Velden, o ironio, właśnie do Scarlett przyrównała Tilly: „Chcemy, by Tilly była następną Scarlett Johansson albo Natalie Portman – taki jest nasz cel”. To jasny sygnał, że Tilly nie poprzestanie na reklamach. Ona chce trafić na duże ekrany. Czy jednak jej się to uda?

Puste oczy kapitalizmu 

Wspominałam o oburzeniu branży i o ostrej reakcji związków zawodowych. Koniec końców jednak żyjemy w świecie kapitalizmu platformowego i takie produkty jak Tilly się wielu gigantom najzwyczajniej w świecie opłacają.

Wierzę jednak, że aktorstwo to coś więcej niż odtwarzanie i że inni też to dostrzegają. Chodzimy do kina na filmy z określonymi aktorami nie tylko z uwagi na ich techniczne umiejętności, ale także osobowość, życiowe doświadczenie i autentyczne emocje, które wkładają w rolę. Tego się nie da spromptować. Wiele rzeczy rodzi się już na planie, w wyniku interakcji między twórcami i nowych okoliczności. Wtedy powstaje KINO. A filmy, które zdecydują się wykorzystywać takie narzędzia jak Tilly, pozostaną w kategorii produktów. Na szczęście jak na razie mamy wybór – zagłosujmy więc naszymi portfelami i wspierajmy sztukę, a nie jej odtwórczą, bezosobową wersję.

Fot. https://www.tillynorwood.com/

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE