Diana Zamojska i Karolina Rzepa: Mamy Apetyt na Więcej!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Julia Trojanowska: Całkiem niedawno premierę miał film Łukasza Karwowskiego Dwie siostry. Z Karoliną Rzepą i Dianą Zamojską, czyli filmowymi siostrami – Jaśminą i Małgosią, spotkałyśmy się już wcześniej na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Jestem ciekawa czy wciąż mocno trzymacie się tego filmu, czy może po Gdyni i premierze, po pierwszych recenzjach i opiniach od widzów, krytyków i mediów, czujecie, że już wypuściłyście projekt w świat i idziecie dalej? 

Karolina Rzepa: Myślę, że to projekt wyjątkowy i zawsze będzie miał szczególne miejsce w moim sercu. Ale jednocześnie czuję, że po niemal trzech latach przyszedł czas, by go wypuścić. To był długi proces.

Diana Zamojska: Mam podobnie. Gdynia była dla nas ważnym wydarzeniem, ale to jednak festiwal – trochę inna publiczność, w dużej mierze branżowa, choć oczywiście byli tam też mieszkańcy miasta. Film wszedł już do kin w całej Polsce, i to był moment, kiedy zobaczyła go szeroka publiczność. Jestem bardzo ciekawa ich reakcji, recenzji i komentarzy. 

Chciałam was zapytać o początki tego projektu – jak do niego dołączyłyście? Czy brałyście udział w castingu? Jak wyglądały pierwsze przygotowania? Plan zdjęciowy był przecież niezwykle wymagający, bo kręciłyście w ogarniętej wojną Ukrainie. Zastanawiam się, jak wyglądały wasze pierwsze kroki w Dwóch siostrach i w którym momencie zaczęłyście pracować razem. Bo jeśli dobrze rozumiem, wcześniej nie miałyście okazji współpracować na żadnym wspólnym planie?

Karolina: Nie…

Diana: A nie, czekaj! Był taki plan! Pamiętasz, u Kuby w Gdyni?

Karolina: Rzeczywiście! Poznałyśmy się tam, ale to było dosłownie przelotem, bo Diana studiowała reżyserię.

Diana: Tak, Karolina grała w etiudzie mojego kolegi z roku. Dopiero teraz mi się to przypomniało! To było tak krótkie spotkanie, dosłownie pięciominutowy przelot.

Karolina: Dokładnie. A jeśli chodzi o ten film, to wszystko potoczyło się błyskawicznie. Casting odbył się tydzień przed wyjazdem.

Tydzień przed? To dość mało czasu. To normalna praktyka czy raczej wyjątkowa sytuacja?

Diana: Zupełnie nie! Ten projekt od początku do końca był specyficzny. Ale dokończ, bo ci przerwałam…

Karolina: Tak, tydzień przed wyjazdem miałam casting, a Diana nagrywała self-tape’a.

Diana: Tak, dosłownie 4–5 dni przed wyjazdem do Kijowa. Ekipa miała już wszystko zorganizowane, wiedzieli, że wyjeżdżają konkretnego dnia i o konkretnej porze, a ja wzięłam udział w castingu w ostatniej chwili.

To niesamowicie krótki czas od castingu do rozpoczęcia zdjęć, i to jeszcze w tak wymagających warunkach. Czy miałyście w ogóle czas na przygotowania? Jak wyglądał ten proces?

Karolina: Z Polski jechało sześć osób – reżyser, dwóch operatorów, Sylwia z produkcji i my. Podróżowałyśmy samochodem z Sylwią, a w drodze zaczęłyśmy już przygotowania. Oczywiście już na etapie castingu też się przygotowywałyśmy, ale wtedy każda do roli tej drugiej. Na miejscu miałyśmy jeszcze tydzień, podczas którego Łukasz Karwowski dopracowywał scenariusz i kwestie produkcyjne z producentem ukraińskim, a my rozmawiałyśmy i wymieniałyśmy się doświadczeniami. 

Diana: Przede wszystkim rozmawiałyśmy. O naszych bohaterkach, o ich siostrzanej relacji, ale też o relacji z ojcem, którego grał Szymon Kuśmider.

Pamiętam, że w Gdyni mówiłyście, że mieszkałyście wtedy razem, jak siostry. Można powiedzieć, że wasza relacja budowała się w bardzo naturalny sposób?

Diana: Tak, pamiętam, że mój pierwszy kontakt z Karoliną odbył się przez telefon. Byłam wtedy w Berlinie u przyjaciółki i nagrywałam tam swoje castingi. Zadzwoniłam do Karoliny, żeby porozmawiać o całym projekcie, o tym wyjeździe i po prostu – tak po ludzku – wymienić się myślami. Już wtedy Karolina zaczęła wysyłać pomysły na kostiumy i właściwie od razu zaczęłyśmy o tym dyskutować.

Karolina: Tak, nasze kostiumy były mierzone na mnie, bo Diany jeszcze nie było. 

Diana: Dokładnie, więc rozmawiałyśmy o tych kostiumach, o tym co nam pasuje, co nie, jak postrzegamy nasze bohaterki. I właściwie już wtedy zaczęła się nasza praca nad rolami. Zaproponowałam wtedy Karolinie, by zamieszkać razem. Od razu się zgodziła, a potem poprosiłyśmy producentów o zmianę – wiedziałyśmy, że szukają dla nas osobnych mieszkań, więc zaproponowałyśmy, żeby znaleźć nam jedno wspólne, ale z oddzielnymi sypialniami. Na szczęście udało się to zorganizować i to okazało się bardzo ważne dla całego procesu.

Karolina: Tak, mogłyśmy się swobodnie poczuć w swoim towarzystwie. To naprawdę bardzo pomogło. 

Czyli polecacie taką praktykę innym aktorkom, które mają zagrać siostry?

Karolina: Zdecydowanie! Spędzenie wspólnie czasu, bycie razem poza planem – to ogromnie pomaga. My dzięki temu mogłyśmy się lepiej poznać, wymienić doświadczeniami. To zupełnie inna dynamika, niż gdy spotyka się kogoś każdego ranka na planie – wtedy jest na to mniej czasu. 

Kierowałyście się scenariuszem, czy może w większości same kreowałyście swoje bohaterki? Było w tym dużo improwizacji?

Diana: Tak, od samego początku podkreślano, że to wspólny projekt, że bardzo na nas liczą, że będą sceny improwizowane. Pamiętam, że kiedy jechałam pociągiem z Berlina do Warszawy, to usłyszałam, żeby myśleć o Małgosi cały czas. Od początku wiedziałyśmy, że to będzie projekt, który budujemy wspólnie. 

Karolina: To było wspaniałe, reżyser nas do tego zapraszał. 

Diana: Tak, to była bardzo twórcza, a nie odtwórcza praca. Ja w ogóle bardzo lubię proces improwizacji, szczerze mówiąc, to chciałabym przede wszystkim tak pracować. Myślę, że dołożyłyśmy dużo cegiełek do tego scenariusza. Po rozmowach z Karoliną konfrontowałyśmy się z Łukaszem – dzieliłyśmy się pomysłami, sprawdzałyśmy, co według niego działa, co można jeszcze dopracować. Takie klasyczne rozmowy z reżyserem. Pamiętam, że wszystko zaakceptował i był chyba trochę w szoku, jak dużo już mamy poukładane. 

Co dopowiedziałyście sobie o swoich bohaterkach, czego wcześniej nie wiedziałyście?

Karolina: Na pewno wiele rzeczy z przeszłości, których nie było w scenariuszu, a które były nam potrzebne. Czasem, gdy kłócimy się z bliskimi, przypominają nam się takie małe rzeczy… 

A przecież między waszymi bohaterkami jest sporo napięć – to nie jest typowa, ciepła siostrzana relacja.

Karolina: Tak, dlatego musiałyśmy mieć punkty zaczepienia, żebyśmy nie zaskakiwały się nawzajem nagłymi, wymyślonymi na poczekaniu reakcjami. To mogłoby nam popłynąć w dwie różne strony. 

Diana, to dla ciebie musiało być ciekawe doświadczenie, bo przecież piszesz scenariusze i jesteś po reżyserii. Czułaś się trochę jak drugi reżyser?

Diana: Szczerze mówiąc, momentami tak właśnie się czułam, ale musiałam to w sobie wyłączać, bo trudno jest pełnić dwie funkcje jednocześnie. Myślę jednak, że reżyseria bardzo pomogła mi w pracy nad tym filmem. Czerpałam z obu tych „podwórek” i wiele się nauczyłam.

Chciałam was zapytać o plan zdjęciowy w Ukrainie. Moja znajoma niedawno tam wróciła i byłam w szoku, jak normalnie to życie tam wygląda. Miałyście podobny dysonans?

Karolina: Tak, szczególnie że przed wyjazdem bardzo się bałam. Wydawało mi się, że tam będzie naprawdę niebezpiecznie, że sytuacja jest zawieszona w jakimś ciągłym napięciu. A tymczasem, gdy tylko przekroczyliśmy granicę, zobaczyliśmy ludzi, którzy normalnie funkcjonują – chodzą na zakupy, odpoczywają nad rzeką, pracują. Myślę, że to naturalne, że w takiej sytuacji pewne progi się przesuwają. Ludzie instynktownie zwracają się ku życiu, bo nie można być w ciągłym strachu i napięciu. Czegoś trzeba się złapać. My też w wolnym czasie chodziłyśmy na plażę, zwiedzałyśmy miasto. Diana była w teatrze na spektaklu.

A zdarzyło się, że musiałyście przerwać zdjęcia przez sytuację zagrożenia?

Karolina: Tak, ale byliśmy na to przygotowani. Pamiętam, że w ukraińskie Święto Niepodległości musieliśmy zmienić lokację – pierwotnie mieliśmy mieć zdjęcia w Kijowie, ale uznano, że ta data może sprowokować jakieś niebezpieczne zdarzenia, więc przenieśliśmy się poza miasto.

W filmie jest też bardzo intensywna scena napaści seksualnej. Czy była ona kręcona w jednym ujęciu, bez cięć?

Diana: Nie było cięć w środku sceny, ale mieliśmy duble. To bardzo długa scena, więc naturalnie jest później montowana. 

Karolina: Zrobiliśmy ją tyle razy, ile to było konieczne i więcej tego nie powtarzaliśmy. Później już była część sceny w szopie. 

To musiało być trudne doświadczenie – zarówno technicznie, jak i emocjonalnie. Jak przygotowywałyście się do tej sceny? Czy miałyście wsparcie na planie?

Karolina: Nie miałyśmy nikogo do pomocy przy tej scenie, ale przygotowywałyśmy się wcześniej, rozmawiałyśmy z reżyserem i z chłopakami, którzy z nami to grali. Paradoksalnie, ta scena była dla nich chyba trudniejsza niż dla nas. Ze względu na swoje osobiste doświadczenia związane z wojną, mieli duży opór przed graniem oprawców.

Diana: W ogóle w tamtym czasie trudno było znaleźć aktorów, którzy zgodziliby się zagrać Rosjan. Ci, którzy się zgodzili, zrobili to głównie dlatego, że poprosił ich o to ich przyjaciel, który zajmował się castingiem. Ale i tak czuli wewnętrzny opór. Szczerze mówiąc, w czasie kręcenia tej sceny bardziej skupiałam się na tym, że to oni czują się niekomfortowo. Po „stop” chciałyśmy się nimi zaopiekować, czy wszystko jest w porządku. To czyściło nas z emocji, bo byłyśmy skupione na czymś innym. 

Karolina: Dla mnie wyzwaniem było to, że mój partner w scenie bardzo się bał, żeby mnie za mocno nie złapać. Musieliśmy więc ustalić pewne chwyty, które pozwalały mi grać siłę – na przykład to ja musiałam bardziej napierać w próbie wyrwania się, bo on bał się, że może mnie zranić.

Jak to było, gdy wróciłyście do Polski po zakończeniu zdjęć? Jak odnajdywałyście się z powrotem w swoim bezpiecznym, codziennym życiu po tak intensywnych emocjach i wymagającym planie w Ukrainie? Zwłaszcza że miałyście tak mało czasu na przygotowanie, skoro castingi odbyły się zaledwie kilka dni przed wyjazdem. Jak łapałyście oddech?

Diana: Ja bardzo chciałam wracać, tęskniłam za bliskimi. Byliśmy tam chyba trzy tygodnie, więc naprawdę czekałam na ten powrót. Myślę, że przez kilka dni nie mogłam się przestawić, bo nagle znalazłam się w miejscu, gdzie było bezpiecznie, gdzie nie słychać było alarmów. Przez pierwsze dni miałam sporo refleksji, ale tęsknota sprawiała, że cieszyłam się z powrotu.

Karolina: Ja też bardzo tęskniłam, ale kiedy wróciłam, przez długi czas byłam myślami tam. Ciężko mi było się przestawić i osadzić z powrotem w miejscu, gdzie wszystko jest spokojne, gdzie nic się nie dzieje, a moje codzienne sprawy sprowadzają się do zakupów czy gotowania. Na szczęście, kiedy wróciłam, miałam zdjęcia do filmu Comme des cowboys Julii Sadowskiej. Rozmawiałyśmy wtedy o tym, że jestem w jakimś dziwnym stanie, że nie mogę oddzielić się od tych myśli, więc zdecydowałyśmy się to wykorzystać w pracy nad rolą, co na pewno mi pomogło.

Właśnie chciałam zapytać, czy po powrocie od razu weszłyście w nowe projekty i czy doświadczenie z Dwóch sióstr jakoś w was zostało, czy może miałyście czas na chwilę spokoju – na zakupy, gotowanie, życie takim zwykłym, codziennym rytmem.

Karolina: Ja miałam tak, że dosłownie wysiadłam z samochodu po podróży z Kijowa i dwie godziny później miałam już przymiarki do filmu Julki. Ale to był przyjemny plan – były konie, atmosfera wręcz terapeutyczna. A moja bohaterka znajdowała się w stanie emocjonalnego zawieszenia, więc mogłam to w pracy wykorzystać. To pozwoliło mi powoli jakoś przejść przez ten proces.

Co zostało w was po tej pracy? Czego się dowiedziałyście – może o sobie, o świecie, o innych ludziach?

Diana: Myślę, że przekonałam się, że wielu rzeczy się nie boję i że potrafię pracować w naprawdę trudnych warunkach. To chyba najważniejsze odkrycie. A poza takim osobistym aspektem – to był mój pierwszy raz w Kijowie i w tych innych miasteczkach. Bardzo mi się tam spodobało i chciałabym kiedyś wrócić, może nawet zrealizować jakiś zupełnie inny projekt. Mam nadzieję, że będzie to możliwe, choć patrząc na to, co się teraz dzieje, trudno to przewidzieć. Ale czuję, że mamy z Ukraińcami wiele wspólnego, dobrze się rozumiemy – jesteśmy sąsiadami, więc to naturalne. Dużo o tym myślałam, szczególnie kiedy rozmawiałam z ukraińskimi aktorami albo byłam na spektaklu kolegi w teatrze w Kijowie. Obserwowałam ich pracę i pomyślałam, że byłoby wspaniale jeszcze kiedyś z nimi coś stworzyć.

Karolina: Mam podobne refleksje. Na pewno dowiedziałam się o sobie, że jestem w stanie sprostać wyzwaniom, których się nawet nie spodziewam, i że potrafię pokonać swoje lęki. Poza tym – może to zabrzmi oczywiście, ale tam uderzyło mnie to ze zdwojoną siłą – że najważniejsze są ludzie i relacje, i że trzeba o nie dbać, nie odkładać tego w czasie. Nie chcę, żeby to zabrzmiało banalnie, ale poczułam tam, jak ulotne jest życie i jak łatwo mogą pojawić się zagrożenia, których się nie spodziewamy. Trzeba doceniać naszych bliskich i dbać o nich. 

Dwie siostry to nie jedyny projekt o którym chciałam z wami porozmawiać. Realizujecie też inne ciekawe produkcje, a niektóre czekają na swoją premierę. Na przykład serial Krew z krwi, o którym – jak słyszałam – nie możesz za dużo powiedzieć.

Karolina: Nie mogę.

Pewne jest to, że Karolina tam gra (śmiech).

Karolina: Tak, to mogę powiedzieć. Gram w trzecim sezonie serialu Krew z krwi (śmiech).

Czekaliśmy na ten sezon naprawdę długo. Dołączyłaś do ekipy, prawda? Bo wracają aktorzy z poprzednich sezonów.

Karolina: Tak, dołączyłam. Gram Ninę. Na pewno mogę powiedzieć, że oglądałam ten serial te naście lat temu i bardzo mi się podobał. Już wtedy marzyłam, żeby znaleźć się w takiej obsadzie. To była dla mnie wspaniała przygoda. Uwielbiam kryminalne i mafijne klimaty, więc bardzo się cieszę, że mogłam spróbować swoich sił w takim projekcie.

Premiera już zaraz, wiosną. A jak wyglądało dołączenie do obsady, która już od lat znała się i grała razem? Przyjęli cię ciepło na planie?

Karolina: Na szczęście tak! W ogóle mój pierwszy dzień zdjęciowy pokrył się z tym, że moja postać właśnie dołącza do fabuły i jest przedstawiana innym bohaterom. To było świetne, bo mogłam naturalnie wejść w tę historię. Poza tym to był naprawdę bardzo miły plan.

Diana, a ty chciałabyś nakręcić jakiś kryminał?

Diana: Nie. W kryminale mogłabym zagrać, ale niekoniecznie go reżyserować. Jeśli chodzi o moje reżyserskie zapędy, to bardziej interesują mnie thriller psychologiczny, dramat psychologiczny albo czarna komedia. To są gatunki, które mnie fascynują. Grać mogę wszędzie, bo rola to rola, bierzesz swoją część i jesteś odpowiedzialny za swój mały kawałek.

A nad czym pracujesz w kontekście reżyserii i scenariusza? Jesteś przecież reżyserką z dyplomem Gdyńskiej Szkoły Filmowej.

Diana: W Polsce brakuje scenariuszy, więc wielu reżyserów – szczególnie na początku kariery, gdy nie mają jeszcze finansowania – musi pisać je samodzielnie. Staram się obecnie tworzyć dwa pełnometrażowe scenariusze równolegle. W jednym z nich chciałabym zagrać główną rolę, więc piszę ją z myślą o sobie. Nie wiem jeszcze, czy sama będę reżyserować ten projekt, czy oddam go komuś innemu – raczej skłaniam się ku drugiej opcji, bo trudno jest łączyć te dwie funkcje. Poza tym pracuję w teamie nad scenariuszem serialu – to czarna komedia, którą piszemy w trzy osoby. Jesteśmy na początku drogi, na razie bez producenta, ale aktywnie go poszukujemy. To bardzo ciekawy projekt, który odkryłam podczas pitchingu organizowanego przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich. Zainteresowała mnie prezentacja jednej z uczestniczek, odezwałam się do niej, a do naszego zespołu dołączył jeszcze jeden reżyser. Teraz wspólnie rozwijamy ten pomysł i jestem tym bardzo podekscytowana, bo zapowiada się świetnie!

Czy masz swoją teorię lub informacje na temat sytuacji ze scenariuszami w Polsce? Czy to problem specyficzny dla naszego kraju, czy może ogólnoświatowy trend w kinie i kulturze, że scenariusz trochę kuleje? To przecież najważniejszy element filmu, prawda?

Diana: Tak, scenariusz jest absolutnie kluczowy.

Co więc jest z nim nie tak? Trudno mi uwierzyć, że nie mamy ludzi, którzy potrafią świetnie pisać.

Diana: Mamy ludzi, którzy świetnie piszą. Mogę oczywiście mówić tylko na podstawie tego, co widziałam i słyszałam do tej pory – między innymi w naszym stowarzyszeniu. I jak to zwykle bywa, jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Brak funduszy na scenariusze to ogromny problem w Polsce. Nie wiem, jak wygląda sytuacja na świecie, ale tutaj scenariusze są wiecznie niedofinansowane. Scenarzyści często się spieszą, bo muszą oddać tekst jak najszybciej – po prostu dlatego, że już wydali pieniądze z zaliczki i muszą pisać kolejny projekt, żeby zarobić. W efekcie pierwszy scenariusz często nie jest jeszcze dopracowany, ale nie mają wyboru – muszą iść dalej. Oczywiście toczy się wiele rozmów „na górze” o tym, jak tę sytuację zmienić. W ostatnich latach pojawiło się sporo inicjatyw, takich jak Atelier Scenariuszowe. Producenci – w tym przypadku chociażby Joanna Szymańska – zaczęli dostrzegać, że takie programy są konieczne, by scenariusze mogły się rozwijać. Sama brałam udział w takim atelier, więc wiem, jak to wygląda od środka. Zmiany zachodzą, ale bardzo powoli. Wciąż potrzeba większej świadomości, że scenariusz wymaga czasu i odpowiedniego finansowania – a scenarzystom po prostu trzeba za ten czas uczciwie zapłacić. Tak mi się wydaje.

Z perspektywy aktorek – trafił wam się ostatnio jakiś scenariusz, który sprawił, że pomyślałyście: „Wow, to jest naprawdę dobre”?

Karolina:Tak! Emi Buchwald – Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej. Gdy tylko przeczytałam, serce zabiło mi mocniej i od razu pomyślałam: „Chcę w tym grać!”

Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej to pełnometrażowy debiut Emi Buchwald. Poza scenariuszem, co w tym projekcie tak cię urzekło?

Karolina: Na pewno obsada. Już na etapie castingu czuć było niesamowitą chemię między nami. To film o czwórce rodzeństwa i od początku wiedziałam, że chcę pracować z tymi ludźmi. Wszyscy czuliśmy się swobodnie. Przy tym filmie pracowali głównie młodzi ludzie i to była super wymiana energii. Mieliśmy próby, które trwały naprawdę długo, co rzadko się zdarza. Spotykaliśmy się, czytaliśmy scenariusz i dużo rozmawialiśmy – tak jak robiłyśmy to z Dianą przy Dwóch siostrach. Spotykaliśmy się z Emi, Bartkiem Deklawą, Tymkiem Rożynkiem, Izą Dudziak. Wszystko w tym filmie jest wspaniałe – od kostiumów Hanki Podrazy po całą ekipę. Ten zestaw ludzki był tak wspaniały, że wszyscy żałowaliśmy, gdy zdjęcia się skończyły. 

Czy możesz nam chociaż odrobinę zdradzić, o czym opowiada ta historia? Wiadomo, że to opowieść o rodzeństwie, a z tego, co wiem, grasz najstarszą siostrę.

Karolina: Tak, gram najstarszą siostrę, Janę. Jana jest w momencie, w którym właśnie przygotowuje swoją pierwszą wystawę – została do tego zaproszona, co jest dla niej ogromnym sukcesem i bardzo ważnym wydarzeniem. Każde z czworga rodzeństwa wchodzi w dorosłość i mierzy się z własnymi problemami. Dodatkowo ich relacja jest niezwykle bliska, więc muszą znaleźć sobie trochę przestrzenie, przy zachowaniu tej wspólnej. Dla mnie to trochę opowieść o wchodzeniu w dorosłość, o tym, jak stopniowo „wychodzimy” z rodziny – nie w sensie odcinania się, ale raczej w odnajdywaniu swoich granic. To także historia o tym, jak nauczyć się akceptować, że nasze rodzeństwo ma swoje życie. Wydaje nam się, że wiemy najlepiej, co powinni zrobić inni, ale trzeba dać każdemu żyć swoim życiem. 

Twoja mama prowadzi rodzinny dom dziecka, więc wyobrażam sobie, że wiele empatii, którą wniosłaś do tej roli, mogło wynikać właśnie z tego doświadczenia. Czy faktycznie tak było, czy raczej oddzielasz te sprawy grubą kreską?

Karolina: Mam dwoje rodzeństwa i jestem najstarsza, ale moja mama zajęła się prowadzeniem rodzinnego domu dziecka, gdy miałam już około 20–25 lat. Wiedziałam, że zawsze chciała pracować z dziećmi. Na pewno sposób, w jaki mnie wychowała, wpłynął na moją emocjonalność i rozwiniętą empatię, ale nie powiedziałabym, że bezpośrednio czerpałam z tego przy pracy nad rolą. Natomiast bardzo się cieszę, że moja mama robi to, co chce, że to jest jej pasja – jestem z niej dumna.

A czy realizujecie się obecnie w tym, co chcecie robić? Czy macie jeszcze jakieś zawodowe marzenia, których nie udało się spełnić? Apetyt na pewno macie, ale czy teraz czujecie, że robicie to, co chcecie robić?

Diana: Zawsze jest na coś apetyt. Ostatnio zaczęłam tęsknić za językiem angielskim – chciałabym zagrać coś po angielsku. Nawet rozważałam wyjazd na jakieś warsztaty za granicę, żeby się rozgadać. Praca w Ukrainie – a wciąż jestem w kontakcie z ludźmi z naszej ekipy – pokazała mi, jak fajnie jest pracować międzynarodowo. Nie chcę się zamykać tylko na Polskę, chciałabym spróbować czegoś za granicą, ale wiadomo, że to trudne. Na razie to takie marzenie.

Karolina: Ja mam duży apetyt, ale jednocześnie cieszę się z miejsca, w którym jestem. Oczywiście czekam na kolejne wyzwania i zobaczymy, co przyniesie przyszłość!

Na koniec – czy ostatnio coś w kulturze szczególnie was zachwyciło?

Karolina: Ja obejrzałam The Brutalist. To po prostu coś niesamowitego. Adrien Brody jest fenomenalny.

Diana: Widziałam ostatnio Balkoniary. To lżejsze kino, ale bardzo mi się podobało, więc polecam! Z teatru mogę polecić spektakl Kasi Minkowskiej Kiedy stopnieje śnieg w TR. Jej poprzedni spektakl, Mój rok relaksu i odpoczynku w Teatrze Dramatycznym, też był świetny. Kasia jest po scenografii, co widać w jej spektaklach – wszystko jest doskonale zespolone.

Tekst: Julia Trojanowska

Fot. Adam Polański

Reklama

Dekonstrukcja Love Is Blind | Anywhere Niekulturalnie

Kuba i Kasia (Zwierz Popkulturalny) używają wszystkich trudnych słów jakie znają, by przeprowadzić meta-analizę Love is blind za pomocą derridiańskiej dekonstrukcji i pseudointelektualizmu. A, no i gadają też o Oku Behemota Jacka Dukaja. Ale – Love is Blind. Blind is Blind. Danny Blind. Wszystko jasne.

Dopamina Bogini Motywacji | Dawka Krytyczna

Julia Trojanowska i Sylwia Pilch w rozmowie na temat dopaminy. Bogini motywacji, a nie przyjemności – wokół dopaminy powstało wiele mitów. Sylwia i Julia w 3 odcinku dawki krytycznej pochylają się nad dopaminą – nad jej działaniem, wpływem na nasze życie, mitami i tym, jak social media i współcześni społeczeństwo wykorzystuje jej mechanizmy.