Dziwne obrazki, które robią dziwnie w głowie… i podoba mi się to! Recenzja „Dziwnych obrazków” Uketsu

KAROLINA KOŁODZIEJCZYK

DZIWNE_OBRAZKIpng Duży

Czego spodziewać się po książce autorstwa anonimowego, japońskiego YouTubera? Uketsu to pandemiczny fenomen pozbawiony prawdziwego imienia, nazwiska, płci, wieku czy nawet głosu – bo zasłynął mrocznymi filmikami tworzonym za pomocą syntetyzatora głosu właśnie. Cała ta otoczka dodaje oczywiście smaczku dwóm książkom, które wydał. Tym razem sprawdzam najnowszą z nich, czyli „Dziwne obrazki”. 

Punkt wyjściowy powieści reklamowej jako „japoński fenomen kryminalny” wydaje się dość prosty: dwójka studentów natrafia na tajemniczego bloga, który zdaje się kryć jakąś zagadkę. I właściwie tyle mogę zdradzić z fabuły – cała reszta byłaby okropny spoilerem, bo w „Dziwnych obrazkach” najbardziej satysfakcjonujące jest to stopniowe odkrywanie kolejnych elementów układanki.


Reklama

Dwie rzeczy wyróżniają ten tytuł spośród typowych kryminałów. Po pierwsze, nie mamy tu klasycznego schematu, czyli: przestępstwo – policyjne śledztwo – kara/rozwiązanie sprawy. Narracja jest nielinearna, przez co momentami możemy poczuć chaos, ale gdy już połączymy kropki, wszystko zaczyna do siebie pasować. Drugi aspekt to tytułowe obrazki. Dziwne obrazki. Obrazki, które nie są tym, czym się wydają na pierwszy rzut oka. Zmuszają do myślenia, a czasem do wywrócenia wszystkiego do góry nogami. To właśnie one posuwają fabułę do przodu, oddając hołd prawdziwej, detektywistycznej dedukcji niczym wprost wyjętej z Sherlocka Holmesa. A my możemy je analizować razem z bohaterami dzięki licznym ilustracjom. 

I tutaj dochodzimy do momentu, w którym naprawdę bardzo chciałabym omówić pewne rozwiązania fabularne i idące za nimi moralne rozterki, ale równie bardzo nie chcę wam zepsuć czytania. Dlatego zamiast tego opowiem wam, co czułam wraz z kolejnym stronami.

Na początku – zaciekawienie połączone z delikatnym znużeniem. Jak to często bywa w literaturze japońskiej – fabuła nie pędzi do przodu, a raczej dumnie i powolnie kroczy. Zawsze muszę na nowo przyzwyczajać się do tego stylu narracji, ale w końcu wpadam przy lekturze w półmedytacyjny stan, zanurzając się w wykreowanym przez autora świecie. Co dalej? Akcja zaczyna się zagęszczać, wiemy coraz więcej, ale pojawia się też naturalnie więcej pytań. Trup się ściele, a ja czuję satysfakcję z dokładania kolejnych puzzli w tej opowieści. I wreszcie, co nieco mnie zaskakuje, przechodzę do moralnych rozterek. Zastanawiam się nad pojęciami resocjalizacji, nad macierzyńską miłością, nad cichym cierpieniem. Słowa, które szczególnie do mnie trafiają, brzmią: „Postawieni wobec prawdziwego smutku, ludzie tracą zdolność ronienia łez”. W tym momencie czuję więcej, niż powinnam czuć przy czytaniu zwykłego kryminału i to chyba jest moja ulubiona rzecz w tej pozycji. 

Bo może i „Dziwne obrazki” nie zmienią waszego życia, ale, no właśnie, mogą wam zrobić dziwnie w głowę. Ale spokojnie, to dobrze. W końcu gdy po lekturze musicie sobie coś sami domyśleć, a pewne tematy zaczynają was uwierać – to znaczy, że książka działa. Że czytanie działa. I tak oto i ja dołączam do grona czekających na kolejną powieść Uketsu!

Fot. Mira Kępińska

https://www.instagram.com/mira_kepinska?igsh=ZW4wZjNxZDYyY2d0

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE