Pustka w głowie, pod palcami… czyli jak pisać, kiedy nie wiesz, co pisać…

Dagmara Małgorzata

zycie-na-freelansie

Siedzę i gapię się w pustą kartkę i nic, nic, zero. Ani jedno słowo nie chce skapnąć z głowy, z końcówek palców, nic. Pustka słowna, umysłowa, intelektualna, pustynia. Przecież tyle się dzieje, ciągle ktoś krzyczy, że ład/nieład, że trener/już nie trener, że jechał po promilach, że jechał za wolno/za szybko, że jechać nie powinien, że uciekli, że biją, że nie wpuszczają, że pieniądze rozdają.

U mnie dalej pustka.

Nic.


Reklama

Nie wiem, co napisać.

Termin tekstu na jutro.

Dla freelancera to w chu…, oj przepraszam, to dużo czasu, zwłaszcza że, zdarzają się zlecenia na wczoraj, bo ktoś zawalił, bo samemu się zaspało.

Przychodzi zlecenie, zleceniodawca – człowiek z pieniędzmi, który za potok słów zapłaci, mój bogin i choć myśl o środkach wpływających na konto przywołuje uśmiech, to kartka nadal jest pusta. Ani w lewo, ani w prawo, ani pieprzony złoty środek nic, zero, null.

Jak to możliwe?

I tu, zanim przejdę do odpowiedzi na pytanie „Jak to możliwe?” to nadmienię, że w byciu na freelansie (może jakoś utoczę ten tekst, jak żuk gnojarz, o ile ten zryw zdaniowy nie okaże się tylko rozdarciem szat) stanowi praktyka. Nie ma znaczenia, czy masz dla kogo pisać za pieniądze, po prostu musisz codziennie pisać/tworzyć/szukać/czytać/oglądać/czerpać garściami i robić notatki.

Przy pisaniu czy przy jakimkolwiek innym wolnym zajęciu, nie ma znaczenia, czy właśnie spłynęła na Ciebie wena, czy suka zaszyła się tak głęboko w mysiej dziurze, że nawet największy i najbardziej śmierdzący kawał sera jej stamtąd nie wyciągnie. Możesz wierzyć, że wena przyjdzie, gdy już zaczniesz działać, możesz wierzyć, że po drugim kieliszku wina (z autopsji, wiem, że pisanie przy lampce wina przez 400 dni sprawia, że można porannie, zamiast nastawienia czajnika, wkurzać się, że nie ma w domu ani kropli napoju bogów, nie ma nawet pieprzonej herbaty w torebkach, bo człowiek kiedyś w porywie szaleństwa i nie picia herbaty zakupił liściastą, a kto chce się z jakimiś paprochami użerać rano o… 11:40). Wszystko z umiarem. Wracając do głównego nurtu, czyli weny, nie czekaj na nią, siadaj i działaj, w określonych godzinach, codziennie, bez względu na to, czy ochota jest, czy jej nie ma, czy jest zlecenie, czy go nie ma. Nie zarywaj nocek, bo przecież jakoś się wszystko ogarnie, noc ma sporo godzin, artyści tworzą nocą blablabla. Nie jesteś artystą, jesteś człowiekiem, któremu zamarzyła się wolność w prawdziwej dżungli. Najpierw wyrób sobie prawidłowe nawyki. Stwórz rytm dnia, który będzie trochę uwierał, bo zlecenie zrobione, bo kasa przyszła i teraz możesz mieć dwa tygodnie laby, ba, możesz sobie bilet kupić gdzieś tam, polecieć i sobie pozwiedzać. Super. Tak, to właśnie jest super, ale pamiętaj, że o ile raz na jakiś czas każdy potrzebuje odsapnąć od codziennej rutyny, o tyle ty jako człowiek na freelansie, człowiek kreatywny powinieneś pamiętać o tym, żeby tworzyć codziennie. Zbyt częste odpuszczanie, bo nie masz nad sobą bata, to problem, który nie powinien dosięgnąć człowieka chcącego zarabiać na freelansie.

Oczywiście część osób stwierdzi, że przecież człowiek wszystko zbiera, a każdy freelancer to odkurzacz. Pochłania wszystko, a potem się z niego ulewa. Coś w tym jest, ale systematyczność jest po prostu sprawdzoną opcją. Częste wyjazdy zaplanuj pod kątem tego, by codziennie znaleźć dwie/trzy godziny na pisanie, tworzenie i notowanie tego, co przychodzi do głowy. To, co jest super pomysłem dziś, jutro będzie zapomniane. Potem pusta kartka będzie denerwowała do tego stopnia, że będziesz żałował mieszkania jedynie na drugim piętrze, bo skok co najwyżej może cię trochę poturbować. Lepiej mieć  notes i zapiski – coś, co faktycznie pomoże ruszyć z kopyta.

Jak to możliwe, że pusta kartka się pojawia?

Wreszcie docieram do odpowiedzi na to pytanie. Otóż po pierwsze, każdy jest człowiekiem, po drugie systematyczność nie zaistniała w krwiobiegu, a po trzecie… praca w czterech ścianach solo potrafi nieźle dać w kość, nawet introwertykom. Owszem, czasem coś musisz z kimś skonsultować, podziałać na kamerze, podzwonić, posprawdzać. W pisaniu jednak (w innych wolnych działaniach też) zazwyczaj jesteś sam. Dlatego pusta kartka raz na jakiś czas się pojawi, nawet jeżeli będziesz miał pierdyliard notatników. Nie załamuj się, spokojnie, dasz radę, chyba, że przy każdym zleceniu czujesz nóż na gardle, chcesz uciec, gdzie pieprz rośnie i nie rozumiesz, dlaczego zrezygnowałaś z etatu. W takiej sytuacji weź głęboki oddech i zrezygnuj z freelansu. Pamiętaj, że bycie freelancerem to bardziej rozkoszne mrowienie niż osaczająca panika, bo nie wiesz, co jutro włożysz do garnka.

Nurkowanie to Twoja specjalność

A jeśli nie, to czym prędzej to zmień. Zanurkuj w sieci, nawet jeśli nie jesteś wyśmienitym pływakiem. Chcąc żyć na freelansie, musisz się tego nauczyć. Najpierw nurkuj bez celu. Teraz zacznij nurkować z jakąś konkretną myślą. Internet to pochłaniacz czasu, warto żebyś miał cel. Wyznacz sobie też czas na sprawdzanie głębin. To idealna inspiracja, świetny sposób na zapchanie głowy wszystkim, czym tylko się da. W końcu czara goryczy, czy tam czara wieści, spojrzeń, pomysłów się przeleje i usiądziesz przed pustą kartką z własnym pomysłem.

Uważaj na mielizny i góry lodowe. Pułapek w sieci jest mnóstwo. Internet jest najlepszym miejscem szukania zleceń dla freelancera, ale… nie wszystkie zlecenia, na które trafisz okażą się faktycznie łakomym kąskiem. Nie powinieneś też wybrzydzać. Znajdź swój własny złoty środek. Pewnie trochę to potrwa, ale się uda. Czasem weźmiesz na siebie za dużo, a czasem będziesz się zastanawiał, czemu nie zgarnąłeś kolejnego zlecenia – cóż człowieku, ucz się na tym materiale, z którym pracujesz i z każdym kolejnym miesiącem będzie lepiej. Wyszukaj opinii o platformach, na których można znaleźć zlecenia i zleceniodawców. Poszukaj nie tylko pracy przy projektach, ale też pracy stałej i działaj.

Sam też możesz odezwać się do twórców/firm, których działania cię inspirują i zaproponować współpracę. Nie muszą pisać, że kogoś szukają. Jeśli ich lubisz i chcesz dla nich pisać, to daj im znać. Być może nawiążą współpracę, a jeśli wykażesz zaangażowanie, to nawet zapłacą. Z dobrym flow to nie praca, a czysta przyjemność.

Ważna sprawa – nie zawsze to co robisz będzie podpisane twoim nazwiskiem. I teraz opcje są dwie: chcesz, żeby coś było podpisane twoim nazwiskiem – czasem będziesz musiał zrobić coś za grosze. Chcesz zarobić dobry pieniądz, prędzej go zarobisz działając na zapleczu, współtworząc coś – wtedy nie zawsze twe nazwisko będzie widoczne. Oczywiście wszystko zależy od umowy którą podpiszesz. Bądź czujny i wyważ, czy chcesz robić super rzeczy, czy może tworzyć swoją markę, czyli stawiać na nazwisko. Oczywiście jedno drugiego nie wyklucza, tylko na początku może się to wydawać trudne do pogodzenia, ale spokojnie, z czasem będzie łatwiej.

Po prostu próbuj

Może się okazać, że zainspirujesz się czymś w sieci za bardzo, odpłyniesz na dzień lub dwa i dotrzesz do końca internetów, ktoś skomentuje negatywnie to co robisz, dowiesz się, że ta praca to za pół darmo itd. Nurkując w sieci musisz wiedzieć, kiedy się zatrzymać. Nie kopiuj bez podania źródła, nie wykłócaj się o to, że miałeś dobry pomysł i firma go sknociła, idź dalej. Tak to jest na freelansie, że zaczyna się od pustej kartki, a potem tworzy się coś wyjątkowego. Z czasem oddajesz ludziom swoją twórczość, a to jaki będzie odbiór, to zupełnie inna para kaloszy. Na 100 osób 30 stwierdzi to, co sam myślałeś tworząc, 10 nie zrozumie nic, 10 będzie krzyczało, że to gówno, a reszcie będzie obojętne to, co zrobiłeś.

Sprawdzenie słupków, statystyki odbioru ma znaczenie, ale tylko w kontekście tego, by wiedzieć, co należy poprawić w swojej pracy. Feedback jest ważny, ale najważniejsze jest to, czy klient był zadowolony. Cóż, publika i odbiorcy nie zawsze będą klepać po pleckach. Klienci mogą domagać się poprawek, a nawet zmianę koncepcji działania o 180 stopni. Miej to na uwadze zanim zaczniesz płakać, bo ktoś z konta Zenek XYZ123 napisał: Gówno.

Po zleceniu warto dać sobie chwilę na sprawdzenie wszystkiego i wyciągnięcie wniosków. Potem powinieneś już myśleć o tym, co zrobić, by ponownie nie siedzieć zbyt długo nad pustą kartką. Zrób tak, żeby pomysły przychodziły do Ciebie niczym młodzi ludzie ustawiający się w kolejce, bo Ekipa znowu coś rzuciła do sklepów.

A Ty jak często zderzałaś się z pustą kartką, a może w ogóle ta kwestia jest Ci obca?

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE

Kosmetyki do opalania – jak wybrać je dobrze, by chronić skórę i cieszyć się słońcem?

Wraz z nadejściem cieplejszych, wiosennych i letnich dni coraz więcej czasu spędza się na spacerach, w ogrodzie, podczas wyjazdów i aktywności na świeżym powietrzu, dlatego ochrona skóry przed promieniowaniem UV staje się ważnym elementem codziennej pielęgnacji. Właśnie wtedy kosmetyki do opalania przestają być wyłącznie dodatkiem do wakacyjnej torby, a zaczynają pełnić rolę świadomie wybieranego wsparcia, które pomaga ograniczać ryzyko oparzeń, fotostarzenia i dyskomfortu związanego z nadmierną ekspozycją na słońce.