Raphael Bob-Waksberg o miłości – najlepszej i najgorszej rzeczy we wszechświecie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Który z bohaterów książki „Someone, who will love you…” jest Panu bliski? Którego Pan nienawidzi?

Nie mogę nienawidzić żadnego z moich bohaterów, ponieważ oni wszyscy są ludźmi i starają się, jak mogą. Niektórzy popełniają błędy, inni nadal próbują dowiedzieć się, kim mają być. Wielu z nich jest zagubionych. Większość jednak pogubiła się w sposób, w jaki ja też błądziłem. I nic w tym dziwnego; w końcu narodzili się w mojej głowie! Może jednak niektórzy czytelnicy będą w stanie rozpoznać w nich własne rozterki i się z nimi utożsamić.

Pańskie opowiadania są, krótko mówiąc, o miłości. Co jeszcze je łączy?

Wszystkie zostały napisane przeze mnie! I wszystkie zostały pięknie przetłumaczone przez panią Monikę Skowron! I wszystkie są bardzo dobre!

Które z opowiadań było dla Pana najtrudniejsze? Dlaczego?

Niekoniecznie najtrudniejsze, ale opowiadanie o naukowcu, który trafia do przeciwnego świata i spotyka tam przeciwieństwo swojej żony, zajęło mi najwięcej czasu i przeszło najwięcej poprawek. Zdarza się, że piszesz opowiadanie i nawet nie zdajesz sobie sprawy, o czym ono tak właściwie jest, do momentu gdy przerabiasz je ósmy raz. Tak właśnie było w tym przypadku. Historia była dla mnie ciekawa, ale z początku nie wiedziałem dlaczego. Kiedy przeczytałem ją po jakimś czasie, zauważyłem drobny szczegół, który mógł się w niej znaleźć przypadkowo i który nagle stał się kluczem do całej historii. Przepisałem opowiadanie, skupiając się bardziej na tym szczególe, i kontekst nabrał sensu.

W swoich tekstach eksperymentuje Pan z formą – pisze Pan wierszem, staje się psem, kobietą, mężczyzną. Co było największym wyzwaniem?

Największym wyzwaniem było nieeksperymentowanie z formą. Jedna z historii opowiada o nastolatce, która jedzie na wycieczkę do Meksyku z rodzicami i przyrodnim bratem. Nie ma tam drugiego dna; to po prostu historia o dziewczynie, która zaczyna postrzegać siebie i swoją rodzinę w inny sposób. Obawiałem się, czy nie wyda się ona zabawna na tle znacznie większych, dziwniejszych opowiadań w zbiorze, ale niektórzy czytelnicy mówili, że właśnie ta historia podobała im się najbardziej.

Czy któreś z opowiadań spotkało się ze szczególnie entuzjastycznym przyjęciem wśród czytelników? Lub szczególnie zaskakującym?

Opinia czytelników zawsze mnie zaskakuje. Wydaje się, że w tym przypadku nie ma jednego faworyta. Mam nadzieję, że zbiór jest na tyle zróżnicowany, że każde z opowiadań będzie dla kogoś tym ulubionym. Zdecydowanie wolałbym osiągnąć taki efekt niż jasno dzielić opowiadania na te najlepsze i najgorsze.

Jakie emocje w związkach międzyludzkich najbardziej Pana inspirują? 

Wiele z opowiadań poświęconych jest uczuciom, które pojawiają się po początkowej fascynacji – w chwili, gdy patrzysz na osobę siedzącą po drugiej stronie stołu, złudzenia pryskają i zastanawiasz się „No dobra, co my tu mamy?”. 

W podziękowaniach napisał Pan o swojej żonie: „Około połowę z tych historii napisałem zanim ją poznałem, a drugą połowę po naszym spotkaniu, i jestem pewny, że gdyby ułożyć je w kolejności, w jakiej zostały napisane, można by dokładnie wskazać chwilę, w której moje serce stało się całością”. W jakim stopniu odnosi się Pan do siebie, a w jakim opiera na obserwacjach doświadczeń innych osób?

Sam chciałbym to wiedzieć! Przedziwna alchemia tworzenia sprawia, że nie zawsze wiem, czy właśnie coś wymyślam czy opisuję swoje przeżycia. Czasem martwię się, że w moich książkach zdradzę o sobie więcej niż bym chciał, ale piękno fikcji polega na tym, że nawet jeśli tak się stanie, nikt poza mną nie będzie wiedział, co tak naprawdę jest o mnie, a co jest zmyślone.

foto: Julie Lake

Reklama