
Są takie miejsca na mapie Polski, których przedstawiać nie trzeba. W przypadku Chatki Puchatka, najsłynniejszego schroniska w Bieszczadach również tak jest. Nawet ci, którzy na Połoninę Wetlińską nigdy nie dotarli, słyszeli zapewne o niewielkiej bazie noclegowej pod wierzchołkiem Hasiakowej Skały i ludziach, którzy się przez nią przewinęli. Teraz, po dwóch latach „nieobecności”, znowu można ją odwiedzić.
Tawerna, Republika Wetlińska, Chatka Puchatka – najwyżej położone i najpopularniejsze bieszczadzkie schronisko kilka razy zmieniało swoją funkcję oraz nazwę. Ta ostatnia, najsłynniejsza i obowiązująca do dzisiaj, już od wielu lat buduje legendę tego miejsca. Legendę trudną i złożoną, bo schronisko nie zawsze cieszyło się dobrą sławą. Na szczęście dla wszystkich turystów, którzy jeszcze nie mieli okazji zatrzymać się w bieszczadzkiej Chatce Puchatka oraz tych, którzy z ogromną przyjemnością chcieliby tam wrócić mamy dobrą wiadomość. Po wyłączeniu z użytku i dwuletnim remoncie, słynne schronisko od końca września tego roku znowu przyjmuje pod swój dach spragnionych odpoczynku wędrowców.

Kilkadziesiąt lat historii
Wszystko zaczęło się już po II wojnie światowej. To właśnie wtedy wybudowano obiekt pod Hasiakową Skałą, który wykorzystywany był wówczas przez Wojska Ochrony Pogranicza jako posterunek obserwacyjny przygranicznej przestrzeni powietrznej. W połowie lat. 50 przeszedł on w ręce rzeszowskiego okręgu PTTK. Dzięki pomocy harcerzy, obiekt funkcjonował jako schron turystyczny pod dwiema nazwami – „Tawerna” oraz „Republika Wetlińska”. Jako całoroczny obiekt turystyczny schronisko zaczęło funkcjonować dopiero w drugiej połowie lat 60. Taką funkcję pełni – z przerwami, w tym także ostatnią, remontową – aż do dzisiaj. Przez te kilkadziesiąt lat, dzięki ludziom z nim związanym, zbudowało swoję legendę.

Od lat 50. przez najwyżej położone w Bieszczadach schronisko przewinęło się tysiące turystów. Jednym z nich był Leonid Teliga, słynny żeglarz oraz pisarz, który w jednym ze swoich reportaży opisał uczucia jakie towarzyszą mu na jego małej łódce gdzieś na środku oceanu, że są „jak ta samotna Chatka Puchatka na Połoninie Wetlińskiej”. Chatka Puchatka przyjęła się i pozostaje nazwą schroniska po dzień dzisiejszy. Do legendy tego miejsca przyczynił się jeszcze jeden człowiek, najsłynniejszy gospodarz pod Hasiakową Skałą – Ludwik „Lutek” Pińczuk. To właśnie on pod koniec lat. 60 zaopiekował się tym miejscem, które przyciągało spragnionych bieszczadzkiego klimatu wędrowców. Warunki nie należały do najprzyjemniejszych – położona w trudno dostępnym miejscu chata nie miała dostępu do wody i energii elektrycznej, ale chyba właśnie na tym polegał jej urok. Najważniejsze było słuchanie opowieści towarzyszów podróży i brzdąkanie gitar w samotni na wysokości ponad 1200 metrów.

Nowe życie starej chatki
Wszystko co dobre jednak kiedyś się kończy – Chatka Puchatka podupadała, a panujące w niej warunki nie zachęcały turystów do zatrzymania się na noc. Dodatkowo toczący się spór własnościowy nie pozwalał na podjęcie konkretnych decyzji co do przyszłości legendarnego schroniska na Połoninie Wetlińskiej. Sytuacja zmieniła się w 2015 roku, kiedy to drogą sądową przyznano opiekę nad obiektem Bieszczadzkiemu Parkowi Narodowemu. Kilka lat później ruszył projekt modernizacji obiektu, a gruntowna przebudowa rozpoczęła się w 2020 roku. Zmieniono wówczas przebieg tamtejszych tras i szlaków.
Na ponowne otwarcie tego kultowego miejsca trzeba było poczekać dwa lata, ale było warto! 24 września oficjalnie przecięto wstęgę, symbolicznie zapraszając tym gestem turystów do odwiedzania przebudowanej Chatki Puchatka. Co się zmieniło? Schronisko nie straciło swojej pierwotnej funkcji ani charakteru – w dalszym ciągu jest całodobowym schronem turystycznym, ale ze wszystkimi potrzebnymi udogodnieniami. Doprowadzono prąd, zainstalowano panele fotowoltaiczne, wybudowano toalety oraz oczyszczalnię ścieków. W Chatce Puchatka znowu można usiąść i odpocząć, więc nie pozostaje nic innego jak wybrać się na jeden ze szlaków prowadzących do kultowego schroniska, wypić w środku ciepłą herbatę i podziwiać widok rozciągający się z Połoniny Wetlińskiej. Kto wie, może uda się nawet usłyszeć jakąś opowieść sprzed wielu lat.


















