Birkin to nie tylko torebka i koszyk. Recenzja książki It Girl

Tekst sponsorowany

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Współcześnie Jane Birkin kojarzy się przede wszystkim z byciem ikoną – z estetyką późnych lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych. Z wiklinowym koszykiem noszonym zamiast torebki, grzywką, białym T-shirtem lub krótkimi sukienkami. To na jej cześć powstała jedna z najsłynniejszych torebek świata – Birkin Bag od Hermèsa. Dziś kojarzy się przede wszystkim z pinterestowymi zdjęciami z okresu młodości, a znacznie mniej osób wie, że zanim stała się ikoną stylu, była aktorką, wokalistką i autorką tekstów.

Choć urodziła się 14 grudnia 1946 roku w Londynie i była Angielką, z czasem stała się symbolem francuskiego stylu. Dla wielu jest wręcz uosobieniem paryskiego szyku – do tego stopnia, że łatwo zapomnieć o jej brytyjskim pochodzeniu.


Reklama

Ja sama od czasów studiów inspirowałam się jej stylem. Nosiłam wiklinowy koszyk, haftowane bluzki i dzwony, również noszę grzywkę, która na pewno jest pokłosiem moich kulturowych doświadczeń. Znałam jej piosenki i filmy, w których grała. Kiedy więc sięgnęłam po It Girl, miałam już w głowie pewien obraz Jane Birkin – zbudowany nie tylko przez fotografie znalezione w internecie. To tam najczęściej pojawia się zwrot „pamiętajcie, że przed Birkin Bag był jeszcze koszyk” – jako sprzeciw wobec kojarzeniu artystki tylko z torebką od luksusowej marki. Paradoksalnie to ta sama pułapka, w której żyła Birkin przez wiele lat zanim udało jej się zbudować siebie poza dzisiejszym określeniem „it girl”.

Od tego punktu wychodzi również autorka książki. Marisa Meltzer – Amerykanka, od lat zafascynowana Paryżem i francuską kulturą, zaczyna od własnych doświadczeń i fascynacji Birkin. Ten osobisty wstęp początkowo sugeruje, że dostaniemy bardziej esej niż klasyczną biografię. Bardzo szybko okazuje się jednak, że to po prostu dobrze udokumentowana historia życia Jane, prowadzona chronologicznie i oparta na dużej liczbie źródeł. Jednocześnie nie jest to biografia skupiona wyłącznie na faktach. Autorkę interesuje przede wszystkim kobieta stojąca za wizerunkiem eterycznej i seksownej zarazem.

To ważne, bo dziś niewiele osób kojarzy dorobek artystyczny Birkin. W pamięci zostało kilka charakterystycznych kadrów z filmu Basen, w którym zagrała u boku Alaina Delona i Romy Schneider, oraz oczywiście piosenka Je t’aime… moi non plus. Tymczasem zagrała w kilkudziesięciu filmach, nagrała kilkanaście albumów i koncertowała niemal do końca życia. Nigdy nie była uznawana za wybitną aktorkę, a jej muzyczna kariera przez lata pozostawała w cieniu Serge’a Gainsbourga. Większą część życia kojarzona była z tym, że jest czyjąś partnerką czy muzą, nie samodzielną artystką.

Nic więc dziwnego, że jednym z najważniejszych wątków książki pozostaje związek Birkin z Sergem Gainsbourgiem. Poznali się w 1968 roku na planie filmu Slogan i przez ponad dekadę tworzyli jedną z najbardziej rozpoznawalnych par francuskiej kultury. To z tego okresu pochodzą zdjęcia, które dziś właściwie zdefiniowały estetykę Jane Birkin, i wspólna piosenka, która wywołała międzynarodowy skandal.

Meltzer nie buduje jednak kolejnej romantycznej legendy. Pokazuje związek pełen zazdrości, emocjonalnych huśtawek, alkoholu i wzajemnego uzależnienia. Gainsbourg był człowiekiem błyskotliwym i niezwykle utalentowanym, ale jednocześnie trudnym i przemocowym partnerem. Jane ostatecznie od niego odeszła, choć do końca jego życia pozostali sobie bliscy. Nadal wykonywała jego utwory podczas koncertów, pielęgnowała pamięć o jego twórczości i wielokrotnie podkreślała, jak ważną postacią był w jej życiu.

Nie był to zresztą jedyny związek opisany w książce. Wcześnie wyszła za mąż za kompozytora Johna Barry’ego, później związała się z Jacques’em Doillonem. Miała trzy córki – Kate Barry, Charlotte Gainsbourg i Lou Doillon. Z kolejnych rozdziałów wyłania się pewien schemat relacji Birkin. Zakochiwała się bardzo szybko i intensywnie, równie mocno potrzebując bliskości. Jednocześnie wybierała partnerów skupionych przede wszystkim na własnej twórczości, często trudnych emocjonalnie. Sama wielokrotnie schodziła na drugi plan.

Książka ma przy tym bardzo anegdotyczny charakter. Obok najważniejszych wydarzeń pojawiają się dziesiątki drobnych historii, które pokazują Birkin od mniej oficjalnej strony. Jako matkę pozwalającą dzieciom uczestniczyć w swoim imprezowym życiu. Jako osobę impulsywną, zakochującą się bez pamięci, czasem naiwną. Jako kobietę obracającą się w świecie artystów, muzyków i aktorów, gdzie granica między pracą, zabawą i autodestrukcją często się zacierała.

Najmocniej wybrzmiewa to w dziennikach, na których w dużej mierze opiera się książka. Birkin prowadziła je niemal przez całe życie. Pisała o pracy, macierzyństwie, zakochaniach, własnym wyglądzie, lękach, ale też o rzeczach zupełnie błahych. Dzięki nim trudno traktować ją wyłącznie jako ikonę stylu. To zapiski osoby autoironicznej, która miała do siebie ogromny dystans. Kiedy ktoś ją krytykował, często sama dopowiadała jeszcze kilka złośliwych uwag pod własnym adresem. Potrafiła być bardzo zabawna, ale niemal przez cały czas między wierszami przebija smutek, a momentami niskie poczucie własnej wartości.

Meltzer wraca do dzieciństwa Birkin i jej rodzinnych relacji, ale nie szuka jednej traumy, która miałaby wszystko wyjaśniać. Nie dostajemy psychologicznych odpowiedzi ani gotowej diagnozy. Zostaje raczej obraz kobiety, która przez całe życie próbuje określić siebie – zarówno jako kobietę, jak i artystkę – oraz zrozumieć, czego właściwie potrzebuje.

Jednocześnie w książce mamy obraz osoby dość melancholijnej, samotnej. Ta melancholia z czasem tylko się pogłębia. W swoich dziennikach Birkin pisała na przykład, że chciałaby nie żyć. Te zapiski pojawiają się na długo przed największymi tragediami, które ją spotkały. Umiera Serge Gainsbourg, z którym mimo rozstania do końca pozostawali sobie bardzo bliscy. Niedługo później odchodzi także jej ojciec. W 1998 roku Birkin dowiaduje się o białaczce. Choroba nie zatrzymuje jej od razu – jeszcze przez ponad dwie dekady koncertuje, nagrywa i pracuje. Największym ciosem okazuje się jednak śmierć najstarszej córki, Kate Barry. 

Po lekturze dużo wyraźniej widać, jak bardzo współczesny obraz Jane Birkin został uproszczony. W pamięci zbiorowej została dziewczyna z grzywką, wiklinowym koszykiem i białym T-shirtem. Tymczasem z kart tej książki wyłania się osoba znacznie bardziej skomplikowana – wesoła i smutna zarazem, niezwykle wrażliwa, poszukująca siebie, spragniona miłości  Starająca się zrzucić wizerunek „muzy”. It Girl nie próbuje odbierać Jane Birkin statusu ikony ani na siłę jej odbrązawiać. Nie przekonuje, że nie była ikoną stylu. Pokazuje jednak, że był to zaledwie jeden z wielu wymiarów jej życia.

Reklama

LA PETITE MORT TO HOŁD DLA LAT 2000 | Martyna Byczkowska i Kaja Zalewska

Karolina Ciesielska w rozmowie z Kają Zalewską i Martyną Byczkowską – reżyserkami “La petite mort” – łączącego dokument, teatr i fikcję. La petite mort podąża za historią Ofelii, która rozszczepia się na dwie osoby podczas surrealistycznego procesu sądowego. Powracamy do archiwów dzieciństwa i kruchego procesu kształtowania się tożsamości w małym miasteczku w Polsce lat 2000.