
Podczas wakacji czy w delegacji, niezależnie od charakteru i celu wyjazdu niezastąpionym kompanem w podróży jest smartfon. Zaczynając od zaplanowania dojazdu na lotnisko przez sprawdzenie prognozy pogody po wysyłanie maili i przeglądanie służbowych dokumentów – aplikacje i funkcje telefonów są nam pomocne na każdym kroku. Do tego, aby z nich korzystać, potrzebny jest jednak dostęp do sieci. Na szczęście znalezienie bezpłatnego Wi-Fi jest coraz łatwiejsze. Na lotniskach, dworcach, a nawet pociągach i autobusach dostępne są publiczne hotspoty. Logując się do otwartej sieci, trzeba być bardzo ostrożnym, by nie wpaść w sidła cyberprzestępców.
Weźmy prosty przykład. Wylatujemy do Azji, gdzie będziemy negocjować kontrakt z potencjalnym partnerem biznesowym. Duża sprawa, duża odpowiedzialność. Powiedzmy, że czekając na przesiadkę, zatrzymujemy się w kawiarni na lotnisku. Łączymy się tam z poziomu telefonu z otwartą siecią Wi-Fi, by przejrzeć pocztę i zrobić przelew. Nagle, przy próbie zapłacenia kartą za kawę dowiadujemy się, że nie mamy środków na koncie. Dzwonią też rozżaleni klienci, którzy otrzymali maila z wezwaniem do zapłaty uregulowanej już przez nich faktury. Jak się później okaże z niewłaściwym numerem konta. Ilu z nich dało się naciągnąć?
Oczywiście jest to ekstremalny przykład konsekwencji tego typu ryzykownych połączeń. Mimo to w zdigitalizowanym świecie trudno jest oprzeć się wrażeniu, że wszędzie czyha na nas niebezpieczeństwo – złośliwe oprogramowanie, phishing (wyłudzanie danych) czy ataki typu „Man in the middle” (przechwycenie przesyłanych informacji). Ryzyko jest zbyt duże, by to tak po prostu zostawić losowi. Przygody podczas podróży są fajne, ale tylko te z happy endem.

Na szczęście są sposoby, by zabezpieczyć się przed tego rodzaju sytuacjami. Podstawa to oczywiście rozwaga i odpowiednio przygotowane urządzenie np. wyposażone w mobilny VPN. Ciekawym rozwiązaniem jest też autorski program BlackBerry – DTEK. Jest to aplikacja, której zadaniem jest sprawdzanie, czy jakakolwiek z zainstalowanych aplikacji nie próbuje uzyskać dodatkowych zgód, czy wykraść jakichś danych z naszego telefonu. Jest to szczególnie przydatne narzędzie choćby ze względu na wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa popularnego w ostatnim czasie programu do postarzania twarzy na zdjęciach. A takich niespodzianek w sklepach z aplikacjami kryje się więcej. DTEK pozwala kontrolować dostęp zainstalowanych programów do danych i na bieżąco monitorować poziom ochrony.
Nowe technologie i postępująca globalizacja otwierają przedsiębiorcom drzwi do zagranicznych rynków. Coraz częściej zdarza się, że nasze biuro jest tam, gdzie służbowy komputer i telefon. Zarządzanie firmą z drugiego końca świata nie stanowi większego problemu np. kiedy aparat fotograficzny w telefonie zastępuje skaner. Zdjęcia dokumentów są nie tylko czytelne, również na wyświetlaczu smartfonu, ale też szyfrowane. Dodatkowo aplikacja Privacy Shade, dostępna w smartfonach BlackBerry ochroni poufne informacje przed ciekawością osób postronnych np. innych pasażerów pociągu. Dzięki niej w zatłoczonych miejscach możemy przyciemnić wyświetlacz, zostawiając czytelny jedynie fragment ekranu, ograniczając tym samym podgląd do całości wyświetlanego dokumentu. Dzięki temu osoba zaglądająca nam przez ramię nie ma możliwości odczytania wrażliwych danych, które aktualnie przeglądamy.
Korzystaniem z urządzeń mobilnych w miejscach publicznych zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem i to niezależnie od szerokości geograficznej. Czy to w europejskiej stolicy, czy na kontynencie azjatyckim łączenie się z otwartymi niezabezpieczonymi sieciami Wi-Fi, a w szczególności logowanie się za ich pośrednictwem np. do bankowości elektronicznej lub skrzynki mailowej stanowi poważne zagrożenie w postaci wycieku danych, a nawet przejęcia kontroli nad urządzeniem. Raczej nie byłaby to najlepsza pamiątka z podróży.


















