Karolina Bacia: Odpoczywam w pracy

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Karolina Ciesielska: Gościmy dzisiaj Karolinę Bacię – aktorkę filmową, teatralną i dubbingową, a także twórczynię internetową, która wraz ze swoim partnerem współtworzy jeden z najpopularniejszych profili społecznościowych, czyli Make Life Harder.

Karolina Bacia: Cześć. Od razu muszę sprostować – to nie ja stworzyłam Make Life Harder. Trochę pomagałam i nadal pomagam, ale większość uznania niech spłynie na Kubę, bo to on siedzi codziennie po kilkanaście godzin na Instagramie, nie ja (śmiech).

Karolina Ciesielska: Ale na pewno jesteś odpowiedzialna przynajmniej za kawałek tego sukcesu, więc oddaję ci należną chwałę (śmiech). Jesteś aktorką, bardzo często kojarzoną z rolami komediowymi. Jak ważne są humor i śmiech w twoim życiu?


Reklama

Karolina Bacia:  Bardzo ważne. Powiedziałabym nawet, że najważniejsze, bo bez nich chyba  ogarnęłyby mnie melancholia i smutek. Ostatnio zresztą dużo o tym myślę. Może dlatego, że mam dziecko, może dlatego, że coraz bliżej mi do czterdziestki, ale czuję, że z wiekiem pojawia się we mnie coraz więcej melancholii. I, co ciekawe, podoba mi się, że się z nią oswajam. Ale na szczęście humor cały czas jest ze mną, więc jakoś się to równoważy.

Karolina Ciesielska: A ten humor zawsze był z tobą, czy wyostrzył się właśnie przez zawód aktorki, obserwowanie ludzi albo przez twojego partnera?

Karolina Bacia: Myślę, że zawsze był obecny w moim życiu. Przy Kubie na pewno stał się bardziej wszechobecny. Czasami nawet muszę mówić: „Koniec żartów, teraz mnie to nie bawi” (śmiech). Zawodowo też lubię sięgać po środki komediowe i często z nich korzystam. A pracowałam z najlepszymi w tej materii – z „Pożarem w burdelu” i z Klubem Komediowym – więc miałam się od kogo uczyć.

Karolina Ciesielska: Ale o tym, że chciałaś być aktorką, wiedziałaś od zawsze. Do szkoły teatralnej dostałaś się za czwartym razem. Ani razu nie zwątpiłaś, że to twoja droga?

Karolina Bacia: Nie. Z perspektywy czasu sama jestem pełna podziwu dla siebie, że miałam w sobie tyle determinacji i taką pewność, że właśnie to chcę robić. Każdego roku zdawałam do wszystkich szkół teatralnych i mimo kolejnych niepowodzeń właściwie ani przez moment nie pomyślałam, że powinnam zrezygnować. Po prostu próbowałam dalej.

Karolina Ciesielska: A co robiłaś w tym czasie, kiedy nie studiowałaś aktorstwa?

Karolina Bacia: Czego ja nie robiłam? (śmiech). Pracowałam w call center, w różnych sklepach, w gastronomii. Rok przed rozpoczęciem studiów przeprowadziłam się do Warszawy i pracowałam w dwóch knajpach jednocześnie, więc wiem co to znaczy prawdziwa „tabaka” w gastro. Na szczęście moi rodzice bardzo mnie wspierali. Wiedzieli, że mam cel i konsekwentnie do niego dążę, więc nikt nie wywierał na mnie presji, żebym w międzyczasie poszła na jakieś inne studia.

Karolina Ciesielska: Ale to brzmi jak dobra baza do późniejszego zawodu aktorki. Mogłaś przeżyć różne rzeczy, zobaczyć siebie w różnych rolach, jeszcze zanim zaczęłaś wcielać się w te zawodowe. Myślę, że to cię dużo nauczyło. Też tak na to patrzysz?

Karolina Bacia: Tak, zdecydowanie. Gdybym mogła cofnąć czas i dostać się za pierwszym razem? Nie, dziękuję (śmiech). Te cztery lata naprawdę bardzo dużo mi dały.

Karolina Ciesielska: Na szczęście w końcu się udało. Dostałaś się do szkoły, a później zaczęłaś grać w teatrze, serialach i filmach. Czy jest jakaś rola, która została z tobą na dłużej?

Karolina Bacia: Na pewno Mania ze „Stulecia Winnych”. To przede wszystkim był świetny materiał, no i oczywiście cudowna ekipa i reżyserzy. Razem z Weroniką  Humaj dostałyśmy możliwość zbudowania postaci właściwie od początku – weszłyśmy w role Ani i Mani, kiedy bohaterki miały 14-15 lat, i grałyśmy je aż do czterdziestki. Przeszłyśmy z nimi przez sporą część ich życia, trudno więc było się z nimi nie zżyć.

Karolina Ciesielska: A wolisz grać postacie, które są podobne do ciebie, czy raczej takie, dzięki którym możesz zupełnie uciec od siebie?

Karolina Bacia: Chyba nigdy nie jestem w stanie całkowicie uciec od siebie. Zawsze daję postaci coś swojego, np temperament. Ale nie szukam koniecznie bohaterki, która jest do mnie podobna.

Karolina Ciesielska: Czyli zawsze szukasz jakiejś cechy, która jest ci bliska, i od niej zaczynasz?

Karolina Bacia: Niekoniecznie cechy. Przede wszystkim staram się postawić w sytuacji tej postaci – zrozumieć, co przeżywa, dlaczego zachowuje się w określony sposób. Najpierw trochę przyjrzeć się jej z boku, a później wejść w jej buty i przeżyć to razem z nią.

Karolina Ciesielska: Teraz można cię zobaczyć w serialu „Pan Mama”. Co najbardziej lubisz w tej postaci?

Karolina Bacia: Chyba najbardziej to, że gram z Pawłem Domagałą (śmiech). Właściwie już skończyliśmy pracę nad serialem – zrealizowaliśmy trzy sezony. To była trochę jazda bez trzymanki, bo przez półtora roku pracowaliśmy cały czas w jednej lokacji, na hali. Spore wyzwanie, żeby się przy tym nie pozabijać, ale na szczęście atmosfera była świetna. Ostatnie dwa sezony były też bardzo dobrze napisane, więc mieliśmy z tej pracy mnóstwo frajdy. Aż żałuję, że nie będzie kontynuacji.

Karolina Ciesielska: Wątkiem przewodnim serialu było tacierzyństwo. Ty sama od kilku lat jesteś mamą. Chciałabym zapytać cię o macierzyństwo. Co ci dało i jak zmieniło twoje podejście do świata i pracy?

Karolina Bacia: Dało mi bardzo dużo, chyba najwięcej w moim dotychczasowym życiu. Przede wszystkim więcej luzu i dystansu, zwłaszcza do zawodu. Bardzo się z tego cieszę, bo nie mam już w sobie tej napinki i myślenia: „Koleżanki robią wielkie kariery i trzaskają film za filmem, a ja nie”. Dzisiaj patrzę na to inaczej: „To jest moja praca, a potem wracam do domu, gdzie czeka na mnie moja rodzina”. I to jest coś wspaniałego. 

Paradoksalnie dzięki temu aktorstwo nadal jest moją pasją, ale stało się też trochę odskocznią od domu. Wreszcie zrozumiałam, co ludzie mają na myśli, kiedy mówią, że odpoczywają w pracy (śmiech). Czasami dwanaście godzin na planie może być naprawdę fantastycznym odpoczynkiem w porównaniu z godziną spędzoną ze zbuntowaną czterolatką (śmiech).

Karolina Ciesielska: A w kogo się wdała? Będzie aktorką, tak jak ty?

Karolina Bacia: Mam nadzieję, że nie (śmiech). Chociaż ma coś, co ja miałam w jej wieku – uwielbia urządzać pokazy taneczne. Trzeba ją oczywiście nagrywać, a po każdym numerze obowiązkowo bić brawo.

Karolina Ciesielska: Nie wiem, czy dzieci były ci wcześniej szczególnie bliskie, ale twój głos na pewno jest im bardzo bliski. Nawet jeśli nie znają ciebie, mogą znać twój głos, bo masz na koncie wiele ról dubbingowych. Jak odnajdujesz się we wcielaniu się w narysowane postacie?

Karolina Bacia: Chyba najbardziej podoba mi się to, że w dubbingu mogę zagrać rzeczy, których normalnie nie zagrałabym przed kamerą. Ekspresja tych postaci jest tak duża, że kamera by tego nie zniosła. Tutaj można sobie pozwolić na dużo więcej – poszaleć głosem, przerysować emocje, pobawić się nimi. I chyba tę swobodę lubię w dubbingu najbardziej.

Karolina Ciesielska: A czy twoja córka już cię słyszała w jakiejś bajce?

Karolina Bacia: Oczywiście, że mnie słyszała.

Karolina Ciesielska: I poznała mamę?

Karolina Bacia: Tak, poznała. Co prawda sama jej powiedziałam, więc nie wiem, na ile rzeczywiście mnie rozpoznaje, a na ile jej to zasugerowałam (śmiech). Ale teraz, jak tylko widzi postać, do której podkładam głos, od razu mówi: „Mama, mama”. 

Karolina Ciesielska: A jest jakaś postać, która była ci szczególnie bliska spośród tych bajkowych?

Karolina Bacia: Dużo tego było. Kiedyś robiłam serialową część „Potworów i spółki” – „Uniwersytet Potworny”. Miałam tam świetną postać i naprawdę mogłam się przy niej wyżyć. Ale chyba najciekawsza z dzisiejszej perspektywy jest dla mnie Pola z „Binga”, bo to właśnie od niej moja córka zaczęła przygodę z moim głosem w bajkach. Nagrywałam te rolę jeszcze zanim zostałam mamą, więc nie przywiązywałam do niej większej wagi. Później znajomi, którzy mieli już dzieci mówili mi: „O, ty jesteś Polą, jesteś Polą z „Binga”!”. A ja: „A, no tak, faktycznie, robiłam to kiedyś” (śmiech).

Karolina Ciesielska: No właśnie, kiedy dubbingujesz tak dużo bajek, siłą rzeczy trochę też z nimi obcujesz. Czy to daje ci dziecięcą energię? Pewnie ty najlepiej potrafisz to określić.

Karolina Bacia: Myślę, że tak, chociaż ostatnio dubbinguję już dużo mniej niż kiedyś. W czasie studiów i tuż po nich śmiałam się, że jestem etatową aktorką dubbingową. Ale ta praca potrafi być też naprawdę męcząca. Z boku może wyglądać, jakby człowiek tylko siedział i gadał, ale pamiętam sześciogodzinne nagranie do francuskiej bajki „Siostry”, w której bohaterki właściwie bez przerwy na siebie krzyczały i wariowały. Po nagraniu zadzwoniła do mnie chyba mama, a ja byłam w stanie powiedzieć tylko : „Sorry, nie mam siły mówić. Wyczerpałam limit słów na dzisiaj” (śmiech).

Karolina Ciesielska: Ale to jest zmęczenie pracą. W bajkach często pojawiają się przecież jakieś życiowe sytuacje, morały, mądrości czy dziecięca naiwność. Z czym masz tak dużo do czynienia? Czy świat staje się przez to bardziej przystępny, jeśli dużo się z tym obcuje?

Karolina Bacia: Tak naprawdę dużo bardziej obcuję z bajkami teraz, kiedy oglądam je z córką, niż podczas dubbingu. Na nagraniach widzę głównie fragmenty swojej postaci i mam tylko ogólny ogląd tego, co dzieje się w całej historii. 

Za to razem z Kubą jesteśmy absolutnie zakochani w „Bluey”. To jest tak fantastyczna bajka, że czasami Wanda chce włączyć coś innego, a my: „Nie, pooglądajmy „Bluey”!”. Jest niesamowicie mądra i zabawna, a przy tym potrafi być naprawdę piękna i wzruszająca. Tyle razy na niej płakałam. Gdyby powstały kolejne sezony, bardzo chciałabym zdubbingować tam jakąś postać.

Karolina Ciesielska: Oprócz oglądania razem bajek tworzycie też profil Make Life Harder. Jaka była w takim razie twoja rola w tym projekcie? Czy z czasem się zmieniła?

Karolina Bacia: Tak. Jeszcze przed ciążą pomagałam Kubie w odczytywaniu wiadomości i czasami coś publikowałam, ale zawsze w porozumieniu z nim, bo to jednak jego osobisty projekt. Poczucie humoru i teksty, które się tam pojawiają, noszą bardzo wyraźny autorski rys, więc to on musiał mieć ostatnie słowo. Kiedy zaszłam w ciążę, rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę i psychicznie nie byłam już w stanie czytać wiadomości, które wtedy przychodziły. Powiedziałam Kubie, że nie dam rady tego robić, więc od tamtego momentu tylko on zajmuje się profilem. Ja jestem, powiedzmy, że  jego menadżerką. Odbieram telefony, zajmuję się współpracami reklamowymi i innymi tego typu rzeczami.

Karolina Ciesielska: A mieliście jakieś zasady? Na przykład dotyczące pracy w domu – że od pewnej godziny nie pracujecie albo nie żartujecie z określonych tematów?

Karolina Bacia: Bardzo bym chciała, żeby tak było, ale jeszcze nie udało nam się tego wypracować (śmiech). Ostatnio mundial wyznaczał godziny funkcjonowania Kuby w domu, a tych wydarzeń sportowych jest naprawdę dużo! Kiedy słyszę, że teraz znowu są  jakieś igrzyska, myślę tylko: „Nie…” (śmiech). 

Ale widzę, że Kuba coraz częściej potrafi odpuścić i wie, że świat się nie zawali, jeśli czegoś nie wrzuci. Myślę, że dużo zmieniło pojawienie się Wandy. Ostatnio byliśmy tydzień na wakacjach i przez większość dnia po prostu spędzał czas z nami. Dopiero wieczorami nadrabiał i publikował.

Oboje chcemy wykorzystać ten wspólny czas, bo wiemy, że za paręnaście lat  Wanda będzie miała własne życie, swoich znajomych i pewnie nie będzie chciała jeździć na wakacje z rodzicami. Trzeba korzystać.

Karolina Ciesielska: A z czego w takim razie nie żartujecie?

Karolina Bacia: Żartujemy ze wszystkiego, niestety (śmiech). Chociaż czasami jest tak, że jeśli mam gorszy dzień i rozmawiam z Kubą, a on zaczyna żartować, mówię: „Nie, w tej chwili mnie to nie bawi”.

Karolina Ciesielska: A czy jest coś takiego, czego nauczył cię internet, a czego nie nauczyło cię aktorstwo?

Karolina Bacia: Może tego, że nie zawsze trzeba kreować siebie. Kiedyś wydawało mi się, że jako aktorka powinnam wypracować sobie rolę, w którą wchodzę w sytuacjach publicznych czy półzawodowych. Że powinnam w jakiś sposób wymyślić i stworzyć siebie. Ale nigdy tego nie czułam.

Internet pokazał mi, że można inaczej. Że ludzie wręcz szukają autentyczności, a fałsz i pozerstwo bardzo szybko wyczuwają. Oczywiście bycie sobą niekoniecznie jest viralowe, ale wolę to niż kreowanie się na… nawet nie wiem kogo. Wierzę, że w autentyczności jest jakaś większa siła. 

Sama zresztą staram się w tym internecie nie gubić. Nie znam wszystkich influencerów i czasami Kuba musi mi tłumaczyć, kiedy w sieci dzieje się coś dużego. Ale jeśli już coś przykuwa moją uwagę, to treści, z którymi sama mogę się jakoś utożsamić, a nie wykreowany obraz kobiety o idealnej sylwetce, która budzi się w pełnym makijażu.

Karolina Ciesielska: Czyli nie porównujesz swojego życia do tego idealnego w internecie?

Karolina Bacia:  Oczywiście, że porównuję. I właśnie dlatego czasem świadomie odcinam się od internetu. Na przykład teraz, kiedy byliśmy tydzień nad morzem, właściwie całkowicie odłożyłam telefon. Brałam go do ręki tylko wtedy, kiedy chciałam pograć w pasjansa. W ogóle nie scrollowałam, bo widzę, jak to na mnie wpływa.

I nawet nie chodzi o to, że widzę, że koleżanki aktorki grają, i zżera mnie zazdrość. Mam wrażenie, że te emocje mam już przepracowane. Jeśli pojawia się zazdrość, to raczej taka pozytywna – myślę sobie: „O wow, super! Też bym chciała w czymś takim wziąć udział!”, a nie: „O Boże, czemu ona tyle gra?”.

Problem jest raczej w tym, że kiedy ciągle oglądasz co robią inni, gdzieś podświadomie zaczynasz mieć poczucie, że sama nic nie robisz. Dlatego łapię się czasami na myśli: „Nie no, ja w ogóle nie pracuję, nic nowego nie robię”. A przecież przez ostatnie półtora roku zrobiłam serial, film, gram w trzech spektaklach i mogłabym jeszcze trochę powymieniać. Wystarczy trochę poscrollować i łatwo stracić tę perspektywę.

Karolina Ciesielska: No tak, bo w internecie pojawia się to, co konkretne, a nie cały czas pomiędzy. Trzeba mieć to z tyłu głowy, a to jest bardzo trudne.

Karolina Bacia: Tak, to raz. A dwa – podobnie jest z wyglądem. Mam wrażenie, że social media robią nam, kobietom, krzywdę, bo bez przerwy oglądamy w nich idealne sylwetki i łatwo zacząć myśleć, że same też powinnyśmy tak wyglądać. Oczywiście jestem za zdrowym trybem życia, ale jednocześnie po prostu kocham jeść i nie chcę sobie wszystkiego odmawiać.

Bardzo bym chciała, żeby ktoś kiedyś dał mi rolę i powiedział: „Słuchaj, musisz  do niej schudnąć”. Wtedy mówię: „Ok, robię to, jestem w stanie”. Ale dopóki nikt ode mnie tego nie wymaga, a ja mogę zjeść pizzę albo pyszny makaron, no to sorry (śmiech).

Karolina Ciesielska: A jakie jest twoje guilty pleasure? Co najbardziej lubisz jeść?

Karolina Bacia: Muszę przyznać, że Kuba ostatnio bardzo się wyrobił w gotowaniu, szczególnie jeśli chodzi o pizzę i ciasto do niej. Jest świetne. Czasami tylko mówię: „Słuchaj, nie możemy jeść pizzy trzy dni z rzędu, okej?”. Bardzo ją lubię, ale już bez przesady. Kocham też makarony. Chyba moim ulubionym z tych, które robi Kuba, jest cacio e pepe. Boże, on daje tam tyle sera…

Karolina Ciesielska: Z perspektywy aktorki i twórczyni internetowej – łatwiej jest ci kogoś rozśmieszyć, czy wzruszyć?

Karolina Bacia: Myślę od razu o teatrze, bo w filmie na efekt wpływa jeszcze dużo innych rzeczy: muzyka, montaż… Czasem nawet jeśli czegoś „nie dograłaś”, można to złożyć tak, że wyciśnie łzy. W teatrze wszystko dzieje się tu i teraz, i moim zdaniem zawsze jest trochę trudniej. A kiedy poczujesz śmiech widowni, łatwo przeszarżować. Aktorzy mają chyba w sobie takie: „O, działa! Chcę jeszcze!”. Czasem warto powiedzieć sobie: „Okej, wystarczy” albo odpuścić własny moment, żeby zbudować go dla kolegi.

Teraz jeżdżę ze spektaklem po Polsce i bardzo ciekawe jest to, jak różnie publiczność reaguje na dokładnie te same rzeczy. Gramy go już od dwóch lat, zagraliśmy prawie 200 razy, a reakcje potrafią być zupełnie inne w zależności od miasta czy części kraju. Mam w tym spektaklu cudowną ekipę i ogromne zaufanie do ludzi, z którymi jestem na scenie. Dzięki temu możemy sobie zupełnie szczerze powiedzieć: „Słuchaj, tu już warto przystopować”. Nikt się za to nie obraża, bo wszyscy gramy do jednej bramki. A kiedy czujesz, że możesz płynąć na fali tego, że ludzie naprawdę świetnie się bawią, to jest niesamowite uczucie.

Karolina Ciesielska: A był kiedyś taki moment podczas grania spektaklu, kiedy miało być śmiesznie, miała być salwa śmiechu, a jej nie było?

Karolina Bacia: Myślę, że na pewno, ale chyba skutecznie wyparliśmy takie momenty (śmiech). Miałam kiedyś w Klubie Komediowym monolog, który napisał dla mnie Michał Sufin. Był długi i trudny, a ja zawsze się stresowałam, kiedy go mówiłam. Tuż przed nim był jednak żart, który był takim naszym pewniakiem. Powiedziałam więc sobie, że jeśli któregoś wieczoru publiczność się na nim nie zaśmieje, to po prostu nie wchodzę w monolog. I tym sposobem nigdy z niego nie zrezygnowałam.

Takie pewniaki są czasami potrzebne, bo pozwalają wyczuć publiczność: czy słucha, czy łapie ten rodzaj humoru, czy odnajduje się w tym co robimy. Dobrze mieć taki moment, po którym możesz sobie pomyśleć: „Okej, zaśmiali się. Jedziemy dalej”.

Karolina Ciesielska: A jest jakaś rola, którą bardzo chciałabyś zagrać – filmowa albo teatralna? Czy po prostu jesteś otwarta na różne propozycje?

Karolina Bacia: Nie mam jednej wymarzonej roli. Ostatnio nawet się nad tym zastanawiałam i nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Mogłabym powiedzieć: „Bardzo chciałabym zagrać jakąś dramatyczną postać”, ale właściwie dużo bardziej interesowałaby mnie bohaterka, która jest złożona, ma w sobie różne rzeczy, a nie jest po prostu „dramatyczna”. Chyba właśnie dlatego nie mam konkretnego typu roli, o której myślę: „To jest to, to chciałabym kiedyś zagrać”.

Karolina Ciesielska: Rola, do której musiałabyś schudnąć (śmiech).

Karolina Bacia: Tak (śmiech)! Wtedy miałabym to czarno na białym i wiedziałabym, że muszę to zrobić. Sama z siebie jakoś nie mam wystarczającej motywacji.

Karolina Ciesielska: Wydajesz się bardzo szczęśliwą, usatysfakcjonowaną życiem osobą. Czy jest coś, co chciałabyś do niego dodać? Czego jeszcze w nim nie ma albo czego jest za mało?

Karolina Bacia: Mogę sprawiać takie wrażenie i rzeczywiście jestem szczęśliwa, ale to nie znaczy, że nie mam problemów czy zmartwień. Zmagałam się z depresją po porodzie, a właściwie dopiero niedawno odstawiłam leki antydepresyjne. Nie jestem więc zawsze uśmiechnięta i radosna. Jak każdemu, zdarzają mi się gorsze momenty.

Mam nadzieję, że dzięki leczeniu odzyskałam równowagę i chyba właśnie tego chciałabym mieć w życiu jak najwięcej – spokoju i poczucia, że nawet jeśli przychodzą trudniejsze momenty, potrafię sobie z nimi poradzić.

Karolina Ciesielska: Czyli ciąża i czas po niej to nie były tylko kolorowe chwile?

Karolina Bacia: Nie, oczywiście, że nie. Od dwóch lat leczę się na depresję, a leki odstawiłam jakiś miesiąc temu. Teraz trochę wracam do siebie i na nowo poznaję własne emocje. Przez pierwsze dwa tygodnie po całkowitym odstawieniu miałam momentami wrażenie: „Co się ze mną dzieje?!”.

Czytałam na przykład córce książkę, którą dobrze znam i która oczywiście jest wzruszająca, ale wcześniej wiele razy udawało mi się przeczytać ją bez problemu. A nagle nie byłam w stanie jej skończyć, bo tak bardzo płakałam. Ze śmiechem było podobnie, wszystko przeżywałam dużo intensywniej. 

To pewnie był moment przejściowy, bo teraz czuję, że wszystko zaczęło się uspokajać. Ale samo obserwowanie, jak te emocje do mnie wracają i jak na nowo uczę się je odczuwać, było naprawdę ciekawym doświadczeniem.

Karolina Ciesielska: To bardzo ciekawe w kontekście pracy aktorki, bo przecież pracujesz na emocjach. Czujesz różnicę w pracy?

Karolina Bacia: Nie. Czasem można usłyszeć, że leki tłumią emocje, choć oczywiście nie u każdego tak to wygląda. Ja zupełnie tego nie odczuwałam. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że w pracy łatwiej było mi do tych emocji dotrzeć, jakby nic po drodze ich nie zakłócało. Ten dostęp do nich był czysty i bezpośredni. Ani wtedy, ani teraz, po odstawieniu leków, nie czuję więc, żeby miało to wpływ na moją pracę.

Karolina Ciesielska: A kiedy masz zupełnie wolny dzień, bez pracy, co najbardziej lubisz robić?

Karolina Bacia: Chciałabym powiedzieć, że czytam książki, ale tę, którą zaczęłam w styczniu, wciąż mam niedokończoną (śmiech). Chyba byłam ostatnio zbyt przebodźcowana, żeby naprawdę wyciszyć się przy lekturze, ale bardzo chciałabym do tego wrócić.

Za to uwielbiam układać puzzle. To mnie niesamowicie resetuje. Nie robię tego zbyt często, ale jak już się za to wezmę, to potrafię spędzić nad nimi cały dzień. Mówię wtedy: „Mama układa puzzle, niech się dzieje dookoła co chce”. Wtedy naprawdę się wyciszam.

Karolina Ciesielska: To jeszcze mam do ciebie serię krótkich pytań. Nazwijmy ją „Karolina wybiera”. Scena czy plan filmowy?

Karolina Bacia: Scena.

Karolina Ciesielska: Żart czy wzruszenie?

Karolina Bacia: Wzruszenie.

Karolina Ciesielska: Zaplanowany urlop czy spontaniczny wyjazd?

Karolina Bacia: Zaplanowany urlop.

Karolina Ciesielska: Święty spokój w domu czy szalone wyjście na miasto?

Karolina Bacia: Święty spokój w domu.

Karolina Ciesielska: I na koniec – gdybyś mogła jedną rzecz wyrzucić ze swojego życia, a jedną do niego dodać, co by to było?

Karolina Bacia: Dodałabym dłuższą dobę! A odjęłabym sprzątanie mieszkania.

Karolina Ciesielska: Tego ci życzę. Wiem, że zbliżają się produkcje z twoim udziałem, ale na razie nie możemy nic zdradzić, więc czekamy z niecierpliwością. Bardzo ci dziękuję za dzisiejszą rozmowę.

Karolina Bacia: Ja również bardzo dziękuję.

Fot. Paulina Pawłowska

Reklama

Czuję nudę, gdy nic mnie nie boli | Bartłomiej Noga i Edyta Kwiatkowska-Pelizg

#MyStory to autorski cykl rozmów prowadzony przez Edytę Kwiatkowską-Pelizg, realizowany we współpracy z Anywhere.pl Platformą Medialną. To rozmowy o człowieku, nie tylko o jego sukcesach, zawodowych rolach i tym, co można przeczytać w oficjalnym życiorysie. Wracamy do decyzji, doświadczeń, spotkań i momentów zwrotnych, które ukształtowały drogę naszych gości. Rozmawiamy o ambicjach, zwątpieniu, odwadze, relacjach, wartościach i cenie, którą czasami płaci się za realizowanie własnych marzeń. Każdy odcinek przedstawia osobistą perspektywę gościa. Nie jest próbą opowiedzenia całej biografii, lecz zaproszeniem do poznania człowieka ukrytego za osiągnięciami, rozpoznawalnością i zawodowymi etykietami.