Na służbie

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nowy Mitsubishi Outlander, jak sama nazwa wskazuje, przybywa z daleka. Może w końcu udowodni, że mariaż auta sportowego z użytkowym nie jest jedynie dziwnym kaprysem rynku.

Miał wyglądać jak terenówka, ale być luksusowym samochodem sportowym. Z ładną tapicerką, mocnym silnikiem, który zapewni trochę adrenaliny znudzonemu ojcu rodziny za kierownicą i wystarczającą przestrzenią, żeby trójka dzieciaków na tylnej kanapie mogła grać w co tam zwykły w dzisiejszych czasach grać dzieciaki. Wytyczne były więc dość proste. Mitsubishi wystarczyły trzy generacje, żeby te założenia dopracować do perfekcji w postaci Outlandera.

Przeciwnicy SUV-ów twierdzą, że istnienie tego segmentu jest zupełnie pozbawione sensu. Nie poradzą sobie w terenie, chociaż ich masywny wygląd może sugerować coś zupełnie innego. Są duże, co w mieście przysparza sporo problemów. A mimo to roi się od nich na ulicach miast, a sprzedaż z roku na rok tylko rośnie. Na chwilę obecną każdy producent samochodów ma w swojej ofercie choć jednego SUV-a. Mitsubishi swojemu nadało imię Outlander. Jego obecna odsłona nie jest jedynie odpowiedzią na działania konkurencji. To dojrzała i dopracowana do perfekcji trzecia generacja. Po raz pierwszy ludzkość ujrzała go w 2003 roku. Od tamtej pory minęło 13 długich lat, Mitsubishi Outlander sprzedał się w milionach egzemplarzy oraz przeszedł szereg modyfikacji i ulepszeń. A wszystko to w służbie człowiekowi.

Co możemy powiedzieć o Outlanderze trzeciej generacji? Że to bardzo ładny samochód. Tyle na początek, bo z każdą minutą wspólnego obcowania Outlander częstuje nas czymś więcej. Weźmy na przykład bagażnik: pojemny, ustawny oraz zawieszony na wysokości, którą bez przesady można nazwać idealną. „Dajcie mi jeszcze” zdawał się wołać po zapakowaniu walizki, dwóch toreb i trzech plecaków. Mimo że pod maską czaił się wysokoprężny diesel o pojemności 2.2 litra, to w kabinie pasażerskiej dało się usłyszeć jedynie dyskretny pomruk pracy sinika. 150 koni mechanicznych, które producent uzyskał w tym przypadku, skutecznie rozpędzało samochód nawet z czterema dorosłymi osobami na pokładzie. Na słowa uznania zapracowało również zawieszenie, które wyśmienicie radziło sobie na warszawskich drogach. Wszelkie nierówności wybierało cicho i bardzo kulturalnie. Po tygodniu spędzonym za kierownicą wszystkie moje plomby pozostały na swoich miejscach, można więc mówić o sukcesie przez duże „S”. Obecność automatycznej skrzyni biegów zdejmuje z nas sporą część pracy za kierownicą. W jej towarzystwie nawet całodniowe dreptanie w korkach nie przyprawia kierowcy o nadciśnienie. Maszyna zrobi za nas wszystko, podczas kiedy my możemy delektować się czystością dźwięków sączących się z głośników (z udziałem subwoofera umieszczonego w bagażniku). Miękkie fotele dbają o to, aby nawet najdłuższa podróż nie zamieniła się w drogę krzyżową, a boczne lusterka wielkości drzwi troszczą się o dobrą widoczność podczas wszelkich manewrów.

Po całym dniu spędzonym za kierownicą Outlandera zostawiam go na parkingu i zmierzam do domu. Odwracam jeszcze na chwilę głowę w jego stronę. Tak, gdybym zdecydowała się na jego zakup, miałabym pewność, że dokonałam słusznego wyboru. Bo jest ładny, przestronny i bardzo komfortowy. Na rodzinne wakacje zabierze nas z trójką dzieci, hodowlą owczarków niemieckich i całą szafą ubrań. Tyle dobrego z myślą o człowieku. Czy tych samochodów naprawdę mogłoby nie być?

Reklama

Nie boję się wyzwań | Anna Halarewicz i Joanna Walaś

Dziś Joanna Walaś gości w swoim programie #ToZależy Annę Halarewicz – ilustratorkę i malarkę. Wspólnie poznamy historię Ani i dowiemy się co jej praca wniosła do jej życia. Jak dziś podchodzi do swoich projektów i realizowanych współprac?

LUBIĘ PRACOWAĆ NAD ROLĄ INDYWIDUALNIE | Hubert Miłkowski

Hubert Miłkowski opowiada szczerze o aktorstwie, intuicji i nieustannym poszukiwaniu własnej drogi. W rozmowie z Julią Trojanowską mówi o potrzebie błądzenia, odwadze w odmawianiu projektów i szukaniu ról, które dają przestrzeń na prawdę i niuans.