
Znasz to uczucie, w którym podczas słuchania muzyki jesteś ją w stanie poczuć, a na Twoim ciele pojawiają się ciarki? Badanie opublikowane w Frontiers in Neuroscience wyjaśnia, dlaczego tak się dzieje.
Thibault Chabin z francuskiego Uniwersytetu Franche-Comté twierdzi, że przyjemność płynącą ze słuchania muzyki można przyrównać do tej, którą czerpie się podczas jedzenia czy stosunku. Jest to związane z uwolnieniem dopaminy – tzw. „hormonu szczęścia”.
Dotychczasowe badania skupiały się na analizie neuroprzekaźników z wykorzystaniem obrazowania fMRI. Opublikowane w 2011 w Nature wyniki wskazywały, że po odtworzeniu muzyki następuje chwila oczekiwania, zanim dopamina zostanie uwolniona i pojawią się dreszcze.
Najnowsza obserwacja wykorzystuje badanie EEG, które pomaga sprawdzić, czy fale mózgowe są powiązane z aktywnością elektroniczną mózgu. W badaniu wzięło udział 18 osób, każda z nich miała wybrać 5 piosenek, a oprócz tego, naukowcy wyselekcjonowali dodatkowo 3 neutralne utwory. W trakcie ich słuchania, badacze monitorowali aktywność mózgową. Uczestnicy doświadczyli dreszczy blisko 17 razy, a każdy z tych momentów trwał średnio niecałe 9 sekund.
Zanotowano podwyższenie fal theta, które znajdują się w korze oczodołowo-czołowej. Obszar ten jest ściśle skorelowany z przetwarzaniem emocji. Odkryto również zmiany w dwóch innych rejonach odpowiedzialnych za motorykę oraz interpretację komunikacji niewerbalnej. Wywnioskowano, że wzrost mocy fal jest rodzajem dwuetapowej nagrody, która prowadzi do uwolnienia dopaminy, a tym samym do dreszczy.







