
Szczerze mówiąc, jestem nieco zawiedziony. Bo ja to se żem myślał, jako prosty chłop z Kujaw/Śląska/Litwy, że jak już panowie wielcy krytykanci kapitalistycznej maszyny się biorą za walkę ze złem wszelkim co na ziemi jest, to chociaż wskażą na nierówności społeczne, czy inne rzeczy, wiecie, ważne. Panowie natomiast możni i wyedukowani, tacy wiecie, „artyści” to oni natomiast, ten. To oni zauważyli, że ludzie siedzą w telefonach często. No i że to problem też zauważyli. [Panowie w znaczeniu takim, wiecie, starszawym, co to Pan przyjeżdżał, bo Pani nie mogła onegdaj. To tak, żeby bardziej ukłuć, a nie omijać łukiem Panie artystki, co pierdoły totalne też godoją, nie, nie.]
Ja to bym nie chciał być aż tak niemiły dla tych „artystów”, ale kiedy i w Wenecji, i w Nowym Jorku, i w Londynie powstają „dzieła” antykapitalistyczne, antykomercyjne, gdzie formą jest zasadniczo to, że ludzie posiadają telefony różnego rodzaju i w nich skrobią coś tam to zbiera mi się na wymioty w głowie. Bo to w sumie w sumie tyle. Pamiętam, że irytowało mnie to podczas pewnej wystawy w ramach Biennale, zdaje się pani Anny Uddenberg, gdzie jedna z jej rzeźb przedstawiała dziewczynę, która z wypiętymi pośladkami robi sobie zdjęcie za pomocą selfie-stick. Czarę goryczy jednak przelała, podobno nominowana animacja, ale nie miałem sił w sobie nawet, by sprawdzić gdzie – Moby & The Void Pacific Choir – Are You Lost In The World Like Me? W tej oto bowiem animacji, jest sobie mały chłopiec i normalnie wszyscy na telefonach, oglądają jakieś pierdoły totalne, ktoś tam popełnia samobójstwo, no i wiecie, jak w normalnym świecie, wszyscy robią fotkę i idą sobie dalej, etc. etc.
I wiadomym jest dla mnie również, że niekoniecznie forma odzwierciedla 1:1 myśl zawartą, wiadomo także, że nie chodzi tylko o telefony, ale pewnego rodzaju znieczulicę, uzależnienie się od technologii, brak człowieczeństwa, ale…
Jebać ich.
Naprawdę.
Bo właściwie, tak jak sobie przypominam, to żyjemy w najbardziej empatycznych czasach w historii świata. Gdzie przejmujemy się losem maluczkich w sposób niewyobrażalny nawet 10 lat temu. Śluby homoseksualne są coraz bardziej powszechne na całym świecie, temat transseksualizmu jest w ogóle poruszany w debacie publicznej, kobiety walczą coraz pewniej o swoje prawa, a świat w zasadzie coraz bardziej wydaje się przynajmniej „starać”. Dlatego też, uważam tego rodzaju „występki” artystyczne za coś naprawdę haniebnego, bo trzymają społeczeństwo w przekonaniu, że wciąż jest źle, że nie ma perspektyw na lepsze, nikt nikim się nie przejmuje itd., itp. Ja rozumiem, że mamy tendencję do przesady, ale jak cały czas będziecie pieprzyć, że wszystko jest bez sensu i nic nie ma znaczenia to może warto wziąć ten zasrany telefon, na którym napisaliście tekst do tej debilnej piosenki i pierdyknąć sobie nim w łeb, bo chyba tylko do tego może wam pomóc.
Podobnie zresztą z Panią Anną, która przedstawia drugą część problemu, choć może temat wyzwolenia się z jarzma własnej seksualności przez kobiety jest czymś, co warto rozważyć osobno. Niemniej, choćby sygnalizując – drogie Panie, czy to, że władacie swoją seksualnością i możecie nią zarządzać na zasadzie – sprzedam to sprzedam, nie chcę to nie chcę, nie jest czasem osiągnięciem, a nie cofnięciem? To teraz będziemy oceniać kobiety, które się na coś takiego zdecydowały, twierdząc jednocześnie, że nikt nie ma w niczym wyboru, bo jesteśmy predeterminowani przez sytuację społeczną?
I może dlatego właśnie wszyscy uważają was za niesympatycznych, drodzy ludzie z lewej strony, artyści, antykapitaliści, akonformiści, że tak się wyrażę. Kto bowiem chciałby zadawać się z kimś, kto ciągle narzeka i nic mu się nigdy nie podoba, nawet jak coś się zmienia na lepsze? Masochiści.


















