
15 lat temu na wakacjach u babci z kuzynem postanowiliśmy zbierać kamienie. Oczywiście – czym bardziej wyjątkowy pod względem wizualnym, tym więcej punktów. Chodziłam tak od krzaka, do krzaka, od pola, do pola po to, by znaleźć jak najwartościowsze przedmioty. Kto by pomyślał, że tyle lat później okazały się być hitem?
Nie, nie zarobiłam na nich, jak inwestorzy przy początkach kryptowalut. Oddałam im wolność po kilku dniach, o ile mnie pamięć nie zawodzi, za namową mamy. W domu i tak przecież tyle figurek stoi na parapecie. Tak, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że rośliny są AŻ tak fajne. Dni mijały, a 10-letnie ja coraz bardziej zdawało sobie sprawę, że nawet jeżeli znajdzie się coś wyjątkowego, to nie zawsze jest na to miejsce. Niezależnie od skali wyjątkowości.
Przez kolejne 5, 10, 15 lat świadomość trudu, jaki trzeba podjąć, aby znaleźć tę perełkę, choć jedną, rosła. Pojawiały się filmy o niczym, opowieści ludzi wokół o jeszcze większym niczym, o których trzeba będzie jeszcze zapomnieć. Relacje się zaczynały, zawodziły, kończyły i zaczynały ponownie. Dziecięcy optymizm trafił szlag. Na jego miejscu zasiadł realizm cieplejszego bądź zimniejszego świata, zależnie od aktualnie panujących okoliczności. Środek – coraz bardziej rezerwowy, nie nastawia się ani na „tak”, ani na „nie”. Czeka.
Czy uczyliście się kiedyś wyzbycia sentymentalizmu? W moim przypadku sprowadziło się to do jednego weryfikującego pytania – „Czy w momencie przeprowadzki zabiorę to ze sobą”. Tym sposobem wszelkie zapisane kartki, namalowane obrazki, figurki z Bieszczad i Władysławowa opuściły ławkę rezerwową – toż za 5 kolejnych lat, jeżeli oznaczenie miasta zaniknie, nie będę pamiętała, co to, kiedy, skąd i z kim.
W podobny sposób zaczęłam traktować ludzi. Przyjaźnie, miłości czy inne znajomości oczywiście pociągają za sobą pełen wachlarz emocji, nawet uczuć. Jednak mimo, że to uczucie nie zawsze łączy się z relacją, jedno jest pewne – więcej zamierzonych styczności z daną osobą nie będzie, jak kontaktów ze zjedzoną kanapką z dżemem morelowym lub opakowaniem po proszku do prania. Rezerwa? Nieczułość? Wolę „mój mały realizm”.




















