Poranny rytuał picia kawy

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

 

Czasami poranna kawę chce mi się pić już wieczorem,


Reklama

kiedy zasypiam.

Rano zawsze woda. Szklanka wody zimnej. To już przygotowanie.

Przystawka. Pod prawdziwe danie – kawę. Piję tylko i wyłącznie espresso. Czarną. Małą. Z miodem.

Nie, nie jestem znawcą kaw. Nie snobuję się na ekskluzywne gatunki.

Jestem po prostu kawoszem. Tylko kawoszem, ale za to prawdziwym. Namiętnym.

Po zimnej wodzie zasiadam z małą filiżanką. Różnie, nie mam jednego, stałego miejsca, ale musi być wygodnie. Nabieram miodu, tak jedną trzecią, takiej małej łyżeczki. To będzie prawdopodobnie za mało, najwyżej dodam trochę. Tyci, tyci.

Mieszam. Czekam aż to się rozpuści. Musi się dobrze rozpuścić. Żadna grudka skrystalizowanego miodu nie może zaskrzeczeć między zębami. Ale jak zaskrzeczy to też nic się nie stanie. W końcu to jeden z elementów kawowego rytuału. Nie może być w nim niczego złego.

Ok. Wymieszana. Łyżeczka na bok. Powoli do ust. Gorzka, z delikatną nutą słodyczy. Delikatną. Pasuje. Wszystko pasuje. Łyczek. Jak za mało to odrobinkę dosłodzić. Ale odrobiniunie… Już! Starczy.

Trwaj chwilo.

Znowu zleciało za szybko.

Spokojnie. Jeszcze trochę. Po śniadaniu kolejna espresso.

A potem jeszcze jedna. Albo dwie.

I jutro znowu ten sam rytuał.

Poranny rytuał picia kawy.

Reklama

Kosmetyki do opalania – jak wybrać je dobrze, by chronić skórę i cieszyć się słońcem?

Wraz z nadejściem cieplejszych, wiosennych i letnich dni coraz więcej czasu spędza się na spacerach, w ogrodzie, podczas wyjazdów i aktywności na świeżym powietrzu, dlatego ochrona skóry przed promieniowaniem UV staje się ważnym elementem codziennej pielęgnacji. Właśnie wtedy kosmetyki do opalania przestają być wyłącznie dodatkiem do wakacyjnej torby, a zaczynają pełnić rolę świadomie wybieranego wsparcia, które pomaga ograniczać ryzyko oparzeń, fotostarzenia i dyskomfortu związanego z nadmierną ekspozycją na słońce.