
Nie do końca wiem dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje, no ale nie da się temu zaprzeczyć. Im jestem starszy, tym mniej dzieł literackich, filmowych czy artystycznych przyjmuję bezrefleksyjnie i tym bardziej wymagający się staję. Pewnie to kwestia zebranego doświadczenia oraz umiejętności oddzielenia możliwych do zakiełkowania ziaren od plew, które natychmiast powinny wylądować w bio-koszu. Boję się co będzie za lat dwadzieścia albo trzydzieści, ale jednocześnie mam nadzieję, że będę się jeszcze czasem dawał oczarować obrazom, filmom czy dźwiękom.
Drodzy czytelnicy, zapewne macie podobne spostrzeżenia i odczucia… Dajmy na to – oglądacie dobrze zapowiadający się serial kryminalny, w którym to jednak już pod koniec pierwszego odcinka fabuła nie klei się w całość, albo jesteście na seansie filmowym, z którego po kwadransie chcecie uciec. Zważywszy na fakt, że wybraliście się do kina, które kilka dni wcześniej otworzyło się po pandemicznym szale, postanawiacie jednak zostać i cierpliwie wyczekujecie końca. Podobna historia zadziewa się wtedy, gdy idziecie do teatru i tyle co drzwi zamkną się na amen (czasem myślę sobie, że to celowy zabieg, żeby widownia nie opustoszała), a już chcecie wrócić do własnego domu albo wypić całe zapasy wina, które właśnie odkorkowuje się we foyer.
Czasem pytam siebie – jak to jest w ogóle możliwe? Czy ukończonego filmu naprawdę nikt wcześniej nie ogląda w całości, napisanej przez siebie książki autor nie czyta od deski do deski, a sztuki teatralnej nie próbuje się na scenie przed premierą? Może to dlatego, że reżyser swojego wątpliwej jakości dzieła sam nie jest w stanie obejrzeć do końca, a pisarz po dwóch latach siedzenia przed komputerem nie widzi różnicy pomiędzy światem realnym, a tym przedstawionym na kartkach? Wiem, wiem, o gustach się nie dyskutuje, ale istnieją na świecie rzeczy tak obiektywnie złe, że nie miały prawa się zadziać, zaistnieć. One jednak są, a co gorsza czasem przywdziewają maskę świetności i dopiero to my – widzowie, słuchacze, czytelnicy, dokonujemy odkodowania, widząc całe to zło przykryte kolorowym papierkiem. Niestety nader często okazuje się, że w środku trafia nam się cukierek, który pozostawia po sobie nieprzyjemny posmak goryczy albo wręcz pachnie artystyczną pleśnią.


















