
Książka daje mi możliwość przeniesienia się gdzieś indziej, pozwala lepiej zrozumieć świat, otwiera umysł. Śmieję się, że jestem „starej daty”, bo muszę mieć ją w rękach, aby czytać. Nie idę z postępem i nie słucham audiobooków, a z czytnikiem nie jestem w stanie się zaprzyjaźnić. Nawet jeśli jadę w podróż, mam ograniczone miejsce i z trudem mieszczę zestaw małego dentysty, to zawsze zabieram ze sobą książkę. Chociażby w wydaniu kieszonkowym. Moment, w którym mogę ją otworzyć, poczuć jej zapach, przejechać palcami po okładce i po wypukłych literach, jest dla mnie ważny i magiczny. Do tego ekscytacja, jaka przygoda czeka mnie przez najbliższe kilkaset stron. Czytam notkę o autorze, bo chcę wiedzieć o nim coś więcej, jaki jest, gdzie mieszka, co lubi, kto go inspiruje. Potem czytam dedykację, cytat i podziękowania. Tak, zawsze zaglądam na koniec. Często autorzy zamieszczają również playlistę towarzyszącą im podczas pisania. Odtwarzam ją. Jak czytam, to wszystkimi zmysłami.
Czytam wieczorami, bo rano nie mogę się skupić, wiedząc, że za chwilę muszę odłożyć książkę i wejść w wir obowiązków. Wieczorem poświęcam się lekturze bez opamiętania, bo nic mnie goni. Chyba, że rolety powiek opadają ze zmęczenia, ale to już proces naturalny, z którym nie walczę.
Jeśli książka mnie nie wciąga, tak jak zakładałem po zapowiedziach, to odkładam na półkę i nie pędzę na strony recenzenckie, aby skrytykować autora. Daję sobie czas, aby do niej dojrzeć, chyba, że jest napisana bardzo złym językiem i z błędami, ale na takie pozycje zdarza mi się trafiać co raz rzadziej. Przekonałem się, że często nie jestem w dobrym momencie akurat na taką książkę. Po jakimś czasie wracam do niej i okazuje się, że historia, która wcześniej była dla mnie do nie przejścia, teraz zachwyca i trafia do mojego Top Of The Top. Następnie polecam ją wszystkim. Uważam, że należy dawać książkom szansę. Drugą, trzecią, jeszcze kolejną.
Czytam w domu, bo potrzebuję pełnego spokoju. I co najważniejsze, musi być spełniony jeden warunek – telefon w drugim pokoju, albo przynajmniej wyciszony i włożony pod poduszkę. Nic i nikt nie może odrywać mnie od czytania. Trudno jest mi skupić się na lekturze w pociągu, kiedy co chwilę przechodzi obok mnie pasażer, kontroler biletu albo obsługa Warsu. Natomiast lubię obserwować, jak czytają inni. Zdarza mi się zerkać do pani siedzącej obok mnie w metrze, aby wychwycić zdanie z pochłanianej przez nią lektury. Zawsze odczytuję tytuł, jeśli widzę, że ktoś czyta w tramwaju albo w autobusie. Z moich badań wynika, że w komunikacji czytamy Bondę, Kinga i Jo Nesbø.
Lubię obserwować ludzi czytających w kawiarniach. Ich mocne skupienie i co jakiś czas odrywanie wzroku od tekstu, aby pomyśleć nad ostatnim przeczytanym zdaniem. Bo książka skłania do myślenia, rozwija wyobraźnię, poszerza słownictwo, edukuje. Nie ważne czy jest to prosty romans, czy coś bardziej ambitniejszego. Każda książka ma wartość i z każdej można wynieść wiele cennego.
Prawdziwym czytelnikiem i molem książkowym stałem się po ukończeniu liceum. Wcześniej czytanie lektur szkolnych nie dawało mi przyjemności. Zresztą egzaminy sprawdzające znajomość całej historii nie były rozwijające. Profesorów w szkole interesował kolor sukienki bohaterki X, kiedy pojawiła się wczesnym popołudniem w mieszkaniu bohatera Y i taką wiedzę z czytania sprawdzali. Bez sensu. Bo nie o kieckę bohaterki w tym wszystkim chodzi. Kiedy miałem już wolność w czytaniu i mogłem sam wybierać w księgarni to, na co miałem ochotę, uświadomiłem sobie jak duże znaczenie ma czytanie. Polubiłem wizyty w księgarniach. Odwiedzam je i wspieram kilka razy w tygodniu.
Nauczyłem się, że najlepszym prezentem jest książka. Nie kosmetyk, nie bon do drogerii, nie wino. Od lat nie mam problemu z tym, co kupić przyjaciołom z okazji urodzin, rocznicy, ważnego wydarzenia. Zawsze są to trafione prezenty. Sam lubię otrzymywać książki, a jak zawierają czułą dedykację, jest najpiękniej.
Często towarzyszy mi poezja Anny Janko pt.: „Miłość, śmierć i inne wzory”. Ostatnio zakochałem się w ,,Piachu” Urszuli Zajączkowskiej. Cenię poezję Julię Szychowiak i Justyny Bargielskiej. W wakacje sięgnę po ,,Małe życie” Hanya Yanagihara. Ta książka chodzi za mną od kilku lat. Bałem się tak sążnistego tomu. Teraz nie ma zmiłuj. Biorę w ręce i czytam.
Tak, zbieram książki na potem. Odkładam, gromadzę, pilnuję, żeby nie przeoczyć tego co ważne. Mam stos zaległości. Kiedy wszystkie przeczytam? Przewiduję, że dopiero na emeryturze.
Czytając raporty o stanie czytelnictwa jestem zdziwiony, że wynika z nich, że czytamy mało, albo w ogóle. Z moich obserwacji wynika, że czytamy! Widzę rozrastające się biblioteczki w mieszkaniach moich przyjaciół. Widzę, że #czytaniejestsexy, #czytaniejestmodne, #czytambolubię i sam już nie wiem, czy wierzyć w statystyki. Wierzę, że czytamy. Wierzę w książki. Wierzę, że pomagają nam przetrwać.
Uszanowanie dla pisarzy i autorów za to, że są i tworzą. Uszanowanie dla bibliotekarzy i księgarzy za popularyzację czytelnictwa. Uszanowanie dla wszystkich czytelników. Bawmy się, bo ,,czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła” (Wisława Szymborska). Czytajmy więcej! Niech statystyki czytelnicze rosną w górę! Latem szczególnie możemy się o to postarać.


















